Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Witaj Europo!

włącz .

Pewny awans Lecha do fazy grupowej Ligi Europy. O ile w eliminacjach Ligi Mistrzów miał pecha trafiając na mocną Bazyleę, to teraz dobry los zesłał mu Videoton Szekesfehervar. Pogrążony w kryzysie mistrz Węgier był bez szans. Przegrał nie tylko w Poznaniu, ale i u siebie, mimo iż ambitnie walczył o przynajmniej jedną bramkę, a Lech robił wszystko, by stracić jak najmniej sił. Jedyną bramkę meczu zdobył przytomnym strzałem Tomasz Kędziora. Wynik dwumeczu – 4:0.

Tylko jednego Węgra w meczu przeciwko jego rodakom wystawił trener Lecha. I nie był to Gergo Lovrencsics, jak by się wydawało pewniak do gry od pierwszej minuty, ale Tamas Kadar. Ten lewonożny defensor zagrał w środku obrony, u boku lewonożnego Marcina Kamińskiego. Zamiast Gergo na prawym skrzydle pojawił się Dariusz Formella. Miejsce Karola Linettego, którego być może w barwach Lecha już nie zobaczymy, zajął Dariusz Dudka. Karol nie mógłby grać nawet gdyby zdecydował się zostać w Poznaniu. Uzbierał trzy żółte kartki.

Bardzo spokojnie Lech zaczął ten mecz. Starał się utrzymywać przy piłce, wychodzić spod pressingu krótkimi podaniami i próbować przechodzić pod bramkę Videotonu. Im jednak bliżej było tej bramki, tym bardziej bezradny stawał się Kolejorz. Nie stwarzał żadnego zagrożenia. A Węgrzy stworzyli, i to szybko. Rozegrali bardzo prostą akcję – podanie na skrzydło, dośrodkowanie, szybki strzał z pierwszej piłki. Burić musiał wykazać refleks. Od tego momentu mecz toczył się pod dyktando Videotonu, który utrzymywał się przy piłce i raz po raz meldował się na przedpolu Buricia.

Pierwszy celny strzał Lech oddał dopiero w 18 minucie. Z dystansu uderzył Pawłowski, bramkarz łatwo sobie poradził. Po chwili zbyt głębokie podanie do wybiegających do ataku Lechitów i bramkarz miał bliżej do piłki. Przez następne minuty gra toczyła się głównie w środku boiska, żadnej drużynie nie udawało się skonstruować ciekawszej akcji. Kiedy wydawało się, że jest okazja stworzyć zagrożenie, to albo następowało niecelne podanie, albo piłkarzy Lecha brakowało w polu karnym. Przekaz był oczywisty – nie za bardzo nam zależy na strzeleniu bramki.

W 39 minucie Videotonowi udało się zamknąć Lecha pod bramką. Piłka trafiła na prawą stronę, gdzie szarżującego skrzydłowego tuż przed końcową linią sfaulował ten, który powinien atakować – Thomalla. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego znów było groźnie. Lech nie kwapił się do ataku, nie próbował utrzymać się przy piłce, co zachęcało Węgrów do aktywności. Całe szczęście, że nie oddawali celnych strzałów i że skutecznością nie grzeszą. Próbowali jednak ambitnie, a było im łatwo po kolejnych stratach piłki przez Thomallę w środku boiska.

Gra Lecha stawała się irytująca. Gdy był przy piłce na połowie Węgrów, wycofywał ją stopniowo aż do bramkarza, który bezładnie wybijał do przodu, do obrońców Videotonu. Do przerwy bramki nie zobaczyliśmy, bo Węgrzy nie potrafili, chociaż chcieli, a Lech nie chciał, choć podobno potrafi. Drugą połowę Kolejorz zaczął jeszcze gorzej niż pierwszą. Niemal każda akcja kończyła się przedwcześnie, prostą stratą lub wybiciem na aut. Nie było mowy o wymianie kilku podań, a jedyna interwencja bramkarza Videotonu nastąpiła po długim prostopadłym podaniu do Thomalli.

Nie udawały się płynne akcje, udał się stały fragment gry. Węgrzy ratowali się przed kontrą faulem. Douglas z prawej strony boiska z rzutu wolnego zagrał na lewą stronę pola karnego, wprost na głowę Kamińskiego. Ten wrzucił piłkę w pole karne, gdzie dobrze znalazł się Tomasz Kędziora i pewnym strzałem z woleja pokonał bramkarza. Emocje siadły jeszcze bardziej, bo teraz Węgrzy, chcąc awansować, musieli zdobyć aż pięć goli. Panujący upał powodował, że piłkarzom Lecha jeszcze mniej chciało się biegać. Krótkimi podaniami próbowali zmusić gospodarzy do biegania za piłką. Nie zawsze się to udawało. Piłkarze Videotonu brak umiejętności nadrabiali faulami, po których łapali żółte kartki. Skutki ich ostrej gry najbardziej odczuł Łukasz Trałka.

Wynik był rozstrzygnięty, więc trener Skorża sprawił przyjemność tym swoim Węgrom, którzy zaczęli mecz na ławce. Mieli 20 minut, by się pokazać w ojczyźnie, ale tego nie wykorzystali, bo i koledzy martwili się tylko o to, by się za bardzo nie zmęczyć i by się nie nabawić urazu. Lovrencsics grał fatalnie, podawał przeciwnikom, gubił piłkę. Bez Pawłowskiego, którego Gergo zastąpił, Lech stał się jeszcze bardziej bezradny w ofensywie. W ostatnich 10 minutach debiut w pierwszej drużynie, od razu w meczu pucharowym, zaliczył Piotr Kurbiel.

Videoton – Lech 0:1 (0:0)

Bramka: Tomasz Kędziora (57).

Żółte kartki: Fejes, Luijckx, Simon - Thomalla, Formella.

Videoton: Branislav Danilovic - Roland Szolnoki, Roland Juhasz, Paulo Vinicius, Andras Fejes - Kees Luijckx (57. Adam Simon), Tamas Koltai (57. Adam Gyurcso), Dinko Trebotić, Istvan Kovacs - Robert Feczesin (70. Gergely Rudolf), Mirko Ivanovski.

Lech: Jasmin Burić - Tomasz Kędziora, Marcin Kamiński, Tamas Kadar, Barry Douglas - Łukasz Trałka, Dariusz Dudka - Dariusz Formella, Kasper Hamalainen (72. David Holman), Szymon Pawłowski (74. Gergo Lovrencsics) - Denis Thomalla (81. Piotr Kurbiel).