Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Sparing przegrany, nowi gracze z urazami

włącz .

Lech nie popisał się w kontrolnym mecz ze Slavią Praga. Przegrał 1:3, fatalnie pokazał się przed przerwą. Niby to sparing, wynik nie jest ważny, ale zła była postawa Kolejorza. Kilka udanych akcji w całym meczu to śmiesznie mało. Dużo więcej było przyglądania się poczynaniom rywala, bezładnego wybijania piłki, niewytłumaczalnych strat. W drugiej połowie było trochę lepiej, ale i tak Lech nie potrafił wyzwolić w sobie sportowej złości.

Wydaje się, że skład, w jakim Lech rozpoczął to spotkanie kontrolne jest zbliżony do tego, którym zainauguruje ligowe rozgrywki za niespełna dwa tygodnie. Widzieliśmy wszystkich czołowych zawodników, w tym obu nowych – Volkova i Bille. Ten pierwszy, dopóki nie opuścił z urazem boiska pokazał się jako gracz klasowy, waleczny i silny. Drugi doznał kontuzji jeszcze w pierwszej połowie. Mecz zaczął się fatalnie. Lech popełnił karygodny błąd przy wyprowadzaniu piłki, trafiła ona do rywala, który nie miał najmniejszych problemów z pokonaniem Buricia.

Lech miał poważne problemy z wejściem w mecz. Nie potrafił uwolnić się spod presji, trudno mu było wymienić kilka podań, prawie nie przekraczał środkowej linii boiska. W przeciwieństwie do Czechów, nawet nie myślał o stosowaniu pressingu. Źle to wyglądało. Szczęście, że to tylko sparing, bo taki styl grania przypominał najgorsze mecze z początku sezonu. Slavia nie wykorzystała wielu okazji bramkowych, a mogła zdemolować Lecha.

Dopiero po 20 minutach Lech zdobył się na ofensywę. Niezły rajd przeprowadził Volkov, potem Pawłowski umiejętnie obsłużył Linettego, ale ten zmarnował wyborną sytuację. Po chwili Lech musiał grać bez napastnika, jak za najgorszych czasów. Urazu doznał Bille, zastąpił go Kownacki. Mimo że Lech na chwilę się obudził, to mecz wcale nie zrobił się wyrównany. Czesi dużo lepiej operowali piłką, mieli pomysł na ofensywę, w przeciwieństwie do Lecha nie stosowali podań nie wiadomo do kogo.

Slavia trwoniła kolejne okazje bramkowe, a obrońcy Lecha zachowywali się tak, jakby biegali po innym podłożu albo mieli buty z ołowiu. Jedna drużyna sprawiała wrażenie gotowej do rozpoczęcia ligowej rywalizacji, a druga znajdującej się w fazie ciężkich fizycznych treningów. Tuż przed końcem pierwszej połowy nieruchawi zawodnicy Lecha przyglądali się z dużym spokojem, jak przeciwnik wykonuje kilkudziesięciometrowy rajd, bezkarnie, przez nikogo nie atakowany wpada w pole karne i lekkim strzałem pokonuje Buricia.

Drugą połowę Lech zaczął z większą energią. Nie grał dokładniej, lepiej, ale przestał się oszczędzać. Nagrodę odebrał szybko. Dalekie podanie Pawłowskiego trafiło do Kownackiego, który wbiegł w pole karne, oddał niezbyt trudny do obrony strzał, który jednak bramkarz Slavii fatalnie przepuścił i Lech złapał kontakt. Obraz gry zmienił się, bo Lech wreszcie zaczął operować piłką, kilka razy udało mu się wymienić celne podania. Po godzinie gry, trzymając się za mięsień lewej nogi, boisko opuścił drugi nabytek Lecha – Volkov. Miejmy nadzieję, że to tylko lekki uraz.

Druga część meczu była w wykonaniu Lecha lepsza, ale prostych błędów nadal się nie wystrzegał. Znów przytrafił się przestój, a Czesi bezkarnie wpadli w pole karne i po faulu Kamińskiego mieli rzut karny. Burić strzał obronił, ale obrońcy nie potrafili wybić piłki, rywal z bliska wepchnął ja do bramki. Slavia w trakcie meczu wymieniła całą jedenastkę, zmęczonemu Lechowi coraz bardziej brakowało sił. Nawet ofensywni zawodnicy chętniej niż do przodu zagrywali do tyłu, o ile wcześniej się nie pogubili. Była okazja zdobycia jeszcze jednej bramki, ale najpierw Pawłowski nie opanował piłki i nie oddał strzału, a potem nie popisał się… sędzia. Kownacki w starciu z trzema rywalami był faulowany w polu karnym, powinna być „jedenastka”.

Skład Lecha: Burić, Kędziora, Arajuuri, Kamiński, Volkov (Kadar), Trałka, Tetteh (Gajos), Lovrencsics (Sisi), Linetty, Pawłowski, Bille (Kownacki).

fot. Paweł Jaskółka / Lech Poznań / lechpoznan.pl