Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Mistrz podejmuje lidera

włącz .

Lech jest jedną nogą w fazie grupowej Ligi Europy. Czy potrafi tej jesieni, czyli przez pełne cztery miesiące godzić dobre występy w pucharach i regularne zdobywanie punktów w ekstraklasie? Drużynie bezzębnej w ataku będzie o to trudno. Jeżeli zdają sobie z tego sprawę kibice, to z pewnością także władze klubu i sztab szkoleniowy. Okienko transferowe jest jeszcze otwarte. Lech z pewnością nie dołoży do gry w Europie, a musi się w niej dobrze pokazać, więc niezbędna jest nie tylko nowa murawa. Przydałby się też choć trochę lepszy, bardziej wyrównany skład.

Niedzielny mecz przeciwko Piastowi Gliwice będzie nie tylko trudniejszy niż spotkanie z Videotonem. Będzie też prawdziwym testem dla drużyny, która nie może odpuścić gry w lidze, skoro w przyszłym roku też chciałaby się znaleźć co najmniej w Lidze Europy. W czwartek Kolejorz pewnie wygrał, choć wcale nie zdominował przeciwnika. Dobry wynik zawdzięcza skuteczności w decydujących momentach i dobrej postawie Buricia. Gra nie była płynna, zawodnikom wracającym po kontuzjach trudno się było zrozumieć z partnerami.

Lech był skuteczny, mimo iż atak jest jego najsłabszą obecnie stroną. Grający przez pełne 90 minut Thomalla dzięki niesamowitemu szczęściu zdobył bramkę (niektórzy zapisują ją bramkarzowi, od którego piłka się odbiła), ale był najgorszym graczem Kolejorza. Nie potrafił znaleźć sobie miejsca na boisku. Rzadko przebywał w polu karnym, co osłabiało ofensywę Lecha, biegał bezproduktywnie tam, gdzie nie był potrzebny. Robak, który kompletnie się w Lechu nie sprawdza, wszedł na boisko pod koniec meczu, ale szybko je opuścił ze skręconą kostką. Być może leczyć się będzie długo, bo to nie Dawid Kownacki ale człowiek już niemłody. Potem będzie potrzebował kolejnych tygodni, następnych nieudanych meczów, podczas których spróbuje złapać formę. W tej sytuacji uzupełnienie ataku drużyny przygotowującej się do ciężkiej walki na trzech frontach wydaje się nakazem chwili.

Trener Maciej Skorża stwierdził, że skoro drużyna musi gonić ligową czołówkę, to nie ma lepszej ku temu okazji niż spotkanie na własnym boisku z aktualnym liderem. Ten mecz po prostu trzeba wygrać. Czy jednak piłkarze potrafią skutecznie mobilizować się co trzy dni? Gdyby trener dysponował wyrównanym składem, dałby szansę tym, którzy palą się do gry, chcą się pokazać. Problemem Lecha jest jednak zatrważająca różnica między graczami z pierwszej jedenastki, czyli tymi, którzy wywalczyli mistrzostwo, a jej zapleczem. Tak ta drużyna została zbudowana, więc trener nie ma innego wyjścia niż wydobywanie ostatków sił z piłkarzy, bez których Lech po prostu nie istnieje.

Nie wiemy, czy Hamalainen, Pawłowski, Douglas, Linetty odzyskają do niedzieli siły i znajdą w sobie motywację, tym bardziej, że za kilka dni trzeba jechać na Węgry, by zaklepać awans. Bez nich odrabianie punktowych strat do Piasta nie jest możliwe. Drużyna z Gliwic nie ma tak klasowych piłkarzy, ale dzięki taktycznym pomysłom czeskiego trenera, jego wyczuciu w wynajdywaniu ciekawych zawodników, jest groźna dla każdego w polskiej lidze. W niedzielę przekonamy się, czy żyjącego występami w Europie Lecha stać na jej pokonanie.