Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

FC Basel znów w Poznaniu. To mogło być piłkarskie święto

włącz .

Wystarczyło pokonać Belenenses, by awans Lecha do fazy pucharowej Ligi Europy zależał tylko od zwycięstwa nad Bazyleą. W obecnej sytuacji zwycięstwo niczego nie gwarantuje, konieczna jest też sensacja we Florencji, czyli wygrana Portugalczyków. Czwartkowy mecz zapowiada się więc dla Kolejorza jako pożegnanie z Europą. Oby było ono godne.

To będzie czwarty pojedynek Lecha z FC Basel w ciągu kilku miesięcy. Wszystkie poprzednie mecze szwajcarska drużyna wygrała. – Trzeba znaleźć sposób, by tym razem nie pozwolić się pokonać, a najlepiej zwyciężyć. To byłaby super sprawa. Gramy przeciwko rywalowi, który awans ma już w kieszeni. Mówi się, że kilku ważnych graczy FC Basel do Poznania nie przyjedzie, ale i my będziemy osłabieni i nie możemy sobie pozwolić na tyle rotacji, co ostatnio – mówi trener Jan Urban.

Z choroby nie może wyjść Dariusz Dudka. Nie może jeszcze grać Denis Thomalla. Kontuzjowani są Gergo Lovrencsics i Kebba Ceesay, od dawna wyłączony z gry jest Marcin Robak. W niedzielę Lecha czeka ważny mecz ligowy z Zagłębiem Lubin, a pozostało mu pięciu zdolnych do gry obrońców. Duża liczba rozgrywanych spotkań spowodowała, że podczas meczu w Lizbonie najlepszych ofensywnych zawodników trener wprowadził dopiero w końcówce. – Gdyby zagrali dłużej, być może zdobylibyśmy bramkę, co teraz postawiłoby nas w innej sytuacji, mielibyśmy piłkarskie święto. Czekał nas jednak trudny mecz w Gdańsku – tłumaczy Jan Urban.

Jeżeli cokolwiek pozwala na optymizm przed meczem z Bayleą, to zupełnie inna postawa Lecha niż kilka tygodni temu. Przyszła długa seria ligowych zwycięstw, zawodnicy nabrali pewności siebie. – Cieszy mnie to, że drużyna gra efektywnie, ale to jeszcze nie jest ten Lech, którego chcę oglądać. Musi grać także efektownie, a przede wszystkim szybko, w defensywie i w ofensywie, bo ten element pozwala uzyskać przewagę nad przeciwnikiem – mówi trener Lecha. Dawid Kownacki, młody napastnik Kolejorza dodaje, że jest w pełni sił, dobrze przygotowany. Chce wykorzystać możliwość pokazania się w „oknie wystawowym”, jakim jest Liga Europy, ale jeszcze bardziej zależy mu, jak zapewnia, na zwycięstwie drużyny i wyjściu z grupy.

Gdyby los okazał się nadzwyczaj łaskawy, Lech zarobiłby dobre pieniądze, miałby większe możliwości sprowadzenia klasowych graczy, zyskałby punkty rankingowe, mógłby zmierzyć się z Manchester United, Sevillą lub innym wielkim klubem, poprawić współczynnik UEFA. Straci go jednak i w następnych rozgrywkach będzie skazany na rywalizację z mocniejszymi przeciwnikami. Właśnie dlatego warto było walczyć o awans, ale trudno o to, gdy przez pół roku trzeba radzić sobie bez napastników. O to nie można obwiniać piłkarzy ani trenerów, ale władze klubu, które nawet wymuszały na poprzednim trenerze ulgowe potraktowanie europejskich pucharów, co zresztą nijak się nie przekładało na wyniki w lidze. Sytuacja zmieniła się dopiero po zmianie trenera.