Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Pewne zwycięstwo Lecha. Awans o krok

włącz .

Wystarczy nie stracić czterech bramek w Szekesfehervar, by wyeliminować mistrza Węgier z Ligi Europy. Obaj mistrzowie wpadli w kryzys, ale ten, z jakim boryka się Videoton, okazał się o wiele poważniejszy. Lech nie miał wielkiego problemu z odniesieniem wysokiego zwycięstwa, choć nie można powiedzieć, że Węgrzy tanio sprzedali skórę. Kilka razy mocno zagrozili Buriciowi. Nie jest to jednak drużyna, której trzeba się obawiać nawet gdy nie miota nią kryzys. Wynik mógł być wyższy niż 3:0 dla Kolejorza.

Lechowi trudno było wejść w mecz. Widać było, że piłkarze, którzy wracali do drużyny po kontuzji mają kłopot ze złapaniem wspólnego języka z kolegami. Gracze Videotonu pokazali taktykę, której należało się spodziewać: głęboka obrona, a przy każdej okazji kierowanie piłek do ataku. Większość takich podań była niecelna, albo Burić okazywał się szybszy od zawodników z Węgier. Pierwsze minuty w wykonaniu Lecha to gra ostrożna, piłka wędrowała od obrońcy do obrońcy, często była wycofywana do bramkarza, w czym celował Dudka.

Sytuacja zmieniła się w 11 minucie, gdy Lechowi wyszedł błyskawiczny atak lewym skrzydłem, Douglas zagrał w kierunku bramki, dobrze znalazł się Linetty i piłka zatrzepotała w siatce, ku radości niezbyt tego dnia licznej publiczności. Nie ulegało wątpliwości, że Lechowi zacznie się teraz grać lepiej. Poczuł się panem sytuacji, mógł czekać na kontry po tym, jak rywal się otworzy. Tyle, że ten się wcale nie otwierał, grał swoje, nadal próbował skaleczyć gospodarzy szybkimi podaniami do zawodników ofensywnych. Dla bramkarza Kolejorza najgroźniejsze były strzały z dystansu. Po jednym z rzutów wolnych wydawało się, że Burić zaspał i podjął interwencję w ostatnim ułamku sekundy przerzucając piłkę nad poprzeczkę.

Pierwszą bramkę Lech zdobył w 11 minucie przed przerwą, a drugą w 11 minucie po przerwie. Błysnęli piłkarze, którzy w pierwszej połowie byli najgorszymi w szeregach Kolejorza. Lovrencsicsowi za bardzo zależało na udanym występie przeciwko rodakom, grał jak szalony, z nadmierną energią, czego efektem było notoryczne straty. Thomalla nie potrafił znaleźć sobie miejsca na boisku, nie był typowym napastnikiem, ale rozgrywanie też mu nie wychodziło. W decydującym momencie Gergo potrafił jednak celnie wrzucić piłkę do Denisa, ten uderzył głową, a po rykoszecie od słupka i bramkarza Lech mógł się cieszyć z podwyższenia prowadzenia.

Sytuacja zrobiła się tak korzystna, że z Lecha spłynęło napięcie, mógł sobie pozwolić na swobodę w operowaniu piłkę, szybkie i celnie podania. Popłoch w szeregach Videotonu siały rajdy Pawłowskiego, który jednak miał tego dnia fatalnie ustawiony celownik. Partaczył sytuacje, które zwykle przynosiły piękne bramki. W drugiej połowie Węgrzy przyspieszyli, atakowali coraz odważniej, bo jedna bramka mogła ich postawić w dobrej sytuacji przed rewanżem, byli bliscy celu. Lecha nie było niestety stać na skuteczną kontrę, ale na zdobycie bramki z akcji tak. Pawłowski podał pod bramkę, gdzie dobrze wyskoczył i celnie strzelił głową Trałka.

Lech jest w bardzo korzystnym położeniu przed rewanżem. Zmarnowanie takiej szansy byłoby mistrzostwem świata. Można więc przygotowywać się do gry z dobrymi europejskimi firmami. I martwić się, że znów ucierpi gra drużyny w lidze. Przeciwnicy z ekstraklasy mogą zacierać ręce.

Lech – Vedeoton 3:0 (1:0)

Bramki:  Linetty (11.), Thomalla (56.), Trałka (68.)

Żółte kartki: Linetty, Burić -Simon,Kovacs, Ivanovski.

Widzów: 14.133

Lech: Jasmin Burić – Tomasz Kędziora, Dariusz Dudka, Marcin Kamiński, Barry Douglas – Łukasz Trałka, Karol Linetty – Gergo Lovrencsics (79. Marcin Robak – 89. David Holman), Kasper Hamalainen (83. Dariusz Formella), Szymon Pawłowski – Denis Thomalla.

Videoton: Danilovic Branislav – Szolnoki Roland, Souza dos Santos Paulo Vinicius, Lang Adam, Fejes Andras – Patkai Mate (72. Dinko Trebotić), Simon Adam - Gyurcso Adam (89. Viktor Sejben), Ivanovski Mirko, Vilaca De Oliveira Filipe – Soumah Alhassane (58. Istvan Kovacs).