Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Mgła nad Bułgarską

włącz .

Kibice Lecha ciągle nie mają zaufania do swojej drużyny, a przede wszystkim do władz klubu. Na meczu z Fiorentiną stadion zapełni się tylko w połowie. Fani Kolejorza ciągle mają w pamięci liczne rozczarowania, narzekają na zbyt drogie ich zdaniem bilety, bardziej mobilizują się na mecze ligowe. Na liczbę widzów wpływ ma także to, że długo zapowiadało się iż trybuny będą zamknięte. Włosi zamówili ponad tysiąc biletów ale i ich przyjechało do Poznania dużo mniej.

Niezależnie od tego, jaka będzie frekwencja, z pewnością będzie ona wyższa niż we Florencji, gdzie na trybunach stadionu zbudowanego w czasach Mussoliniego zasiadło kilkanaście tysięcy osób, a atmosfera nie była gorąca. Nawet sektor na łuku, na którym zbierają się najbardziej aktywni kibice Violi, w niczym nie przypominał poznańskiego Kotła. Inna sprawa, że do środy udało się sprzedać zaledwie 3 tysiące wejściówek do Kotła, co jest wyrazem stosunku fanów Kolejorza do europejskich rozgrywek.

Pierwszy mecz Lecha i Fiorentiny zakończył się wynikiem sensacyjnym. Powtórzenie tego w rewanżu byłoby niespodzianką jeszcze większą. Włoscy piłkarze zapewniają, że nie pozwolą się już zaskoczyć i że dysponują dużo mocniejszym i bardziej wyrównanym składem. Co tu dużo mówić – mają rację. Nie wiadomo zresztą, których zawodników trener Urban wyśle do boju. Zdrowi są wszyscy oprócz Marcina Robaka, z którego zresztą Lech nie miał pożytku także wtedy, gdy nie walczył z kontuzjami. Już w niedzielę Lech musi jednak rozegrać spotkanie ligowe, bardzo ważne w sytuacji, gdy trzeba wydobyć się z dna tabeli. Możemy więc znów zobaczyć Thomallę w ataku i Holmana jako środkowego pomocnika.

Przedmeczowy trening Lecha odbył się w gęstej mgle. Zaczęła ona ustępować, gdy na boisko weszli piłkarze Fiorentiny. Nie wiadomo, jak będzie w czwartek wieczorem, gdy zacznie się mecz, ale pamiętając o pechu włoskich drużyn do poznańskiej pogody trzeba się liczyć z wszystkim. Wyjazdowe spotkanie lidera Serie A budzi duże zainteresowanie we Włoszech, choć tamtejsi dziennikarze sugerują trenerowi, że lepiej byłoby skupić się na rozgrywkach ligowych. Paulo Souza twierdzi jednak, że drużyna gra dla swoich fanów, a oni zawsze oczekują zwycięstw. Portugalczyk jest pewny swego. Nie wierzy, że Lechowi znów dopisze szczęście.