Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Cudu nie było. Wstydu też

włącz .

Trudno było zauważyć, która drużyna dopełnia formalności, a która odrabia straty. Obie grały spokojnie, na przetrwanie, zwłaszcza w pierwszej połowie. Na tle klasowego rywala dobrze było widać, jak wielkie Lech ma braki – w składzie, w taktyce, o doświadczeniu nie wspominając. Dopiero pod koniec meczu wyzbył się bojaźni, pokazał trochę swobody, ambicji, ciągu na bramkę. Bramki nie zdobył, bo nie ma napastnika. Stracił ją w samej końcówce, bo nie ma solidnej obrony.

Zgodnie z przewidywaniami, trener Lecha chwilowo podziękował za współpracę Tamasowi Kadarowi, którego błędy kosztowały Lecha stratę większości bramek w nowym sezonie. Zastąpił go nominalny pomocnik, Dariusz Dudka, co przeczy tezie, jakoby obrona była mocną formacją drużyny. Brak w wyjściowym składzie napastnika potwierdza inną tezę – że Lech latem wcale nie wzmocnił ataku, przynajmniej jakościowo. Nominalną „dziewiątką” był Hamalainen, w rzeczywistości nikt. Na „dziesiątce” zagrał Jevtić, a na skrzydłach Pawłowski i Formella.

Spokojnie zaczęły ten mecz obie drużyny, żadna nie forsowała tempa. Lech próbował szczęścia kierując długie piłki do przodu, raczej były to wybicia na aferę. Kiedy już udało się rozegrać piłkę rozsądniej, od razu było groźniej, choć podanie ze skrzydła Pawłowskiego wyłapał bramkarz gospodarzy. Po kilku minutach znów udany rajd Pawłowskiego i znów było groźnie. To Lech jako pierwszy stworzył ciekawe akcje. Gdyby tak jeszcze stać go było na sprowadzenie napastnika…

Pierwszy kwadrans dla Lecha, może dlatego, że Bazylea pozwalała mu rozgrywać akcje. Potem zagrała energiczniej i od razu dłużej utrzymywała się przy piłce, a Lech skazany został na grę długimi podaniami, próbę rajdów skrzydłami i dośrodkowania do nieistniejącego napastnika. W 20 minucie Bazylea wykonała pierwszy rzut rożny. Nisko bita piłka spowodowała ogromne zamieszanie w szeregach defensywy Kolejorza. Wydawało się, że ten błąd znów będzie kosztowny, na szczęście znalazł się wreszcie ktoś, kto podjął interwencję.

Lechowi, który koniecznie musiał strzelać bramki trudno było stworzyć zagrożenie pod bramką gospodarzy. Po dwóch podaniach kolejnemu piłkarzowi trudno było o zagranie, bo Szwajcarzy zawsze potrafili właściwie się ustawić, zorganizować, pokazać szybkość i agresję. Jeżeli czeski bramkarz Bazylei musiał interweniować, to wyłapując dośrodkowania, przecinając podania. Strzałów Lech właściwie przez godzinę nie oddawał. Pierwsza połowa nie była fascynującym widowiskiem. Lech nie rzucił się do ataku, a Bazylei najbardziej zależało na dopełnieniu formalności.

Także w drugiej połowie Lech nie forsował tempa. Przez kwadrans zagrywał głównie do tyłu, nie pokazywał odwagi, nie mówiąc już o odrobinie szaleństwa. W 50 minucie Lech mógł jednak zdobyć gola, gdy Kamiński podał do Douglasa, ten posłał piłkę pod bramkę, gdzie zakotłowało się, Lech oddał kilka strzałów. Dopiero po kwadransie Kolejorz zaatakował z większym rozmachem i przez kilka minut było na co popatrzeć. Lech miał wreszcie napastnika, bo w miejsce Jevticia, który nie przekonał szefów FC Basel, że zasługiwał na miejsce w ich drużynie, wszedł Thomalla. Miał też Lovrencsicsa, któremu niewiele zabrakło do zdobycia gola po świetnym prostopadłym podaniu Pawłowskiego. Po chwili wspaniałe podanie Douglasa z rzutu wolnego i minimalnie niecelny strzał głową oddał Trałka.

Na ostatnie minuty w miejsce Hamalainena, który w tym meczu jeżeli strzelał, to niecelnie, wszedł Robak. Lech miał więc teraz aż dwóch napastników, ale w rzeczywistości – nadal żadnego, bo nie było z nich najmniejszego pożytku. Najbliższy zdobycia gola znów był Trałka i znów minimalnie się pomylił, tym razem strzelając nogą. Był najlepszym piłkarzem Kolejorza, można też chwalić aktywnego, szybkiego Pawłowskiego. Żadnemu z nich strzelić się nie udało, bo Bazylea ma dobrych obrońców. Nie ma ich Lech. Douglas nie interweniował w doliczonym czasie gry, pozwolił na dośrodkowanie, po którym najlepszy zawodnik meczu w Poznaniu, Bjarnason, przez nikogo nie niepokojony zdobył głową gola.

FC Basel – Lech Poznań 1:0

Bramka: Bjarnason (90+1)

Żółte kartki: Suchy, Lang, Calla – Linetty, Kamiński, Douglas

FC Basel: Vaclik – Safari (89. Traore), Suchy, Hoegh, Lang – Elneny, Kuzmanović – Calla, Delgado (76. Zuffi), Bjarnason – Janko (70. Embolo)

Lech: Burić – Ceesay, Dudka, Kamiński, Douglas – Linetty, Trałka – Formella (68. Lovrencsics), Jevtić (73. Thomalla), Pawłowski – Hamalainen (83. Robak).

Zdjęcie: Patryk Pindral