Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Remis Lecha w (prawie) wygranym meczu

włącz .

W środę Lech wygrał, choć niemocy strzeleckiej nie przełamał. W sobotę pierwszy raz od miesiąca zdobył gola, ale zwycięstwa nie odniósł, bo ciągle jest żałośnie nieskuteczny, a do tego ma pecha. Oddał mnóstwo strzałów, miał ogromną przewagę, gdy Górnik Zabrze nie stworzył właściwie żadnej klarowanej sytuacji bramkowej, a gola z rzutu karnego zdobył po złej decyzji warszawskiego sędziego.

To było spotkanie, jak złośliwie mówili kibice, na szczycie: spotkały się dwa ostatnie w tabeli zespoły, przy czym jeden z nich to aktualny mistrz kraju, a drugi jest jedną z najbardziej utytułowanych drużyn w Polsce. Górnik przyjechał się bronić i liczyć na bramkę po kontrze, bo tak w tym sezonie w Poznaniu radzą sobie wszyscy. Lech sam sobie narobił problemów. Kolejny raz musiał zmagać się z bramkarzem ratującym przeciwnika w sposób nieprawdopodobny. Piłkarze Kolejorza rozgrzali swego byłego bramkarza Grzegorza Kasprzika, kierując strzały wprost w niego, a gdy nabrał pewności siebie bronił jak w transie.

Lech zamknął w pierwszej połowie Górnika na jego połowie, ale paradoksalnie zawodnikiem zaliczającym najwięcej kontaktów z piłką był… Jasmin Burić. Zestresowani piłkarze Lecha wycofywali do niego piłki, gdy tylko goście zastosowali choćby namiastkę pressingu. To był żałosny pokaz antyfutbolu. Tak nie gra się już nigdzie na świecie. Po przerwie przewaga Lecha była jeszcze większa, głównie za sprawą Jevticia. Szwajcar wszedł na ostatnie pół godziny i pokazał swoje walory: świetną technikę, wyczucie, umiejętność stwarzania sytuacji kolegom. Bramka, jaką Lech przełamał strzelecką niemoc, była jego zasługą. Wypracował idealną okazję Kownackiemu, który nie dał szans Kasprzikowi.

Górnik nie istniał w dalszym ciągu i gdyby Lech zagrał ambitniej i dążył do podwyższenia rezultatu, wygrałby mecz. Grał na przetrwanie, a to się zemściło, w główniej mierze dzięki panu Raczkowskiemu. Po jednej z nielicznych akcji ofensywnych Górnika Paulus Arajuuri chował ręce, by nie zostać trafiony piłką. Kiedy jednak upadał i jej nie widział, stało się. To był czysty przypadek, a sędziowie od dawna nie dyktują karnych, gdy zawodnik nie zagrywa ręką świadomie. Pan Raczkowski żyje widać w innym świecie i pomógł Górnikowi wywieźć z Poznania niezasłużony punkt. Po stracie gola z karnego Lech próbował odrobić stratę, był jednak zbyt chaotyczny, brakowało spokojnego rozegrania piłki. Kasprzik w drugiej połowie wybronił strzały Gajosa, Robaka, po uderzeniu Pawłowskiego piłka trafiła w poprzeczkę. Drużyna dużo lepsza, ale nie potrafiąca się pozbierać po serii porażek, mimo oddania tuzina celnych strzałów nie potrafiła zdobyć zwycięskiej bramki.

Lech Poznań – Górnik Zabrze 1:1 (0:0)

Bramki: Kownacki (66) – Gergel (75)

Kartki: Kadar, Arajuuri – Kosznik

Widzów: 15,5 tysiąca.

Lech: Jasmin Burić – Kebba Ceesay, Marcin Kamiński, Paulus Arajuuri, Tamas Kadar – Abdul Tetteh, Karol Linetty (79. Marcin Robak) – Maciej Gajos (86. Dariusz Formella), Kasper Hamalainen (60. Darko Jevtić), Szymon Pawłowski – Dawid Kownacki.

Górnik: Grzegorz Kasprzik – Pavel Vidanov, Adam Danch, Oleksandr Shevelyukhin, Rafał Kosznik – Aleksander Kwiek – Roman Gergel, Mariusz Przybylski (72. Robert Jeż), Adam Dźwigała (72. Rafał Kurzawa), Łukasz Madej – Maciej Korzym (60. Mateusz Słodowy).