Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Klęska za klęską. Lecha już nie ma

włącz .

Po co było osłabiać drużynę w meczu pucharowym, oszczędzać ją na ligę? Decyzja władz klubu była sportowym, finansowym, marketingowym strzałem we własną stopę. Lech znów przegrał, znów całkiem zasłużenie. Jest dramatycznie słaby bez względu na to, w jakim gra składzie. Przez 90 minut nie potrafi oddać celnego strzału. Sytuacja stała się tragiczna i udawanie, że Lecha stać na samodzielne wstanie z kolan to chowanie głowy w piasek. Dyrektor sportowy powinien udać się do Białegostoku na staż. Mógłby podpatrzeć, jak bez trwonienia pieniędzy zbudować dobrą drużynę.

Można się było spodziewać wystawienia przez trenera najmocniejszego składu. Zabrakło jednak kilku zawodników, którzy stanowiliby pierwszy wybór – chorego Hamalainena, Trałki, Gajosa. Pierwszy raz od czasu brutalnego i bezkarnego faulu Malarczyka z Korony Kielce pokazał się za to na boisku Darko Jevtić, a napastnikiem był, też długo się leczący, Dawid Kownacki. Nazwiska nie grają. Lechowi brakuje nie poszczególnych piłkarzy, ale dobrze przygotowanej do sezonu i mądrze wzmocnionej drużyny.

Od pierwszych minut było widać, że Lechowi zależy na dobrym wyniku. Starał się grać szybko i energicznie. Brakowało jednak pomysłu na stworzenie sytuacji bramkowych. Dużo lepsze wrażenie sprawiała Jagiellonia. Grała składniej i szybciej, nie pokazywał zagrań przypadkowych, wygrywała właściwie wszystkie bezpośrednie pojedynki. Im więcej czasu mijało, tym Lech grał wolniej. Wróciły stare grzechy, czyli niecelne podania. Z braku pomysłu na rozegranie akcji wynikało uporczywe wycofywanie piłki do bramkarza, a ten kierował ją na aut albo bezładnym wybiciem uruchamiał kolejny atak rozkręcających się gospodarzy.

Dopiero w 25 minucie Lechowi udało się stworzyć zagrożenie. Nie za sprawą składnej akcji, ale indywidualnego przeboju Pawłowskiego, który wymanewrował całą obronę Jagiellonii i wystawił piłkę Kownackiemu. Strzał został niestety zablokowany. Po chwili wszystko wróciło do normy, a bezradność mistrza Polski była przerażająca. Obrońcy popełniali błędy, Lovrencsics zachowywał się jak gracz Jagiellonii. Kolejna prosta akcja ofensywna przyniosła jej bramkę, przy bierności defensywy Lecha. Było już wiadomo, że mecz się dla niego skończył, nie potrafi wyjść z opresji. Nie miał zawodnika potrafiącego zmobilizować kolegów, nie było sensownego rozegrania piłki. Tylko Pawłowski grał tak, jak powinien. Starał mu się dorównać Kownacki. Pozostali udawali, że są piłkarzami Lecha.

Zdenerwowani goście popełniali coraz więcej błędów, dawali się wyprzedzać i ogrywać. Tymczasem gospodarze wiedzieli, czego chcą i stosując najprostsze środki groźnie atakowali. Wstyd było patrzeć na tak żałosną bezradność Lecha. Można się skarżyć na nieumiejętnie przeprowadzone transfery, ale błędy sparaliżowanych strachem obrońców są niewytłumaczalne. Nawet w niższych ligach nie widzi się tak wielu niecelnych podań, tak żałosnej bezradności. Jagiellonia zaczęła sezon jeszcze wcześniej niż Lech, nie mogła się dobrze przygotować, straciła wielu czołowych zawodników, ale umiejętnie ich zastąpiła. Nie sprowadziła do siebie Dudki, ale gracza perspektywicznego – Góralskiego. Będzie miała z niego mnóstwo korzyści. Jej wyższość nie podlegała dyskusji, zresztą na tle ligowego dostarczyciela punktów każdy zespół wypada bardzo dobrze.

W drugiej połowie, podobnie jak we wcześniejszych wyjazdowych meczach, Lech nieudolnie próbował gonić wynik. Brakowało mu zaangażowania, ale przede wszystkim pomysłu. W obecnej formie Lovrencsics nie znalazłby miejsca w żadnej ligowej drużynie. Jevtić też grał fatalnie, popełniał błąd za błędem. Musiał grać, bo Lechowi skończyli się zawodnicy, i to mimo oszczędzania ich w meczu pucharowym. To pokazuje, jak nieudolnie tworzona była ta drużyna. Przejawem desperacji trenera jest powierzenie zadania ratowania wyniku młodziutkiemu Kurbielowi. Trener widzi już to, co zauważyli wszyscy – letnie transfery były chybione. Inna sprawa, że drużyna jest fizycznie słaba, psychicznie zdemolowana i sama się nie podniesie. Konieczne są radykalne decyzje. Chyba się ich nie doczekamy...

Jagiellonia – Lech 1:0 (1:0)

Bramka: Frankowski (29.)

Żółte kartki: Linetty, Dudka

Jagiellonia:  Bartłomiej Drągowski - Filip Modelski, Sebastian Madera, Igors Tarasovs, Jonatan Straus - Jacek Góralski, Rafał Grzyb - Przemysław Frankowski (80. Karol Świderski), Konstantin Vassiljev, Fedor Cernych (75. Fedor Cernych) - Piotr Grzelczak (66. Karol Mackiewicz).

Lech: Jasmin Burić - Tomasz Kędziora, Marcin Kamiński, Paulus Arajuuri, Barry Douglas -Karol Linetty, Dariusz Dudka - Gergo Lovrencsics (63. Dariusz Formella), Darko Jevtić (68. Piotr Kurbiel), Szymon Pawłowski - Dawid Kownacki (86. Denis Thomalla).