Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Przerwa w wygrywaniu. Tylko remis Lecha we Wrocławiu

włącz .

Zwycięska seria została przerwana. O tym, że Lech nie pokonał Śląska Wrocław zadecydowała fatalna, kunktatorska gra w pierwszej połowie, kolejny błąd Kadara w obronie i brak skuteczności po przerwie. Przewaga Lecha rosła w miarę upływu czasu, ale w tej nieprofesjonalnie zbudowanej drużynie nie ma kto strzelać bramek. Szczęście nie zawsze sprzyja. W poprzednich meczach pomagało, teraz się odwróciło i drużyna lepsza nie odniosła zwycięstwa.

Tym razem zastosowana przez Jana Urbana rotacja polegała na powrocie do składu z meczu z Legią. Była tylko jedna zmiana – w Warszawie grał Barry Douglas, a złapana wówczas przez niego czwarta żółta kartka wykluczyła go z pojedynku ze Śląskiem. Na jego pozycji pojawił się na boisku Tamas Kadar, parę środkowych obrońców stanowili Kamiński i Arajuuri. Wrócił do składu Tetteh. Siłę ofensywną Lecha stanowili najlepsi zawodnicy, jakich trener ma do dyspozycji. W rolę napastnika ponownie próbował się wcielić Hamalainen.

Już pierwsze minuty pokazywały, że będzie to słaby mecz dwóch kiepskich drużyn. Jedna i druga za bardzo nie kwapiła się do atakowania. Widać było, że Lech znów chce zagrać defensywnie szukając możliwości strzelenia decydującej bramki. Grał bez przyspieszeń, bezpiecznie, rzadko udawało mu się wymienić kilka podań, piłka częściej niż do ataku kierowana była do Buricia. To był klasyczny antyfutbol w wykonaniu mistrza Polski. Mnożyły się niecelne podania, a najwięcej strat, jak zwykle, notował Ceesay.

Taka gra się zemściła. Wystarczyło jedno przyspieszenie Śląska, dobre rozegranie na lewej stronie i wrzucenie piłki pod bramkę. W poprzednich meczach szczelna, grająca z asekuracją obrona łatwo sobie radziła w takich sytuacjach ale teraz zagapił się (który to już raz w tym sezonie!) Kadar i Flavio znalazł się sam przed Buriciem. „Jasiu” jakimś cudem obronił strzał głową z kilku metrów, dobitki jednak nie miał szans zatrzymać. To był szkolny błąd defensywy Kolejorza. Doskonale pokryci zostali wszyscy przeciwnicy oprócz jednego, który nie omieszkał skorzystać z takiej uprzejmości.

Nie można powiedzieć, że Lech rzucił się do odrabiania strat. Nadal grał spokojnie, jakby jedynym jego celem było dotrwać do przerwy. Osiągnął dużą przewagę w posiadaniu piłki, z czego nie wynikało kompletnie nic, bo nadal częściej kierowana ona była do Buricia niż do ataku. Piłkarze Kolejorza oddali kilka strzałów, z którymi Pawełek radził sobie bez trudu. Tylko raz, po uderzeniu Gajosa, wypuścił piłkę z rąk, a Hamalainen nie zdążył z tego skorzystać. Śląsk do przerwy prowadził, choć pokazał się jako drużyna kiepska. Lech grał bezproduktywnie i bez energii, na przetrwanie, jakby zbierał siły na drugą połowę.

Przystąpił do niej z większym animuszem, ale z takim samym chaosem jak przed przerwą. Było więcej ruchu, szybkiego biegania, co przez kwadrans nie przekładało się na groźne akcje. Przewaga Lecha rosła. Śląsk rzadko próbował wychodzić do przodu, był zamykany na własnej połowie. Wreszcie udało się przeprowadzić bardzo dobrą akcję. Z prawej strony dośrodkował Hamalainen, a bramkę celnym strzałem głową zdobył Gajos. Lech nie zwalniał tempa, dążył do zwycięstwa. Szkoda, że uwierzył w nie tak późno, że nie grał podobnie w pierwszej połowie.

Najlepszą okazję do zdobycia bramki zmarnował Hamalainen. Po serii zwodów bardzo dobrze dośrodkował Pawłowski, a Fin źle trafił głową w piłkę. Przewaga Lecha nie malała, gospodarze odgryzali się coraz rzadziej. Do zdobycia bramki zabrakło jakości w rozegraniu, umiejętności strzeleckich. Można było tego dokonać nawet bez napastnika w składzie. Ceesay i wprowadzony w drugiej połowie Formella walczyli sami z sobą, wprowadzali zamieszanie na boisku. Ataki pozyzyjne kończyły się, gdy zamiast dośrodkować lub odegrać do kolegi wikłali się w nieudane dryblingi.

Śląsk Wrocław – Lech Poznań 1:1 (1:0)

Bramki: Flavio Paixao (23), Maciej Gajos (60)

Żółte kartki: Pawelec – Hamalainen

Śląsk: Mariusz Pawełek - Paweł Zieliński, Piotr Celeban, Mariusz Pawelec, Dudu Paraiba - Flavio Paixao (90+1. Krzysztof Ostrowski), Adam Kokoszka, Tomasz Hołota, Marcel Gecov - Peter Grajcar (69. Michał Bartkowiak), Jacek Kiełb (76. Kamil Biliński).

Lech: Jasmin Burić - Kebba Ceesay, Marcin Kamiński, Paulus Arajuuri, Tamas Kadar - Abdul Aziz Tetteh, Karol Linetty (89. Denis Thomalla) - Gergo Lovrencsics (65. Dariusz Formella), Maciej Gajos (81. Łukasz Trałka), Szymon Pawłowski - Kasper Hamalainen.