Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Rozpędzony Kolejorz rozjechał Zagłębie

włącz .

Szóste kolejne zwycięstwo, piąty mecz bez straty bramki. Przeistoczenie Lecha w trakcie rundy jesiennej najlepiej obrazuje serial pojedynków z Zagłębiem Lubin. W pierwszym ligowym spotkaniu beniaminek bez problemu ograł bezradnego, zawstydzonego własną postawą mistrza Polski. Dwa mecze pucharowe Lech wygrał, a w ligowym rewanżu rozbił przeciwnika 2:0 żegnając się z Bułgarską na dwa miesiące. Zwycięską passę spróbuje kontynuować za tydzień w Gliwicach.

To był mecz Kaspera Hämäläinena. Przed pierwszym gwizdkiem otrzymał od władz klubu na pożegnanie, po trzech latach pobytu w Poznaniu, oprawione zdjęcie. Kibice, którzy na swoim stadionie Fina już raczej nie zobaczą, podziękowali mu owacją. Być może piłkarz chciałby spędzić w Poznaniu jeszcze trochę czasu, ale musi się liczyć z oczekiwaniami żony. Szybko się przekonaliśmy, ile Kasper znaczy dla Kolejorza. Zdobył gola, drugiego wypracował, grał doskonale. Zastąpienie go równie dobrym piłkarzem może się nie udać.

Lech zaczął mecz spokojnie, może nawet zbyt spokojnie. Podobnie zresztą postępowało Zagłębie, które zaryglowało środek boiska. W tej sytuacji gospodarze jak zwykle nie mieli lepszego pomysłu na grę jak wymiana podań na własnym boisku w poszukiwaniu możliwości przejścia z piłką pod pole karne przeciwnika. Pierwszy raz udało się to dopiero po 10 minutach, ale już pięć minut później Lech niespodziewanie objął prowadzenie. Przed bramką Zagłębie powstało zamieszanie, piłkę próbowało przejąć kilku Lechitów, udało się to dopiero Hämäläinenowi, który zaskoczył bramkarza strzałem z półobrotu.

Lech spoczął na laurach, nie wykazywał zamiaru podwyższenia wyniku. Za to goście mocno zabrali się do pracy, twardo walczyli w środku pola, próbowali atakować. Byli bardziej zdeterminowani, wygrywali bezpośrednie pojedynki, sprawiali wrażenie silniejszych, mocniej trzymających się na nogach. Boisko po deszczu było grząskie, a piłkarze Lecha czuli w nogach czwartkowy mecz z FC Basel. Trener Urban chciał dać odpocząć swoim piłkarzom starając się przy tym nie osłabiać składu, więc na lewą pomoc delegował obrońcę Douglasa licząc na jego dośrodkowania. Nie był to dobry pomysł, po przerwie Szkota zmienił Darko Jevtić. Gwiazdą meczu nie został, ale dawał drużynie więcej.

Przewaga Zagłębia stawała się duża, Lechowi nie wychodziły kontrataki, więc można było się niepokoić o wynik. Kolejorz ma jednak (jeszcze) w składzie Hämäläinena i Pawłowskiego. Przeprowadzili ona akcję, która przyniosła drugiego gola. Fin podał skrzydłowemu tak, że ten znalazł się sam na sam z bramkarzem i pokonał go strzałem po ziemi w długi róg. Pomocnik Lecha nie manifestował radości, bo wiele lat spędził w Lubinie. Jednak nie sentyment do Zagłębia, a inne czynniki zadecydowały, że nie skończył meczu hat trickiem. Przed przerwą zmarnował idealną sytuację, a trzy minuty po zdobyciu gola znów znalazł się sam na sam z bramkarzem. Ten wyciągnął wnioski z poprzedniej akcji i nie dał się pokonać.

Także inni piłkarze Lecha, mimo optycznej przewagi ciągle atakującego Zagłębia, mogli zdobyć bramkę. Za każdym razem brakowało zimnej krwi albo dobrze bronił Polaček. Burić mu nie ustępował, wspaniale wybronił doskonałe uderzenie głową Papadopulosa, udanie wychodził do licznych dośrodkowań. Zagłębie ambitnie próbowało poprawić wynik do ostatniej chwili meczu przedłużonego o 8 minut, a Lechowi nie wychodziły kontrataki.

Lech Poznań – Zagłębie Lubin 2:0 (1:0)

Bramki: Bramki: Hämäläinen (16), Pawłowski (64).

Żółte artki: Linetty, Tetteh, Trałka, Darko Jevtić - Guldan, Todorovski, Kubicki.

Lech: Jasmin Burić - Tomasz Kędziora, Marcin Kamiński, Paulus Arajuuri, Tamas Kadar - Abdul Aziz Tetteh, Łukasz Trałka - Szymon Pawłowski (77. Dawid Kownacki), Karol Linetty (83. Maciej Gajos), Barry Douglas (46. Darko Jevtić) - Kasper Hämäläinen.

Zagłębie: Martin Polaček - Aleksandar Todorovski (72. Damian Zbozień), Ľubomír Guldan, Jarosław Jach, Đorđe Čotra - Jarosław Kubicki, Adrian Rakowski (67. Krzysztof Piątek) - Jakub Tosik, Arkadiusz Woźniak, Łukasz Janoszka (67. Krzysztof Janus) - Michal Papadopulos.