Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Skandaliczna postawa Lecha. Rozjechany przez beniaminka

włącz .

Brak czołowych zawodników tylko częściowo tłumaczy katastrofalną grę Lecha w Lubinie. Po prostu nie istniał. Miał grać z kontrataku, a to Zagłębie załatwiło go szybkimi akcjami. Popełnił nieprawdopodobną liczbę błędów, seryjne podania do przeciwnika (Ceesay!) trzeba określić jako sabotaż. Nie mogli grać wszyscy piłkarze decydujący w ubiegłym sezonie o ofensywie, wzmocnienia drużyny nie było, nowym piłkarzom daleko do tych, jakich ten sam klub sprowadzał jeszcze kilka lat temu.

Przyzwyczailiśmy się już, że co mecz, to inny skład Lecha. W Lubinie nie mogli grać piłkarze kontuzjowani lub przemęczeni, także wyrzucony ostatnio z boiska Dudka. Z braku Hamalainena i Jevticia trener znów na „dziesiątce” wystawił Holmana licząc naiwnie, że Węgier zbawi Lecha. Na lewej obronie zagrał z konieczności prawonożny Ceesay. Partnerem Trałki w pomocy był Tetteh, do ataku trener posłał Robaka, który miał grać kombinacyjnie, schodzić na skrzydło robiąc miejsce Kownackiemu. Jedynym klasycznym skrzydłowym był Lovrencsics.

Po kilku minutach Lech nie miał żadnego, bo Węgier został bezpardonowo zaatakowany w powietrzu przez Janoszkę. Sędzia żółtej kartki nie pokazał. Gergo mimo wybitego barku wrócił na boisko, ale tylko na kilka minut. Musiał go zastąpić Formella. Jakby mało było jeszcze nieszczęść… W międzyczasie Kolejorz stracił gola. Zagłębie szybkimi podaniami przedostało się pod bramkę Buricia, który - zanim nieruchawi obrońcy zdążyli spojrzeć po sobie - pokonany został strzałem z pierwszej piłki po dośrodkowaniu z lewej strony. Gospodarze starali się grać szybko, byli zdeterminowani, a Lech jak zwykle grał niedokładnie i nonszalancko, niecelnie podawał. Celował w tym Ceesay, który na dodatek fatalnie się ustawiał w defensywie. Zamiast obrońców oglądaliśmy kilku panów beztrosko hasających po łące.

Gra Zagłębia tym się różniła od gry Lecha, że gospodarze po odzyskaniu piłki natychmiast przyspieszali, a goście wprost przeciwnie – im bliżej bramki przeciwnika, tym bardziej zwalniali, nie decydowali się na podania do przodu. Zagłębiu było w to graj, przyczaiło się, nie musiało wkładać dużego wysiłku w grę defensywną, bo Lech sam sobie odbierał piłkę. Niewiele brakowało, by stracił drugą bramkę po kontrze, a potem natychmiast dwie kolejne. Taktycznie grał wprost katastrofalnie, więc co się miało stać, to się stało – w doliczonym czasie pierwszej połowy, po asyście Kamińskiego i przy fatalnym ustawieniu jego kolegów, padł drugi gol. Piłkarze mistrza Polski zeszli do szatni ze spuszczonymi głowami, a beniaminek triumfował.

W przerwie trener Skorża wykorzystał zmiany, jakie mu jeszcze zostały – weszli na boisko Linetty i Thomalla. Lech starał się atakować energiczniej, ale i tak nie było przyspieszenia w decydujących momentach, a błędy i niedokładność wciąż dawały się we znaki, paraliżowały grę Lecha. Co zdumiewające, goniąca wynik drużyna nie oddawała strzałów, jakby nie miała napastników w składzie. Jeden celny strzał, i to niegroźny, z dystansu, to dorobek Lecha w pierwszej połowie. W drugiej było niewiele lepiej – po 20 minutach z woleja uderzył Linetty. Czas mijał, a oglądanie schematycznych, bezproduktywnych ataków Lecha powodowało ból zębów. Brakowało przyspieszenia, celnych podań, a czasami zwykłego pomyślunku. Na domiar złego po brutalnym faulu Tosika uraz stawu skokowego odnowił się Kownackiemu. Żółtej kartki nie było, a młody piłkarz musiał dograć do końca, bo zmiany zostały już przeprowadzone. W ostatnich sekundach wrzucona przez Trałkę w pole karne piłka odbiła się od głowy Robaka i wpadła do bramki, co niczego już nie zmieniło.

Lech jako drużyna dziś nie istnieje, i to niezależnie od tego, kto jest na boisku, kto czuje futbolowy przesyt lub jest kontuzjowany. Ledwo miesiąc sezonu, a wszyscy piłkarze padają ze zmęczenia. Transfery kolejny raz okazały się drogą pomyłką. Trudno będzie wygrzebać się z tego bagna. Jeżeli piłkarze zbierają siły tylko na mecze pucharowe, to już za kilka dni mogą zostać z niczym.

Zagłębie Lubin – Lech Poznań 2:1 (2:0)

Bramki: Janus (7), Piątek (45+1) - Robak (90+3)

Żółte kartki: Rakowski - Kędziora

Zagłębie: Forenc - Todorovski, Guldan, Jach, Ćotra - Tosik, Rakowski - Janus, Vlasko (34. Piątek), Janoszka (85. Sobków) – Papadopulos (78. Dąbrowski)

Lech: Burić – Kędziora, Kadar, Kamiński, Ceesay – Trałka, Tetteh (46. Linetty) – Lovrencsics (12. Formella), Holman (46. Thomalla), Kownacki – Robak.