Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Najważniejsze: wygrać!

włącz .

Z takim nastawieniem Lech wychodził na mecz przeciwko Górnikowi Łęczna. Zaczęło się pięknie: już w piątej minucie Lovrencsics pięknie dośrodkował a Gajos strzałem głową dopełnił reszty i Lech prowadzi. I tu zaczyna się deja vu.

Lech staje a Górnik zaczyna grać. Jego akcje są coraz groźniejsze. 90 ich procent prowadzona jest na prawej flance Lecha, gdzie Ceesay okazuje się najsłabszym ogniwem poznańskiego zespołu. Jego gra przypomina zachowanie gościa, który nie wie, co tu robi i skąd się wziął. Gubi krycie, niecelnie podaje, notorycznie spóźnia swoje powroty. Piesio i Leandro kręcą nim jak chłopakiem od podawania piłek, który przypadkiem włączył się do gry.

Na szczęście dla Lecha skuteczność górników była tragiczna. Po przerwie za Trałkę wchodzi Tetteh i wprowadza trochę spokoju do gry. Punktem zwrotnym była druga żółta i w konsekwencji czerwona kartka dla Pruchnika. Od tego momentu było już tylko kwestią czasu, kiedy Górnik zacznie opadać z sił. I tak też się stało. Lech zaczyna się napędzać i konsekwencją tego jest piękna akcja Linetty'ego i Gajosa zakończona drugim golem. Kiedy Ceesay dośrodkował a Linetty strzelił trzecią bramkę, było już po meczu. Górnik walczył ambitnie i w ostatniej minucie Leandro strzela bramkę honorową, korzystając z tego, że tradycyjnie już Ceesay był poza swoją strefą gry i obserwował na środku pola karnego przebieg kontry górników.

Lech wygrał i to jest najważniejsze w jego obecnej sytuacji. Cieszy widok zaangażowania ze strony zawodników, walka i determinacja. Cieszy widoczna wiara w siebie i wzrost pewności tego, co robią. Zmiana trenera i błyskawiczne dotarcie Jana Urbana do głów zawodników przynosi efekty. Teraz pozostaje kolejny problem, a mianowicie konieczność wzmocnienia drużyny. Nie zakupów, tylko wzmocnienia. Zakupy już mieliśmy i jak na razie nic z tego nie wynikło. Pozyskiwanie wolnych (czytaj: darmowych) zawodników też prowadzi donikąd. Chcąc coś osiągnąć, trzeba ten zespół wzmocnić. Potrzeba bramkarza, bo Burić (pod warunkiem, że jest w formie) to za mało. Na lewej obronie potrzebny zmiennik (przynajmniej równy klasą) dla Douglasa. Na prawej stronie to samo – potrzebny konkurent dla Kędziory. Ceesay to zawodnik niestabilny i nieobliczalny. Nie daje żadnych gwarancji bezpieczeństwa na skrzydle, co w niedzielę było widać aż nadto.

Środek obrony, do którego wróci Wilusz może być wystarczająco mocny nawet na walkę w pucharach. W drugiej linii, nawet gdy odejdzie Linetty, mamy Tetteha, który wyrasta na lidera środka pola. Skrzydła? Lovrencsics i Pawłowski to za mało. Formella nic nie wnosi do gry i raczej należy myśleć o transferze tego zawodnika. Gajos w środku pola to szansa na spokój na tej pozycji, zwłaszcza, że jest Hamalainen. Tylko, że Fin gra jako napastnik i tu zaczyna się największy problem Lecha: brak napastnika. Thomalla i Robak? Myślę, że te rozdziały trzeba zamknąć i szybko o nich zapomnieć. Kownacki? Musi się jeszcze dużo uczyć. Konieczność zakupu napastnika, killera pola karnego, szybkiego w kontrach i skutecznego pod bramką to zadanie nr 1 w zimowym oknie.

I jeszcze jeden transfer, bardzo ważny. Transfer prawdziwego dyrektora sportowego, najlepiej byłego zawodnika, który potrafi zweryfikować umiejętności i przydatność potencjalnych kandydatów do drużyny. Wiem, rozpuściłem wodze fantazji, a przecież budżet, wynik finansowy, zgodność słupków, brak środków, gospodarność itd. Tylko że my już to znamy aż za dobrze. Zarządzanie klubem przez księgowego, ocena transferów przez dyletantów i amatorów dała już efekty. Skoro więc wreszcie złamano zasadę szybkiego zwalniania trenera, warto zastanowić się nad sensem innych reguł, których przestrzeganie nie służy klubowi?

Ryszard Rostkowski