Ograni we Wrocławiu

włącz .

Kolejna porażka po meczu pełnym błędów, niecelnych strzałów i podań, niewykorzystanych stuprocentowych sytuacji. Borykający się z problemami kadrowymi i organizacyjnymi Śląsk zagrał mądrze, w sposób wyrachowany wykorzystał swoje atuty i słabości Lecha. Wygrał, bo pokonanie Lecha nie jest w tym sezonie wielką sztuką.

Wielu piłkarzy Lecha od początku sezonu nie może grać z powodu kontuzji. Gdy niektórzy wracają, inni nagle zapadają na zdrowiu. Gdy rekonwalescenci marzą o ligowym debiucie, w przeddzień meczu doznają kolejnego urazu. Wydawało się, że po kilkumiesięcznej kuracji Barry Douglas będzie mógł wreszcie pokazać się w polskiej lidze, jednak dzień przed meczem doznał kolejnego urazu i z drużyną do Wrocławia nie pojechał. Nie ma co się załamywać –może jeszcze kibice Lecha zobaczą kiedyś Szkota w akcji…

Mimo wielkich kłopotów i słabej formy wielu piłkarzy mecz we Wrocławiu był do wygrania. Lech zwyciężyłby, gdyby choć kilka z kilkunastu idealnych sytuacji bramkowych, do których dochodził z dużą łatwością, zamienił na gole. Nie dość, że był żałośnie nieskuteczny, to popełnił kilka brzemiennych w skutki błędów w defensywie. Przy pierwszym golu fatalnie spisali się boczni obrońcy. Tomek Kędziora dał się ograć jak dziecko, a Luis Henriquez nie uznał za stosowne wyskoczyć do dośrodkowania. Uszczęśliwiony takim obrotem sprawy Tomasz Hołota nie miał kłopotów z oddaniem celnego strzału głową. Przy drugiej bramce znów nie popisał się Kędziora, a Arboleda pokazał, że brakuje mu zwrotności, w przeciwieństwie do Paixao, który posłał piłkę między jego nogami do bramki.

Lech dobrze zaczął mecz, atakując ciekawymi podaniami z pierwszej piłki. Ofensywni zawodnicy często zmieniali pozycje. Może zbyt często, bo piłkarze Kolejorza spóźniali się do ostatniego podania. W ten sposób tworzyli groźne sytuacje, ale co z tego, skoro nie oddawali strzałów. Do przerwy nie było po ich stronie ani jednego celnego. Potem przydarzyły się wspomniane błędy i Lech do przerwy już się nie podniósł. Za to drugą połowę zaczął z animuszem. Grał swobodnie, atakował, tworzył jedną groźną sytuację za drugą. Sam Ślusarski mógł po tym meczu wyjść na prowadzenie w rywalizacji o tytuł króla strzelców. Albo nie opanował piłki, albo nieumiejętnie lobował. Wielokrotnie dawał się łapać na pozycji spalonej.

Minuty płynęły, Lech atakował, Claasen i Lovrencsics zamieniali się stronami boiska. Śląsk rzadko próbował kontrować. Druga połowa zdecydowanie należała do Kolejorza. Nie tylko „Ślusarz” pudłował. Gola po strzale lobem, tym razem udanym, mógł zdobyć Lovrencsics. W dobrych sytuacjach znaleźli się Claasen i Hamalainen. Na ostatnie pół godziny wszedł Szymon Pawłowski, który strzelał wiele razy, kilka razy celnie, krzywdy Śląskowi nie zrobił.

W miarę upływu czasu ataki Lecha słabły, do głosu doszedł Śląsk. Rzuty rożne w jego wykonaniu były groźne. Natomiast po niemal każdym rzucie rożnym Lecha obrońcy Śląska prawie ziewali. Tylko raz było groźnie, jeszcze w pierwszej połowie, gdy razem do piłki wyskoczyli Arboleda i Kędziora. Niestety, Maniek był minimalnie szybszy. Nieczysto trafił w piłkę, która w małej odległości minęła słupek bramki Śląska. Prawdopodobnie Tomek oddałby strzał celny.

Śląsk nie ma lepszych piłkarzy niż Lech, nawet gdy bierze się pod uwagę tylko tych zdrowych. Potrafi jednak wykorzystywać nieliczne sytuacje, które tworzy, a jego obrońcy nie dają się ogrywać, nie zaliczają pustych przebiegów, nie odpuszczają w powietrznych pojedynkach.

 

Śląsk Wrocław - Lech Poznań 2:0 (2:0)

Bramki: 1:0 Hołota (23), 2:0 Paixao (41)
Widzów: 18761 (w tym 1450 kiboli Kolejorza)
Sędzia: Marcin Borski (Warszawa)
Żółte kartki: Plaku, Dudu, Gikiewicz, Socha (Śląsk), Linetty, Kędziora, Kotorowski (Lech).
Śląsk: Rafał Gikiewicz - Krzysztof Ostrowski (84. Tadeusz Socha), Adam Kokoszka, Mariusz Pawelec, Dudu Paraiba - Dalibor Stevanović, Przemysław Kaźmierczak - Tomasz Hołota, Sebastian Mila, Sebino Plaku (90. Marcin Przybylski) - Marco Paixao (90. Jakub Więzik)
Lech: Krzysztof Kotorowski - Tomasz Kędziora, Hubert Wołąkiewicz, Manuel Arboleda, Luis Henriquez - Łukasz Trałka, Karol Linetty (70. Vojo Ubiparip) - Gergo Lovrencsics (60. Szymon Pawłowski), Kasper Hamalainen, Daylon Claasen - Bartosz Ślusarski (82. Łukasz Teodorczyk)