Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Wyrachowanie popłaca. Lech wygrał w Gdańsku

włącz .

Kolejorz w meczu z Lechią Gdańsk nie wzniósł się na wyżyny. Nie pokazał porywającego futbolu. Grał tak, jakby szczytem marzeń było dla niego uzyskanie wyniku bezbramkowego. Gola rzeczywiście nie stracił, a akcja dwóch czołowych (choć w nie w tym spotkaniu) ofensywnych piłkarzy dała zwycięstwo. Mniejsza z tym, czy było ono zasłużone, bo w piłce nożnej liczą się strzelone bramki, a nie pozostawienie dobrego wrażenia. Zaczynamy wierzyć, że opuszczenie dolnej połowy tabeli jeszcze w tym roku jest możliwe. Oby tylko szczęście, które ostatnio dopisuje piłkarzom Lecha, nie odwróciło się od nich.

Wszystko można o Lechu powiedzieć, tylko nie to, że pojechał do Gdańska jak po swoje i od razu rzucił się przeciwnikowi do gardła. Wprost przeciwnie. Można było odnieść wrażenie, że pierwszą połowę chce przetrwać nie wkładając w mecz żadnego wysiłku. Przez pierwsze 10 minut Lechia grała, a Lech się przyglądał markując przeszkadzanie. Przez 45 minut nie oddał ani jednego celnego strzału, pierwszy raz zagroził rywalowi po kilkunastu minutach, gdy strzał Gajosa został zablokowany. Potem jeszcze dobrą okazję zmarnował Hamalainen uderzając niecelnie głową.

Lechia miała przewagę w posiadaniu piłki, próbowała stwarzać sobie dobre okazje. Zwykle Lech w takich sytuacjach stosuje pressing i po każdej stracie rywala inicjuje szybki atak. W tym meczu piłkarze w niebieskich strojach rzadko zdobywali się na szybszy bieg, za to szybko i byle jak pozbywali się piłki. Pawłowski raz po raz wdawał się w nieudane dryblingi. Lovrencsics jest zupełnie bez formy i gra tylko dlatego, że jest skrzydłowym, a na tej pozycji w klubie występuje deficyt. Gajos przeprowadził tylko jedną dobrą akcję. Nawet Tetteh notował głupie i niebezpieczne straty piłki.

Piłkarze Lecha mieli jednak mnóstwo szczęścia. W drugim meczu pod rząd nie stracili gola z rzutu karnego, bo przeciwnikowi nie udało się oddać celnego strzału. Tym razem spudłował Kuświk. Była to zresztą wątpliwa „jedenastka”. Mila i Arajuuri walczyli bark w bark, zawodnik Lechii upadł, a sędzia Jakubik, ku zdziwieniu Fina, wskazał wapno. Kiedy w podobny sposób po drugiej stronie boiska zaatakowany został Hamalainen, rzutu karnego nie było. Pierwsza połowa wykazała całkowitą ofensywną bezradność Kolejorza. Wyglądało to tak, jakby spotkali się piłkarze, którzy nigdy ze sobą nie grali i kompletnie się nie rozumieją, a do tego brakuje im energii i woli walki.

Mieliśmy nadzieję zobaczyć po przerwie Lecha odmienionego. Nic z tego, nadal wykazywał ospałość, i bardzo dobrze, widać zwycięstwo i tak było mu w niedzielę pisane, a Lechia została skazana na czwartą porażkę pod rząd. Gospodarze opanowali boisko i nieustannie atakowali, wszystkie piłki kierowane były pod bramkę Buricia. Wydawało się, że kunktatorska gra zemści się na Lechu, tym bardziej, że niektórzy piłkarze człapali po boisku, a Hamalainen zgłosił uraz i czekał, aż zostanie z boiska zdjęty. Zanim to się stało, udało mu się jeszcze rozegrać dobry atak. Pawłowski, który grał beznadziejnie i zmarnował mnóstwo akcji, tym razem zagrał do będącego na granicy spalonego Fina idealnie, a ten umiejętnie dołożył nogę.

Do końca meczu było jeszcze daleko, więc niezrażona Lechia ciągle atakowała i wszystko jeszcze było możliwe. Buricowi po strzale Makuszewskiego z pomocą przyszła poprzeczka. Aż się prosiło o wyprowadzenie kontry, jednak do tego trzeba mieć sprawnych i zdecydowanych piłkarzy. Tylko raz Lech był bliski skarcenia gospodarzy, gdy wprowadzony na boisko Kownacki świetnie podał Pawłowskiemu, a ten zmarnował dobrą okazję. Mecz został przedłużony o 9 minut z powodu zadymienia stadionu. Lechia atakowała z coraz mniejszą wiarą i Lech dowiózł zwycięstwo do końca.

Lechia Gdańsk –Lech Poznań 0:1 (0:0)

Bramka: Hamalainen (64).

Żółte kartki: Tetteh, Kamiński, Trałka, Ceesay.

Lechia: Marko Marić - Paweł Stolarski, Rafał Janicki (46. Grzegorz Wojtkowiak), Gerson, Neven Markocić (82. Piotr Wiśniewski) - Ariel Borysiuk, Aleksandar Kovacević - Sławomir Peszko, Sebastian Mila (74. Michał Żebrakowski), Maciej Makuszewski - Grzegorz Kuświk.

Lech: Jasmin Burić - Kebba Ceesay (89. Tomasz Kędziora), Paulus Arajuuri, Marcin Kamiński, Tamas Kadar - Łukasz Trałka, Abdul Aziz Tetteh - Gergo Lovrencsics (60. Dariusz Formella), Maciej Gajos, Szymon Pawłowski - Kasper Hamalainen (67. Dawid Kownacki).