Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Smutny wieczór przy Bułgarskiej

włącz .

To już upadek klubu, czy może być jeszcze gorzej? Takie pytanie zadawali widzowie, którzy w liczbie niespełna 8 tysięcy przyszli na mecz, który w normalnej sytuacji byłby świętem. Brakowało dopingu i czołowych piłkarzy na boisku, bo zarząd klubu zastąpił trenera i zadecydował, że skoro nie potrafią oni grać co kilka dni, to mają się skupić na lidze. Jeśli w grudniu nie będą w czołówce tabeli, nie otrzymają premii za puchary. Nie muszą się więc stresowć - premii i tak nie wywalczą, skoro najlepszych piłkarzy sadza się na ławce.

Mecz z Belenenses można było wygrać nawet w osłabieniu, ale obecny Lech, bez względu na to, kto odpoczywa na ławce, jest żałośnie bezradny w ataku. Brakuje mu skutecznego napastnika, za to niejedna dobra europejska drużyna chciałaby mieć taką ławkę rezerwowych, jaką Lech pokazał w pierwszym meczu fazy grupowej. Zasiedli na niej m.in. Hamalainen, Linetty, Pawłowski, Kędziora, Douglas. Bez nich Lech zaprezentował się żałośnie, zwłaszcza w pierwszej połowie. Belenenses też nie imponowało, więc mecz był widowiskiem śmiertelnie nudnym. Portugalczycy, bez znanych piłkarzy w składzie, grali trochę składniej, byli szybsi i bardziej zdecydowani, nie musieli wycofywać piłki z ataku do obrony, bo mieli pomysły na jej rozegranie. W ofensywie jednak nie imponowali determinacją.

Lech chciał, ale nie potrafił przyspieszyć. Grał schematycznie, niedokładnie, ślamazarnie. Starający się przyspieszyć grę Formella przegrywał pojedynki z dużo lepszymi technicznie Portugalczykami. Ceesay popełniał błędy, jak zwykle niecelnie podawał, faulował. Każde wycofanie piłki do obrońców lub bramkarza nieliczna publiczność kwitowała gwizdami oburzenia lub ironicznymi oklaskami. Na domiar złego Lech stracił Trałkę. Kapitan drużyny skręcił nogę i ledwo przetrwał na boisku do przerwy. Zastąpił go Linetty, który tym razem niczego nie wniósł do gry drużyny. Forma najwartościowszego piłkarza w drużynie jest teraz taka sama, jak jego kolegów. Piłkarze Belenenses górowali nad Lechitami zwinnością, zaangażowaniem. Nie mając pucharowego doświadczenia, na tle Lecha pokazali się jako drużyna bardziej dojrzała.

Dudka miał zapewnić Lechowi doświadczenie, a wnosił chaos do gry. Potrzeba dużej wyobraźni, by się spodziewać, że piłkarz o klasie Thomalli będzie wzmocnieniem ataku. Brakuje mu umiejętności, nie potrafi dobrze ocenić sytuacji, nie ma strzeleckiego instynktu. Jego nieudane zagrania publiczność raz po raz kwitowała gwizdami. W drugiej połowie, po akcji Ceesaya miał idealną okazję do zdobycia gola, gdy piłka toczyła się wzdłuż linii bramkowej. W zawstydzający sposób dał się jednak uprzedzić obrońcy. Zachował się, jakby nie wiedział, o co w tej grze chodzi.

Wcześniej dobrą okazję zmarnowało Belenenses, które prostymi środkami potrafiło rozmontować obronę Lecha. Buricia uratował słupek. Kiedy na boisko weszli Hamalainen i Pawłowski, gra Lecha nieco się poprawiła. Nadal był beznadziejnie nieskuteczny, ale przynajmniej próbował trochę szybciej rozegrać piłkę. Pawłowski był blisko strzelenia bramki, gdy przejął długie podanie, a raczej wybicie spod bramki, minął zwodami obrońców i sprawił bramkarzowi duży kłopot. Więcej emocji nie było. Lech stracił niepowtarzalną okazję zdobycia trzech punktów. Kolejne drużyny, z którymi zagra w grupie, są dużo lepsze niż Belenenses. Pokonanie ich wydaje się nieprawdopodobne. Jeżeli niedzielny mecz w Białymstoku też zostanie przegrany, osłabienie drużyny w meczu pucharowym okaże się działaniem bezsensownym. Trener wierzy jednak, że Lech zacznie wreszcie zdobywać bramki. Ciekawe, co pozwala mu na taki optymizm.

Lech – Belenenses 0:0

Kartki: Dudka, Ceesay, Kadar - Amorim

Lech: Jasmin Burić – Kebba Ceesay, Marcin Kamiński, Paulus Arajuuri, Tamas Kadar – Łukasz Trałka (46. Karol Linetty), Dariusz Dudka – Dariusz Formella, Dawid Kownacki (60. Kasper Hamalainen), Gergo Lovrencsics (67. Szymon Pawłowski) – Denis Thomalla.

Belenenses: Ventura – Joao Amorim, Tonel, Brandao, Andre Geraldes – Andre Sousa (80. Ricardo Dias) – Rosa, Carlos Martins (89. Dalcio Gomes), Ruben Pinto, Leal – Fabio Sturgeon (73. Kuca).