Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech zniszczony w Krakowie. To już nie kryzys. To upadek

włącz .

Znów nas upokorzyli. Znów bezkarnie, bo przecież tym, co niszczą legendę Lecha, włos z głowy nie spadnie. Tej drużynie potrzebny jest silny wstrząs. Mało tego – wstrząs potrzebny jest całemu klubowi, którego władze wiedzą, jak prowadzić biznes, ale nie mają pojęcia, jak prowadzić drużynę piłkarską. Najlepiej odpuścić sobie futbol, przestać robić w balona tych, co płacą za oglądanie meczów, próbować się sprawdzić w innej działalności.

Trener Lecha spełnił groźbę i wystawił w ataku Robaka. Nie potwierdziły się natomiast jego informacje o kontuzji Szymona Pawłowskiego. – Liczę, że zagra jeszcze w tym roku – mówił, a jego nadzieje spełniły się już po dwóch dniach. Chciał zmylić przeciwnika czy Szymon nagle ozdrowiał? Od pierwszych minut grał Łukasz Trałka. Na boisko wybiegł też znajdujący się ostatnio w beznadziejnej formie Kasper Hamalainen. Tym razem nie zawiódł, jako jeden z nielicznych. W bramce stanął ponownie Maciej Gostomski, mimo iż w Bazylei kilkakrotnie całkowicie się pogubił. Po dłuższej przerwie zobaczyliśmy w składzie Tomasza Kędziorę.

W poprzednich wyjazdowych meczach Lech nieudolnie gonił wynik po szybkiej stracie bramki. Nie dość, że wniosków nie wyciągnął, to koszmar sięgnął zenitu, bo ledwo mecz się zaczął, a Lech przygrywał 0:2. Cracovii wystarczyło pół minuty, by strzelić bramkę po wymanewrowaniu szybkimi podaniami nieruchawą obronę Lecha. Zdobywcą gola był kadrowicz Kapustka. Sytuacja powtórzyła się po dwóch minutach, gdy w dobrej sytuacji znalazł się Rakels i też nie zawiódł. Choć strzelił wprost w bramkarza, ten i tak zareagował beznadziejnie. Za każdym razem zawodnikom Cracovii udało się wyjść sam na sam z bramkarzem. Fatalnie ustawiony taktycznie Lech gubił krycie, dawał się ogrywać.

Mało brakowało, by Lech szybko stracił trzeciego gola, po fatalnym będzie Gostomskiego. Na swoje szczęście uniknął kompromitacji i zapobiegł strzałowi do pustej bramki. W tym momencie Lech grał jeszcze gorzej niż w poprzednich meczach. Dopiero po 20 minutach otrząsnął się, stworzył kilka dobrych okazji bramkowych. Nie miał jednak kto ich wykorzystać. Marcin Robak nie istniał, przeszkadzał w grze. Pokazywał się na skrzydle, gdzie nie było z niego żadnego pożytku, za to koledzy nie mieli do kogo dograć w pole karne. Tylko dyletant mógł w ten sposób ustawić atak drużyny.

Pod koniec pierwszej połowy przewaga Lecha zrobiła się duża. Zapamiętale gonił wynik zapominając o obronie i o tym, że w bramce jest bardzo niepewny Gostomski. I rzeczywiście, wystarczyła jedna szybsza akcja Cracovii, by zrobiło się 3:0. Zawinił oczywiście Gostomski, popełniający faul w polu karnym w sytuacji, gdy wystarczyło zasłonić bramkę. Przy obronie rzutu karnego był bez szans. Wszystko to w sytuacji, gdy Lech zaczął grać lepiej, coraz częściej zagrać bramce i to grając bez napastnika, którego nieudolnie naśladował Robak. Żal było na to patrzeć.

Mecz był przegrany, mimo tego trener próbował ratować sytuację zdejmując z boiska swoją wielką pomyłkę – Robaka. Zastąpił go Jevtić, natomiast Kędziorę, który zawinił przy pierwszej bramce i mylił się wiele razy, zastąpił Ceesay. Wydawało się, że Lech przystąpi do drugiej połowy z zamiarem odrobienia przynajmniej części strat, a jednak niewiele brakowało, by znów otrzymał dwa mocne ciosy. To dowodzi, że trener nie ma żadnej kontroli nad tą drużyną. Lech jest powtarzalny, więc podobnie jak przed przerwą otrząsnął się, przyspieszył, zaczął tworzyć dobre sytuacje. Dopiął swego po kwadransie, gdy rajd przeprowadził Pawłowski, a do dośrodkowania wyszedł Hamalainen, ustawiony na pozycji napastnika, i głową zdobył gola. Lech poszedł za ciosem. Domagał się karnego, gdy po rzucie rożnym obrońca Cracovii interweniował z użyciem rąk. Po chwili w idealnej sytuacji znalazł się Hamalainen. Lech odzyskiwał kontrolę nad wydarzeniami, ale kiedy Cracovii zaczęło iść źle, sędzia uznał jej bramkę po wyraźnym spalonym. Jak nie idzie, to nie idzie…

Lech w dalszym ciągu próbował nacierać, a największą chęć do gry wykazywali Pawłowski, Jevtić i Hamalainen. Mniej widoczny był Gajos. Wszyscy są dobrymi piłkarzami, ale Lech nie potrafi wykorzystać ich umiejętności. Potencjał piłkarski drużyny marnowany jest w sposób koncertowy. Co z tego, że drużyna naciera, skoro daje się rozklepywać kilkoma szybkimi podaniami, dobrym wyjściem na pozycję. W ten sposób Cracovia dobiła Lecha piątą bramką, znów przy biernej postawie nieruchawej defensywy. Natychmiastowy gol Hamalainena, po dobrym podaniu Arajuuriego, nikogo w Poznaniu nie ucieszył.

Cracovia – Lech 5:2 (3:0)

Bramki: Kapustka (1), Rakels (4), Cernarski (40), Jendrisek (63), Wójcicki (74) – Hamalainen (56, 75).