Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Mistrz Polski znów ośmieszony! Kogo winić za ten skandal?

włącz .

Żadnych wniosków z niedawnej porażki w Lubinie Lech nie wyciągnął. W pierwszej połowie człapał po boisku, niecelnie podawał, dziecinnie łatwo dawał się ogrywać. Grając bez napastnika nie stwarzał zagrożenia. Termalika każdą głupią stratę gości zamieniała na szybkie kontry, po których łatwo strzelała bramki. Brak kreatywnych, skutecznych graczy nałożył się na niechęć do biegania. Doprowadzenie do takiej sytuacji to wielki skandal. Ta drużyna wymaga szybkich zmian, a przede wszystkim wzmocnienia. Tego już nie można przeczekać.

Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że nie zobaczymy już Linettego w barwach Lecha. Do transferu jednak póki co nie doszło, więc Karol, mimo iż nie trenował w tygodniu, znalazł się w wyjściowym składzie Kolejorza. Trener liczył widać na jego kreatywność, więc wystawił go na pozycji rozgrywającego, w miejsce Hamalainena, który udawał jedynego w klubie napastnika. Skutki tych działań były żadne. Mistrz Polski potrafił wymieniać podania w poprzek boiska, ale był kompletnie bezradny w ofensywie. Na domiar złego piłkarze z Poznania śrubowali rekordy w liczbie błędów i zagrań kompromitujących nawet na poziomie A-klasy.

Od patrzenia na nudną, ślamazarną, pełną błędów grę Lecha robiło się niedobrze. Nie miał żadnego pomysłu na pokonanie beniaminka. Wyglądało to tak, jakby nie chciał się za bardzo zmęczyć, bo przecież beniaminek podda się na sam widok niebieskich koszulek. No i te seriami popełniane błędy! Już po pierwszym trener powinien był wyrzucić winowajcę z boiska, spokojnie się jednak przyglądał, jakby zdawał sobie sprawę, że zatrudnienie przez Lecha klasowych piłkarzy przekracza możliwości władz tego klubu. Jedno, co się Lechowi udawało, to uzyskanie przewagi w posiadaniu piłki. Tyle, że beniaminkowi taka gra rywala odpowiadała. Miał możliwość kontrowania, mijania na pełnej szybkości umierających z wyczerpania Lechitów.

W ciągu kilku minut gospodarze kompletnie ośmieszyli obrońców Lecha. Wystarczyły dwa-trzy szybkie podania, by wyjść na dobrą pozycję, oddać strzał. Uderzenie Plizgi Burić obronił, ale przy dobitce był bezradny. Lech w dalszym ciągu nie demonstrował żadnej determinacji, jakby mu nie zależało na wyrównaniu. Skutek takiej postawy przyszedł natychmiast – kolejna szyba kontra, nieruchawi obrońcy znów zostali wymanewrowani i beniaminek zdobyć drugiego gola! To już sprawiało wrażenie sabotażu ale piłkarze Lecha mogą czuć się bezpiecznie. Wiedzą, że w tym klubie nic im nie grozi za największy nawet blamaż, a miejsca w składzie nie stracą, bo klub ma zarabiać pieniądze a nie trwonić je na sprowadzanie piłkarzy, którym trzeba płacić stosownie do ich umiejętności.

Po przerwie trener Skorża postawił na atak. Przekonał swych piłkarzy, by zamiast do tyłu zagrywali do przodu. Wystawił tego, co przyszedł do Lecha na przyuczenie – Thomallę, a także skrzydłowego Formellę. Zdjął słabego Lovrencsicsa i bezproduktywnego, kompletnie nieprzydatnego Dudkę. Skutków to nie przyniosło. Nadal nie było pomysłu na wymanewrowanie obrony beniaminka, więc Lech próbował długich, niemal zawsze niecelnych podań. Raz udało się przedostać pod bramkę gospodarzy, Thomalla strzelił głową w poprzeczkę, ale po chwili, po serii błędów w obronie, sytuację w obronie musiał ratować Burić.

Po kilku minutach Lechowi udało się wreszcie zamknąć gospodarzy w ich polu karnym. Wydawało się, że zdobycie kontaktowego gola to kwestia czasu. Bezproduktywne ataki nie kończyły się jednak strzałami. Nawet kiedy już bramkarza nie było w bramce, po odegraniu Pawłowskiego Hamalainen uderzył dokładnie tam, gdzie stał obrońca. Znów dał o sobie znać brak rasowego napastnika. Uporczywa rezygnacja z pozyskania takiego gracza to ewidentne działanie na niekorzyść swojej firmy. Z czasem mecz się trochę wyrównał. Termalika zwalniała grę, a jej kontry wcale nie były mniej groźne niż to, co pokazywał napierający Lech. Dopiero po przerwie na uzupełnienie płynów Lech trochę przypadkowo rozegrał piłkę w polu karnym, trafiła ona do Formelli, a ten zdobył wreszcie kontaktowego gola.

Lech poszedł za ciosem, miał liczebną przewagę przed bramką Termaliki. Znów jednak ponosił konsekwencje braku piłkarza potrafiącego strzelać bramki. Złe decyzje podejmował Thomalla, Formelli i Pawłowskiemu nie wychodziły uderzenia z dystansu. Ostatni kwadrans to wymiana akcji z dwóch stron. Piłkarze Termaliki zdawali sobie sprawę, że tylko strzelenie trzeciej bramki zagwarantuje im zwycięstwo, więc atakowali, to samo robił Lech. Tuż przed końcem meczu w idealnej sytuacji znalazł się Formella. Wydawało się, że nie może nie strzelić, trafił jednak w rękę obrońcy. Sędzia pokazał rzut karny, ale zmienił decyzję. I Lech znów został z niczym

Oblężenie bramki przez nieskutecznego Lecha wyglądało żałośnie. Nie udawało się oddać skutecznego strzału w najlepszych sytuacjach. Natomiast Termalika przeprowadziła skuteczną kontrę, po której postawiła kropkę nad „i”. W ten sposób mistrz Polski, drużyna z wyraźnymi lukami w składzie, został ośmieszony. Władze klubu nie reagują, nie chcą mieć mocniejszej personalnie drużyny. Szkoda im tak ciężko zarobionych na awansie do Ligi Europy pieniędzy. Efektem takiej polityki będą niebawem puste trybuny.

Termalika Bruk-Bet Nieciecza –Lech Poznań 3:1

Bramki: Wojciech Kędziora (16), Dalibor Pleva (26), Bartłomiej Babiarz – Daroisz Formella (69)

Żółte kartki: Pleva, Sołdecki, Smuczyński – Trałka, Douglas, Formella.

Termalika: Nowak – Fryc, Stano, Sołdecki, Jarecki – Plizga (80. Smuczyński(, Pleva, Babiarz, Foszmańczyk, (70. Liczka), Biskup (75. Drozodowicz - Kędziora

Lech: Burić – Kędziora, Kadar (60. Kamiński), Arajuuri, Douglas – Trałka, Dudka (46. Formella), Lovrencsics (46. Thomalla), Linetty, Pawłowski – Hamalainen.