Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Co przeżyjemy we Florencji?

włącz .

W czwartek pogrążony w kryzysie Lech zmierzy się z czołową drużyną Serie A. Nadzieja w tym, że w futbolu nie zawsze przewidywania się sprawdzają, więc liczba straconych we Florencji goli nie jest jedyną niewiadomą. Możemy też liczyć, że portugalski trener włoskiej drużyny nie wystawi swoich czołowych piłkarzy, a zmiennicy zagrają na luzie. Gdyby „Viola” wystąpiła w takim samym składzie i z takim zaangażowaniem, jak w niedzielnym, przegranym spotkaniu przeciwko Napoli, moglibyśmy przeżyć smutny wieczór.

Trzy dni później Kolejorz pokaże się na Łazienkowskiej. W lipcu, gdy te same drużyny spotkały się w Poznaniu nie było wątpliwości, która jest lepsza. Od tego czasu obie spisują się poniżej oczekiwań, o ile jednak w przypadku Legii możemy mówić o regresie, to Lecha opanował paraliż. W spotkaniu o Superpuchar klasę pokazali piłkarze, którzy zdobyli mistrzostwo Polski i nie zdążyli zgubić formy. Dopiero potem zaczęli ją tracić, ulegać kontuzjom, pogrążać się w marazmie psychicznym. Okazało się, jak ważnym ogniwem zespołu był Sadajew i jakim brakiem wyobraźni popisali się ludzie opierający atak mistrza Polski na Robaku i Thomalli.

Spadające na Lecha od kilku lat klęski wydają się nie mieć końca. Obecny sezon to istny koszmar. Toniemy, a wciąż nie czujemy dna, nie ma się od czego odbić. Nie dziwię się kibicom, którzy mają dość. Twierdzą – i trudno nie przyznać im racji – że zmiana trenera to tylko półśrodek, że skutek będzie taki sam, jak po zastąpieniu Bakero Rumakiem i Rumaka Skorżą. Spisali żądania, przedstawią je właścicielowi klubu. Ten wydaje się nie widzieć, co się dzieje z Lechem, dokąd zmierza, gdzie może się zatrzymać. Skoro odczucia kibiców nie są dla niego istotne, to musi być świadomy, ile pieniędzy będzie go kosztować nieumiejętne zarządzanie sportową spółką.

Zmaltretowany Lech jedzie do Florencji, a kibice zastanawiają się, co stamtąd przywiozą. Dla wielu z nich szczytem marzeń byłoby uniknięcie kompromitacji, bo skoro nie daje się rady ligowym słabeuszom, to trudno być optymistą przed takim meczem. Sensacje są na szczęście wpisane w sport. Skoro nic innego nam nie zostało, to trzeba się trzymać przynajmniej tej myśli.