Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Awans w Lecha po zwycięstwie nad słabiutkim Ruchem

włącz .

Kolejorz – wstyd to przyznać – od końca sierpnia nie potrafi strzelić choćby jednej bramki, mimo iż mecze rozgrywa co kilka dni. Także w spotkaniu Pucharu Polski z Ruchem był żałośnie nieskuteczny. Prawdopodobnie o awansie, po bezbramkowym remisie, rozstrzygnęłyby rzuty karne. Piłkarzy Lecha wyręczył jednak obrońca Ruchu Grodzicki kierując piłkę do własnej bramki. Zwycięstwo jest cenne, ale strzeleckiego przełamania nie było.

Przewaga Lecha w całym meczu była ogromna, piłkarze z Chorzowa nawet nie próbowali udawać, że do Poznania przyjechali po awans. Od samego początku dali się zdominować. Fatalnie spisywali się nie tylko w ofensywie. Popełniali też błędy w obronie, mieli problemy z wyprowadzeniem piłki z własnego pola karnego. Będący w normalnej dyspozycji Lech już do przerwy prowadziłby pięcioma golami. Idealne szanse raz po raz marnowali Kownacki, Formella, Hamalainen, Pawłowski. Bramkarz Ruchu wcale nie musiał wznosić się na wyżyny, najczęściej piłka mijała bramkę w dużej odległości, a kiedy udawało się wcelować, uderzenie było anemiczne.

Piłkarze Lecha bardzo chcą wyjść z dołka, starają się grać z rozmachem. Ruch zdominowali całkowicie. Są jednak tak bardzo przestraszeni możliwością kolejnej porażki, że w decydujących momentach zawodzą. Kadra szkoleniowa popełniła błąd nakłaniając piłkarzy do celnych strzałów. Gdyby otrzymali oni polecenie omijania bramki, z pewnością niejeden raz piłka zatrzepotałaby w siatce. Widzowie wierzyli, że wystarczy zdobyć jedną bramkę i psychicznie się odblokować, strzelić kolejne. I bramka na początku drugiej połowy rzeczywiście padła, ale nie piłkarze Lecha ją zdobyli. Z prawej strony pola karnego po ładnej akcji piłkę wzdłuż bramki posłał Jevtić licząc, że znajdzie się tam któryś z jego kolegów. Nie było żadnego, ale obrońca Ruchu interweniował niefortunnie.

Dopiero wtedy Ruch zagrał trochę bardziej ofensywnie. Starał się rozgrywać piłkę szybkimi podaniami w środku pola i wyprowadzać na dobre pozycje kolegów. Nie udało się to ani razu, Maciej Gostomski w tym meczu strzałów bronić nie musiał. Piłkarze Lecha byli uważni, przechwytywali podania przeciwnika, odzyskiwali piłkę. Nadspodziewanie dobrze wypadł Tetteh, piłkarz lepszy od Dudki. Z dobrej strony pokazał się też Ceesay, mijający rywali na skrzydle, dobrze dośrodkowujący. Po Darku Jevticiu widać długą przerwę w grze. Słabo spisał się Kownacki mający problemy z szybkim startem do piłki i oddający same niecelne strzały. Chaotyczny Formella bez sensu wchodził w dryblingi marnując akcje. Na dobrym poziomie jak zawsze zagrał Linetty. Piłkarzom Lecha udawało się wyprowadzać kontry, ale wykończyć je już nie. W decydujących mementach brakowało im pewności siebie, spokoju. W całym meczu Lech oddał prawie 20 strzałów, a prawie wszystkie ominęły bramkę.

W kolejnej rundzie Lech zmierzy się z Zagłębiem Lubin, spotykając się z nim na wyjeździe i u siebie. Pierwszy mecz za miesiąc. Półfinały rozegrane zostaną wiosną. Jeśli Lech wyeliminuje Zagłębie, następnego przeciwnika pozna po losowaniu. Już w sobotę zagra w lidze z Górnikiem Zabrze. Może uda się zdobyć wreszcie bramkę. Na mecz licznie wybierają się kibice. W meczu z Ruchem dopingowali swoją drużynę, ze zrozumieniem przyjmowali marnowanie kolejnych okazji bramkowych, prawie nie było słychać gwizdów. Piłkarze zrewanżowali się awansem po bramce, której nie zdobyli.

Lech Poznań – Ruch Chorzów 1:0 (0:0)

Bramka: Grodzicki (50. – samobójcza)

Kartki: Tetteh – Grodzicki

Widzów: 11,2 tys.

Lech: Maciej Gostomski – Kebba Ceesay, Marcin Kamiński, Paulus Arajuuri (71. Dariusz Dudka), Tamas Kadar – Abdul Tetteh, Karol Linetty – Dariusz Formella, Kasper Hamalainen (46. Darko Jevtić), Szymon Pawłowski (59. Gergo Lovrencsics) – Dawid Kownacki.

Ruch: Wojciech Skaba – Rafał Oleksy (11. Mateusz Cichocki), Rafał Grodzicki, Michał Koj, Marek Szyndrowski – Maciej Iwański, Artur Lenartowski – Tomasz Podgórski, Patryk Lipski (78. Łukasz Surma), Roland Gigołajev - Mariusz Stępiński (59. Kamil Mazek).