Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech bezradny i stłamszony

włącz .

Lech w nowym sezonie gra tak, jakby przygotowywał się tylko do Superpucharu. Po zdemolowaniu Legii nie udało mu się rozegrać żadnego meczu na porównywalnym poziomie, w każdym traci bramki po katastrofalnych błędach w obronie, poniósł już trzy bolesne porażki, cierpi na brak solidnego napastnika. W Krakowie nie pokazał najgorszej gry, szczególnie w drugiej połowie, ale przegrał za sprawą braku skuteczności, zdecydowania, agresywności.

Tylko dwóch zmian w składzie swej drużyny dokonał trener Maciej Skorża w stosunku do meczu eliminacyjnego Ligi Mistrzów. Odpoczywa od gry wyrzucony z boiska w meczu z Bazyleą Tomasz Kędziora, którego zastąpił Kebba Ceesay. W miejsce Dariusza Formelli od początku wystąpił Gergo Lovrencsics. Obu zawodników widzieliśmy na boisku w środę dopiero w drugiej połowie. Z tego wynika, że trener nie widział konieczności stosowania rotacji, mimo iż drużyna była kilka dni po trudnym meczu pucharowym i kilka dni przed kolejnym. Po ostatnim gwizdku być może żałował, że nie postąpił inaczej.

Trener Kolejarza zapewniał, że Tamas Kadar, który popełniał błędy przy wszystkich bramkach straconych w meczu z FC Basel, nadal cieszy się jego zaufaniem i nie wyląduje na ławce rezerwowych. Węgier już w 7 minucie meczu na swój sposób podziękował za zaufanie. Niepewna interwencja, pomyłka i Wisła szybko objęła prowadzenie. Nie tylko Kadar zawinił, chwilę wcześniej fatalnie zachowali się też Kamiński i Ceesay. To był gol niespodziewany, bo żadna drużyna nie zdążyła wypracować sobie wyraźniejszej przewagi, mecz był wyrównany. Trzeba jednak przyznać, że Wisła od pierwszych sekund grała agresywniej, bardziej zdecydowanie, a Lech w decydujących momentach łatwo dawał sobie odbierać piłkę. Raz po raz któryś zawodnik Kolejorza wymagał lekarskiej pomocy. Być może to powodowało chaos w szeregach gości, kłopoty z wymieniem kilku celnych podań.

Wydawało się, że Lech przynajmniej spróbuje jak najszybciej odrobić stratę. Nie zmienił jednak sposobu gry ani na jotę. Grał spokojnie, jak w sparingu, a przy tym niedokładnie, nie forsował tempa, nie wykazywał większej ochoty, by zrobić krzywdę Wiśle. Ta raz po raz przejmowała piłkę, inicjowała groźne ataki i już po 20 minutach mogła prowadzić dwoma bramkami. Lechowi ataki nie wychodziły, bo nie był ani precyzyjny, ani zdecydowany w swoich poczynaniach, za to potrafił stworzyć zagrożenie po rzucie rożnym. Niewiele brakowało, by gola zdobył Kamiński.

Kiedy już udawało się wymienić kilka piłek i skonstruować groźniejszy atak, ujawniały się techniczne niedostatki nowego napastnika Lecha, Denisa Thomalli. Piłkarz potrafiący posługiwać się tylko prawą nogą nie ma szans na grę w lidze lepszej niż austriacka lub polska. Nie wykorzystał idealnej sytuacji w meczu z Bazyleą, bo musiał strzelać prawą nogą z lewej strony boiska, podobnie zachował się w meczu z Wisłą. Mistrz Polski, który stracił Sadajewa, nie potrafił sprowadzić równie wartościowego piłkarza atakującego. Thomalla i Robak mocno zawodzą.

O jakości „wzmocnień”, jakich dokonał latem Lech świadczy fakt, że po przerwie trener Skorża wrócił do ustawienia z ubiegłego sezonu. Zdjął z boiska bezradnego Thomallę, dał szansę Jevticovi, w napastnika znów z konieczności wcielił się Hamalainen. Mocną stroną Lecha była częsta wymiana pozycji zawodników ofensywnych, czym zaskakiwał przeciwników. Tym razem na początku drugiej połowy zaskoczył agresywniejszą grą. Już po 2 minutach do dośrodkowania z rzutu wolnego dobrze wyszedł Kamiński. Uryga przewrócił go w decydującym momencie z użyciem rąk, a sędzia nie zareagował. Chwilę potem dobrą okazję miała Wisła, której dwoma stratami w środku boiska pomógł Pawłowski.

W drugiej połowie mecz był ciekawym widowiskiem, bo mocno zdeterminowana i wciąż bardzo agresywna Wisła nie rezygnowała z podwyższenia wyniku, a Lech, po wejściu Jevticia, znacznie lepiej rozgrywał piłkę w środku boiska i stwarzał okazje bramkowe, oddawał strzały. Dwukrotnie w dobrych sytuacjach znalazł się Hamalainen, któremu brakowało dokładności. Gorzej niż we wcześniejszych meczach spisywał się Trałka, a Karol Linetty, mocny punkt drużyny, zszedł z boiska w drugiej połowie. Jevtić rzadziej teraz rozgrywał piłkę, bo grał jako defensywny pomocnik, a miejsce w ataku zajął Marcin Robak. Nie można powiedzieć, by potrafił grać kombinacyjnie, a w polu karnym nie miał czego szukać.

Do ostatnich minut Lech walczył o wyrównanie. Był jednak za słaby, by skrzywdzić zmotywowanych zawodników Wisły. Kiedy udawało się dojść do dobrych pozycji, świetnie bronił Cierzniak. W doliczonym czasie gry, jak to zwykle bywa, atakujący Lech nadział się na kontrę i stracił drugą bramkę. Znów się okazało, że w futbolu nie grają pieniądze, grają odpowiednio przygotowani piłkarze. Borykająca się z problemami finansowymi i organizacyjnymi Wisła pokazała wyższość nad mistrzem Polski grającym w najmocniejszym składzie, na jaki go stać. Bardziej chciała wygrać.

Wisła Kraków – Lech Poznań 2:0

Bramki: Boguski (7. i 90+3)

Żółte kartki: Boguski – Jevtić, Trałka

Wisła: Radosław Cierzniak - Boban Jović, Arkadiusz Głowacki, Richard Guzmics, Łukasz Burliga - Krzysztof Mączyński, Alan Uryga (89. Tomasz Cywka) - Rafał Boguski, Rafael Crivellaro (76. Denis Popović), Wilde Donald Guerrier - Paweł Brożek (76. Maciej Jankowski).

Lech: Jasmin Burić - Kebba Ceesay, Marcin Kamiński, Tamas Kadar, Barry Douglas - Karol Linetty (65. Marcin Robak), Łukasz Trałka - Szymon Pawłowski, Kasper Hamalainen, Gergo Lovrencsics (72. Dariusz Formella) - Denis Thomalla (46. Darko Jevtić).