Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Szczęście wraca do Lecha

włącz .

Wynik – pokonanie 3:1 Górnika Łęczna – wskazuje na bezdyskusyjne zwycięstwo Kolejorza. Przez dużą część meczu wisiało on jednak na włosku. Pomogły niebywała nieskuteczność gości w pierwszej połowie, gdy Lech dawał się żałośnie ogrywać i liczebne osłabienie rywala po przerwie. Aż nie chce się wierzyć, ale to dopiero drugie zwycięstwo mistrza Polski na własnym boisku w rundzie jesiennej. Więcej nie będzie. Po przerwie na mecze reprezentacji zacznie się runda rewanżowa.

„Specjalnością” Lecha jest w tym sezonie błyskawiczne tracenie bramek, czasami nawet kilku. Tym razem było odwrotnie. Ledwo upłynęły trzy minuty meczu, a udało się rozegrać efektowną akcję. Z lewego skrzydła na prawe poszło bardzo dokładne podanie do Lovrencsicsa. Ten dośrodkował, a Maciej Gajos głową strzelił gola. Wydawało się, że Lech pójdzie za ciosem. W pierwszych minutach meczu miał zdecydowaną przewagę, grał z rozmachem, szturmował bramkę Górnika. Potem wszystko „siadło”, wróciły demony z początku sezonu.

Goście zabrali się do odrabiania straty, a czynili to mądrze i dokładnie, choć na szczęście dla Lecha nieskutecznie. Dobrze się ustawili, często przechwytywali piłkę i natychmiast kierowali ją do przodu. Wystarczyło kilka sekund i kilka podań, by obrona gospodarzy znalazła się w poważnych opałach. Drużyna z Łęcznej grała tak, jak powinien Lech – z polotem, umiejętnie wyprowadzała kontry. Mogła strzelić kilka bramek, nie dopisało jej jednak szczęście, brakowało też dokładności. Na katastrofalnym poziomie grało dwóch zawodników Lecha: Ceesay, który raz po raz tracił piłkę albo kierował ją byle gdzie, żałośnie dawał się ogrywać i Kamiński, po którego szkolnych błędach kilka razy pod bramką Buricia było bardzo groźnie.

Jakimś cudem Lech dotrwał do przerwy bez straty gola. Na drugą połowę wyszedł w zmodyfikowanym ustawieniu. Gajos został wycofany na pozycję defensywnego pomocnika, rozgrywającym został Linetty, zszedł z boiska Trałka. Zastępujący go Tetteh uporządkował grę drużyny w środku pola. Odbierał rywalom piłkę, dobrze ją wyprowadzał do przodu, obsługiwał kolegów długimi i celnymi podaniami. To teraz czołowy gracz swojej drużyny. Łęczna nie radziła już sobie tak dobrze, jak w pierwszej połowie, a kiedy za drugą żółtą bramkę zszedł z boiska jej pomocnik Pruchnik, natychmiast się poddała. Lech osiągnął dużą przewagę i choć ciągle brakuje mu dokładności w rozgrywaniu piłki, a poczynaniami ofensywnych graczy rządzi przypadek, to mnożyły się dobre okazje bramkowe.

Mecz został rozstrzygnięty, gdy Linetty obsłużył Gajosa, a ten oddał strzał, po którym piłka wturlała się do bramki tuż przy słupku. Pewny już swego Lech grał na luzie, tworzył sytuacje bramkowe. Jedną z nich wykorzystał, gdy Ceesay podał z prawej strony do czekającego pod bramką Linettego, ten zaś z bliska zdobył gola wieńcząc swoją bardzo dobrą grę w tym spotkaniu. Powinny paść kolejne bramki dla Lecha, bo Górnik stracił chęć do gry. Uśpił tym Lecha i w samej końcówce wyprowadził skuteczną kontrę. Po długim rajdzie Nowaka, któremu nikt nie potrafił odebrać piłki gola zdobył lewy obrońca Leandro.

Lech Poznań – Górnik Łęczna 3:1.

Bramki: Gajos (5, 71), Linetty (81) – Leandro (90).

Kartki – Trałka (żółta) – Piesio (żółta), Pruchnik (czerwona za dwie żółte).

Widzów: 23,2 tysiąca (w tym ponad 10 tysięcy gimnazjalistów)

Lech:  Jasmin Burić - Kebba Ceesay, Marcin Kamiński, Paulus Arajuuri, Barry Douglas - Łukasz Trałka (46. Abdul Aziz Tetteh), Karol Linetty - Gergo Lovrencsics (76. Dariusz Formella), Maciej Gajos, Szymon Pawłowski - Kasper Hamalainen (71. Denis Thomalla).

Górnik: Silvio Rodić - Paweł Sasin (83. Wojciech Kalinowski), Tomislav Bożić, Lukas Bielak, Leandro - Maciej Szmatiuk (75. Przemysław Pitry), Rafał Próchnik - Grzegorz Bonin, Tomasz Nowak, Grzegorz Piesio - Bartosz Śpiączka.