Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Młodzież Lecha pokonała Olimpię Grudziądz w Pucharze Polski

włącz .

Rozegranie w ciągu miesiąca dziewięciu ważnych i trudnych spotkań ma swoją cenę, a do tego kilku ważnych piłkarzy odniosło kontuzję. Trener zamieszał więc w składzie. Prawdopodobnie Lecha grającego w takim ustawieniu już w tym sezonie nie zobaczymy. Mecz był wyrównany, ale szybko dojrzewająca młodzież Kolejorza potrafiła wyeliminować Olimpię Grudziądz. Gole zdobył Holman, który jednak zaliczył ogromną liczbę błędów i strat, w defensywie nie istniał.

W bramce stanął Gostomski. Na bokach obrony zagrali Ceesay i Kędziora, obaj prawonożni, mistrz Polski ma bowiem tylko jednego lewego obrońcę. W środku obrony partnerem Kamińskiego był Wilusz. W pomocy zagrali Dudka i Tetteh, na skrzydłach Formella i Kownacki, na „dziesiątce” Holman, w ataku Thomalla. Choć na boisku nie pokazali się gracze z rezerw, to i tak skład był bardzo młody, a Dudka wyglądał na ojca kolegów z drużyny.

O tym, że w Grudziądzu nie będzie łatwo przekonaliśmy się już w pierwszych sekundach, gdy Olimpia zamknęła Lecha w polu karnym, a spanikowany Ceesay wybił piłkę na róg. W rewanżu Formella niespodziewanie otrzymał piłkę od przeciwnika i zamiast spokojnie ją rozegrać fatalnie uderzył. Trzecie nerwowe zagranie piłkarzy Lecha to poważny błąd Holmana, który wyprowadził gospodarzy na dobrą pozycję. Konsekwencji nie było.

Dopiero po kilku minutach Lech opanował nerwy. Spokojna gra szybko przyniosła efekt. Po płynnej akcji i strzale Kędziory w dobrej pozycji znalazł się Holman. Za pierwszym razem piłka trafiła w obrońcę, ale dobitka była skuteczna – Węgier delikatnie przerzucił piłkę nad bramkarzem. Olimpia rzuciła się do odrabiana strat. Wykonywała rzut wolny, gdy piłka trafiła Dudkę w rękę, strzał był jednak niecelny. Lech grał w składzie eksperymentalnym, ale przewyższał rywala piłkarską kulturą i techniką, potrafił utrzymywać się przy piłce. Brakowało tylko zgrania zawodników ofensywnych, więc mnożyły się straty, niecelne podania.

Najwięcej błędów popełniał, o dziwo, nonszalancki Holman. Wiadomo było, że tylko druga bramka zapewni Lechowi bezpieczeństwo, ale zamiast przyspieszyć, opanować sytuację, grał on na przetrwanie. Olimpia potrafił tworzyć zagrożenie po każdej głupiej stracie Lecha, szybko przedostawała się pod bramkę Gostomskiego. Wynik meczu ciągle był sprawą otwartą. Pod koniec pierwszej połowy Ceesay łatwo dał się ograć doświadczonemu Kaczmarkowi, ratował się faulem tuż przed polem karnym. Po rzucie wolnym było groźnie. Lech grał nieźle tylko w środku boiska, akcji groźnej stworzyć jednak nie potrafił, bo Thomalla, Formella i Kownacki byli beznadziejnie słabi.

Na samym początku drugiej połowy Lech zdobył drugiego gola. Nie został on jednak uznany, sędziowie dopatrzyli się spalonego. W odpowiedzi groźnie się zrobiło pod bramką Gostomskiego. Skończyło się na rzucie rożnym. Po chwili był drugi, bo Ceesay ratował się wybiciem piłki, nie pozwolił inaczej odebrać przeciwnikowi piłki. Było więc groźnie raz pod jedną, raz pod drugą bramką. Olimpia grała teraz szybciej, ofensywniej, więc mecz zrobił się ciekawszy. Szkoda, że nie za sprawą ciągle mało aktywnego Lecha. Piłkarze w niebieskich strojach wyraźnie chcieli wygrać jak najmniejszym nakładem sił.

Gra Lecha trochę się ożywiła, gdy w miejsce „Kownasia” wszedł na boisko Lovrencsics. Po kilku jego rajdach było groźnie. Szkoda tylko, że ofensywni piłkarze popełniali błędy w ustawieniu, we trzech startowali do dośrodkowania. Po każdej stracie Lecha w ataku Olimpia zaczynała szybką kontrę. Groźnie było po fatalnym błędzie Kamińskiego, interwencja Gostomskiego na szczęście była skuteczna. W 86 minucie było po meczu. Prawym skrzydłem pobiegł Lovrencsics, wrzucił piłkę pod bramkę, a tam Holman wykorzystał błędy obrońców. Strzelając gola doznał urazu mięśnia. Wydawało się, że nie będzie mógł grać, a Lech wykorzystał już wszystkie zmiany. Węgier mógł jednak kontynuować występ.

W ostatnich minutach grał Robak. Pożytku z tego napastnika nie było żadnego, podobnie jak wcześniej z Thomalli. Słabo zagrali młodzi skrzydłowi. Dudka kilka razy ratował Lecha, ale i narażał go błędami na niebezpieczeństwo. Dobry mecz rozegrał Tetteh, pewny w środku boiska, podejmujący trafne decyzje, grający spokojnie. Nie można mieć pretensji do bramkarza i obrońców. Lech gra więc dalej, co jest dużym sukcesem w sytuacji, gdy został osłabiony, a jego atak po przyjściu Thomalli i Robaka nie istnieje.

Olimpia Grudziądz – Lech Poznań 0:2 (0:1)

Bramki: Holman (9. i 86.)

Żółte kartki: Lewandowski, Piter-Bućko – Kamiński, Ceesay

Olimpia: Wróbel – Banasiak (87. Skórecki), Lewandowski, Łabędzki, Woźniak – Kaczmarek, Smoliński, Piter-Bućko, Szczot (69. Kazlauskas) – Cieśliński (74. Pawela), Djousse.

Lech: Gostomski – Kędziora, Kamiński, Wilusz (76. Trałka), Ceesay – Tetteh, Dudka – Kownacki (62. Lovrencsics), Holman, Formella – Thomalla (69. Robak).