Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Zamkną Lechowi stadion? Ogromna kara za małe hasło

włącz .

„Legion Piła. Krew naszej rasy” – tak brzmi hasło, które wisiało na płocie sektora gości podczas meczu Lecha w Sarajewie. Nie dostrzegł go delegat UEFA, nie ujawnił stadionowy monitoring, niczego nie zauważyło kierownictwo Lecha. Donos do UEFA złożyła organizacja „Nigdy więcej”. Efekt – 50 tysięcy euro kary dla Lecha i całkowicie zamknięty stadion na najbliższy mecz pucharowy. UEFA walczy z wszelkimi przejawami rasizmu.

– W nocy z piątku na sobotę Komisja Kontroli i Dyscypliny UEFA powiadomiła nas o karze nałożonej na klub za transparent wywieszony na ogrodzeniu stadionu w Sarajewie przez dwie lub trzy osoby z Piły. Nie podważamy zasadności kary, treści rasistowskie i prowokacyjne nie powinny być umieszczane na stadionach. Jednak wysokość sankcji jest naszym zdaniem niewspółmierna do poniesionej winy – komunikuje Karol Klimczak, prezes Lecha.

Prezes jest zbulwersowany tak drakońskim potraktowaniem klubu. – Głupota kilku osób nie może powodować, że cierpi cała sportowa społeczność miasta, klub. Nie można niweczyć ciężkiej, całorocznej pracy. Nie po to wywalczyliśmy tytuł mistrza Polski, by podczas najważniejszego meczu sezonu, gdy waży się nasz awans do pucharowej fazy grupowej, ludzie nie mogli zasiąść na trybunach. Ich doping jest nam bardzo potrzebny. 30 tysięcy kibiców nie może ponosić konsekwencji bezmyślności trzech osób, celowo nie używam słowa „kibiców” – denerwuje się Karol Klimczak.

Sprawa nie została jeszcze przesądzona. Lech występuje o uzasadnienie decyzji, bo otrzymał tylko lakoniczny komunikat. Natychmiast złoży odwołanie i poczeka na werdykt. Problem polega na tym, że UEFA może nie zdążyć zająć się tą sprawą, bo do najbliższego meczu pucharowego pozostały dwa tygodnie (o ile Lech najpierw zagra u siebie) i kara będzie obowiązywać. Zależnie od tego, co przeczytają w uzasadnieniu, władze Lecha użyją argumentów mających na celu przekonanie komisji UEFA, że kara jest przesadzona. Zaproponują zwiększenia sankcji finansowych, zamknięcie jednej z trybun zamiast wszystkich. Być może same udadzą się do siedziby UEFA, o ile pomoże to przyspieszyć załatwienie sprawy.

Prezes Lecha nie zostawił suchej nitki na osobach próbujących mieszać politykę ze sportem, prowokować. – Stadion do tego nie służy. Nie możemy tolerować takich zachowań, ale klub nie może tak mocno dostawać za nie po głowie – twierdzi. Jego zdaniem inkryminowane hasło od kilkunastu lat pokazywało się na stadionie, ale nikt nie zwrócił na nie uwagi. Po aferze podczas meczu z Żalgirisem klub wdrożył procedurę chroniącą przed podobnymi zdarzeniami. Problem w tym, że teraz hasło zawisło na obcym stadionie, było prawie niewidoczne, ani organizatorzy, ani goście, ani delegaci niczego nie wychwycili. – Zidentyfikujemy sprawców. Ukarzemy ich tak, jak możemy, czyli zakazem stadionowym – zapowiada prezes. Nie zajmuje się teraz sprawą ewentualnego odszkodowania za poniesione straty.