Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech na wyżyny się nie wzniósł. Tylko remis w Lizbonie

włącz .

Warto było wygrać, by zyskać pieniądze, szansę na awans z grupy i punkty rankingowe UEFA. Priorytetem dla trenera nie było jednak wystawienie jak najmocniejszej drużyny, tylko takie gospodarowanie siłami zawodników, by najlepsi mogli zagrać już w niedzielę w Gdańsku i w środę u siebie z Wisłą. Zamiast Pawłowskiego i Hamalainena męczyli się więc na boisku Thomalla i Formella. Skutek – bezbramkowy remis z przeciwnikiem, którego można było ograć.

Nie tylko formacja ofensywna Lecha się zmieniła, ale i obaj środkowi obrońcy. Brak zgrania między Dudką i Kadarem oraz Buriciem był widoczny. O ile Kadar grał prawie bezbłędnie, to Dudka wprowadzał mnóstwo nerwowości, popełnił też juniorski błąd, gdy w walce o piłkę na polu karnym powalił z użyciem rąk przeciwnika. Rzut karny był ewidentny, ale szczęście Lechowi dopisało i uderzona z 11 metrów piłka poleciała nad bramkę. Najgorszym piłkarzem w obronie był Douglas. Jego nieudane interwencje narażały Lecha na duże niebezpieczeństwo. Asystował napastnikom przeciwnika, pozwalał się wyprzedzać, gubił piłkę. Nie było też z niego korzyści w ofensywie

Mecz był wyrównany i poziomem zbliżony do tego, co ogląda się w polskiej ekstraklasie. Belenenses, które nie ma w składzie gwiazd, grało twardo, z pressingiem, ofensywnie, był to więc wymarzony przeciwnik do wyprowadzenia kontry. Kto miał jednak taką akcję rozegrać? Thomalla z Formellą? Zresztą Lovrencsics i Gajos też sobie nie radzili, a zagrania tego pierwszego i próby strzałów były fatalnej jakości.

Kiedy można było dobrze skonstruować atak, następował bezsensowny strzał z dystansu, jeżeli nawet celny, to kompletnie niegroźny. Bezmyślnością przebił wszystkich Dudka, który uderzył z prawie połowy boiska. Lechowi wyraźnie brakowało jakości, ale to nie jest wina sztabu szkoleniowego ani tych, co znaleźli się na boisku, lecz osób decydujących o „wzmocnieniach” zespołu. W drugiej połowie Trałkę zastąpił Tetteh i był – oprócz najlepszego w drużynie Lecha Linettego – jedynym piłkarzem gości, który wygrywał z Portugalczykami walkę wręcz. Okazało się też, że Pawłowski i Hamalainen nie pojechali do Lizbony na wycieczkę. Weszli na boisko, ale zbyt późno, by mogli zadecydować o zwycięstwie, choć po strzale Pawłowskiego i rykoszecie piłka trafiła w słupek. Pozostałe jego próby były bardzo złe.

Lech sprzed pół roku poradziłby sobie z drużyną nie najwyższych lotów grając nawet w osłabieniu. Obecny nie dał rady. Kiedy mecz zbliżał się do końca i można było zadać decydujący cios, nie widzieliśmy przyspieszenia akcji, większego zdecydowania, dokładniejszego rozegrania piłki w ataku. Lovrencsics seriami niecelnie dośrodkowywał marnując wysiłek kolegów i nadzieje kibiców. Szanse na wyjście z grupy jeszcze są, ale cudu nie ma co się spodziewać.

Belenenses Lizbona – Lech Poznań – 0:0

Żółte karki: Ricardo Dias, Dálcio Gomes - Dudka, Linetty.

Belenenses: Hugo Ventura, Andre Geraldes,Tonel, Goncalo Brandao, Felipe Ferreira, Fabio Sturgeon (79. Dalcio Gomes), Ricardo Dias,Ruben Pinto, Tiago Silva (67. Carlos Martins), Tiago Caeiro (76. Luis Leal).

Lech: Jasmin Buric, Tomasz Kędziora, Dariusz Dudka, Tamas Kadar, Barry Douglas, Karol Linbetty, Łuksza Trałka (46. Abdul Aziz Tetteh), Gergo Lovrencsics, Maciej Gajos, Dariusz Formella (65. Szymon Pawłowski), Denis Thomalla (74. Kasper Hamalainen).