Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Jeszcze jedna szwajcarska lekcja

włącz .

Tradycji stało się zadość – czwarty mecz Lecha z FC Basel, czwarta porażka. Choć piłkarska wyższość przeciwnika nie pozostawiała wątpliwości, to tym razem, przy odrobinie szczęścia, można było przynajmniej zremisować. Wystarczyło mieć w klubie doświadczonego napastnika, który potrafi wcelować do pustej bramki lub dostrzec idealnie ustawionego kolegę. Lech takiego akurat nie posiada, a dla takich drużyn brakuje miejsca w fazie pucharowej Ligi Europy.

Trudno powiedzieć, z jakim nastawieniem Lech przystąpił do tego meczu, w jakiej był dyspozycji, bo przez pierwsze pół godziny grała tylko jedna drużyna. I nie był to Kolejorz. Szwajcarski zespół absolutnie go zdominował, nie pozwolił mu na wymianę choćby dwóch podań. Piłka krążyła między piłkarzami FC Basel, idealnie wychodzili oni na pozycje, gubili gospodarzy jak chcieli, grali z nimi w dziada na małej przestrzeni. Stosowali też pressing, nie było mowy o dopuszczeniu Lecha do głosu. Ledwo piłkarz z Poznania przyjął piłkę, był atakowany i gubił koncept, nie stać go było nawet na wycofanie jej do bramkarza, brakowało czasu nawet na rozejrzenie się. Strata goniła stratę. Szwajcarzy grali tak, jak się gra w Europie, a Lech tak, jak w polskiej lidze.

Darko Jevtić natychmiast przekonał się, dlaczego gra w piłkę w Poznaniu a nie w swojej rodzinnej Bazylei. Starał się walczyć z przeciwnikami, był jednak raz po raz ogrywany, odbierano mu piłkę dziecinnie łatwo. A kiedy już wszedł z nią w pole karne, został sfaulowany przez obrońcę i bardzo się zdziwił – podobnie jak wszyscy na stadionie – że szkocki sędzia nie podyktował rzutu karnego. Można było objąć prowadzenie, bo choć Szwajcarzy na boisku panowali niepodzielnie, to wielu groźnych akcji nie stworzyli. Na dodatek stracili bramkarza, którego musiał zastąpić trzeci gracz w klubowej hierarchii, dla którego był to pierwszy mecz w sezonie w składzie pierwszej drużyny.

Tuż po przerwie Lech miał fantastyczną okazję bramkową. Dawid Kownacki fatalnie spudłował, a po chwili padł gol dla gości. Wystarczyła seria zwodów na prawym skrzydle, błyskawicznie dośrodkowanie na krótki słupek, szybkie wyjście Boethiusa do piłki i strzał z bliska. Trwało to kilka sekund. Właśnie szybkością goście wyraźnie górowali, także orientacją na boisku, celnością podań. Dla odmiany Lech grał niechlujnie, najczęściej piłkę w głupi sposób tracił Gajos, natomiast niedoświadczony Kownacki decydował się na strzał mimo iż Jevtić stał na pozycji, z której z pewnością trafiłby do bramki. Taka lekcja przyda się młodemu napastnikowi.

Nastąpił moment, gdy Lech przejął inicjatywę, rozgrywał piłkę swobodnie, ale za każdym razem brakowało ostatniego, tego najważniejszego zagrania. Miał świetną szansę, gdy z 20 metrów rzut wolny wykonywał Jevtić. Przymierzył dobrze, bramkarz nie zdążył nawet się poruszyć, piłka odbiła się jednak od poprzeczki. Potem jeszcze przed fantastyczną okazją stanął Hamalainen, którego popisowo obsłużył Pawłowski. Nie potrafił zdobyć bramki. Lech miał tego wieczoru wygrać i liczyć na cud we Florencji. Ani nie wygrał, ani nie było cudu – Fiorentina wygrała swój mecz i awansowała do fazy pucharowej razem z FC Basel.

Lech Poznań – FC Basel 0:1 (0:0)

Bramka: Boethius (50)

Widzów: 10,5 tysiąca

Lech: Jasmin Burić - Tomasz Kędziora, Marcin Kamiński, Paulus Arajuuri, Tamas Kadar - Łukasz Trałka (46. Abdul Aziz Tetteh), Karol Linetty (61. Dariusz Formella) - Darko Jevtić (73. Kasper Hämäläinen), Maciej Gajos, Szymon Pawłowski - Dawid Kownacki.

FC Basel: Germano Vailati (46. Mirko Salvi) - Taulant Xhaka, Michael Lang (46. Adonis Ajeti), Walter Samuel, Adama Traore - Davide Calla, Mohamed Elneny, Luca Zuffi, Jean-Paul Boetius - Birkir Bjarnason (79. Robin Huser) - Albian Ajeti.