Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech znów zwycięski! I to w Warszawie!

włącz .

Nareszcie widzieliśmy takiego Kolejorza, o jakim marzyliśmy od kilku miesięcy: walczącego, dobrze zorganizowanego, mającego pomysł na mecz, kontrolującego przebieg wydarzeń, zwycięskiego. Pierwszy raz w tym sezonie na wyjeździe nie przegrał. W jego grze ciągle nie brakuje mankamentów, ale to nie jest zmartwienie na dziś. Jak już się podnosić z kolan, to tylko w Warszawie.

Rzadko się zdarza, by zdrowy Marcin Kamiński zasiadał na ławce rezerwowych. Konsekwentnie realizujący swą zapowiedź o stosowaniu rotacji Jan Urban dał mu odpocząć w meczu z Legią stawiając tym razem na Kadara. Na skrzydłach pokazali się Lovrencsics i Pawłowski. Wykartkowanego Trałkę zastąpił dobrze spisujący się we Florencji Tetteh. Kibice Lecha przekonali się we Florencji, że nie ma co się zamartwiać wystawieniem teoretycznie słabszych piłkarzy. Przy odrobinie szczęścia, mimo złej postawy kilku graczy, mając pomysł na mecz, wszędzie można wygrać.

Mistrz Polski ciągle musi grać bez napastnika, siłę ofensywną stanowili Gajos i Hamalainen. Nie zawiedli. Początek meczu miał inny przebieg niż poprzednie w wykonaniu Lecha. Nie stracił szybko bramki. Udało mu się prowadzić grę, spokojnie rozgrywać piłkę, nie dopuszczać Legii do głosu. Wydawało się, że nie będzie go stać na oddawanie strzałów. Udało się jednak wyprowadzić błyskawiczny atak. Świetnie zachował się Gajos podając Hamalainenowi na czystą pozycję. Ten zwiódł Rzeźniczaka i choć Kuciak dotknął piłki po strzale, to piłka znalazła się w bramce.

Zaczął się okres bardzo wyraźnej przewagi Legii. Lech skupił się na obronie, nawet nie próbował wyprowadzać piłki z własnej połowy. Mnożyły się seryjnie przez gospodarzy wykonywane rzuty rożne. Celnie uderzał Nikolić, trzykrotnie Burić popisał się doskonałymi interwencjami, kilka razy piłka minęła słupek w niewielkiej odległości. Gra Lecha w pierwszej połowie była… różna. Widzieliśmy świetne akcje, szybkie rozgrywanie piłki, ale za chwilę niecelne podania, bezsensowne wycofywanie piłki do bramkarza lub głupie straty.

Mimo wszystko Lechowi niewiele brakowało do podwyższenia wyniku. Zadecydowała katastrofalna postawa kapitana w tym meczu, Szymona Pawłowskiego. Po kontrze fatalnie przyjął piłkę. Udało mu się ją na szczęście opanować, ale zamiast w stylu Gajosa podawać prostopadle do wychodzącego na dobrą pozycję kolegi, nieudolnie i niecelnie wycofywał piłkę do środkowej strefy i wielka szansa przeszła koło nosa.

Legia nie miała niczego do stracenia, musiała zaatakować i zamienić się w taką drużynę, jaką był w poprzednich meczach Lech nieudolnie próbujący gonić wynik. Stwarzała groźne sytuacje podbramkowe, zamykała Lecha na jego polu karnym, oddawała mnóstwo strzałów, śrubowała rekordy w liczbie wykonywanych rzutów rożnych, niczego jednak nie potrafiła zdziałać. Obrońcy, zwłaszcza Kadar popełniali błędy, bo wszystkich mankamentów nie można natychmiast wyeliminować, ale to była zupełnie inna defensywa niż do tej pory – skupiona, szczelna, nie pozostawiająca przeciwnikom miejsca. Bronili zresztą nie tylko nominalni obrońcy, ale wszyscy, z fałszywą „dziewiątką” Hamalainenem włącznie. Klasę pokazał Jasmin Burić i aż strach się bać, że znów na coś zachoruje, bo Lechowi brakuje nie tylko napastnika.

Oprócz bramkarza trzeba pochwalić doskonałego, rządzącego w środku boiska Tetteha, dającego drużynie nie mniej niż Trałka. Gdyby Lech miał trochę więcej jakości w ofensywie, skarciłby Legię także w drugiej połowie. Nieźle grał Hamalainen, ale słabo Pawłowski. Nie zawiódł Douglas, ale najgorszym graczem na boisku był drugi boczny obrońca – zagubiony, niekoordynowany Ceesay. Mecz był zacięty, dochodziło do starć między piłkarzami i przepychanek, a piłkarze Lecha w tych sytuacjach wykazywali solidarność. Kolejorz znów jest drużyną.

Legia Warszawa – Lech Poznań 0:1

Bramka: Hamalainen 8.

Żółte kartki: Kucharczyk – Kadar, Ceesay, Douglas, Jevtić.

Legia: Dusan Kuciak - Bartosz Bereszyński (74. Aleksandar Prijović), Jakub Rzeźniczak, Igor Lewczuk, Tomasz Brzyski - Tomasz Jodłowiec (79. Dominik Furman), Michał Pazdan - Ivan Trickovski (60. Guilherme), Ondrej Duda, Michał Kucharczyk - Nemanja Nikolić.

Lech: Jasmin Burić - Kebba Ceesay, Paulus Arajuuri, Tamas Kadar, Barry Douglas - Karol Linetty, Abdul Aziz Tetteh - Gergo Lovrencsics (65. Dariusz Formella), Maciej Gajos (75. Darko Jevtić), Szymon Pawłowski (79. Marcin Kamiński) - Kasper Hamalainen.