Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Do Europy coraz dalej

włącz .

Obawy przed starciem z drużyną grającą na o wiele wyższym niż Lech poziomie potwierdziły się. W FC Basel nie mają przypadkowych zawodników, nikt tam nie popełnia tak prostych błędów, jak Kolejorz, a pomyłki przeciwnika wykorzystywane są bezlitośnie. Mimo wszystko ambitnie i z pomysłem grający Lech miał sposób na pokonanie mocnego przeciwnika. Nie udało się, bo w decydujących momentach zabrakło mu umiejętności i koncentracji. Liga Mistrzów pozostaje marzeniem.

Już pierwsze minuty pokazały różnicę klas dzielącą oba zespoły. Lechowi trudno było wymienić kilka podań, a szwajcarska drużyna grała płynnie, elastycznie. Trudno się dziwić, że Lech przegrywał wszystkie bezpośrednie pojedynki o piłkę, skoro każdy zawodnik z Bazylei przewyższał umiejętnościami i sprawnością gospodarzy. Tylko Łukasz Trałka, a zwłaszcza Karol Linetty dobrze sobie radzili w takich starciach. Pomysłem na odniesienie sukcesu było odbieranie piłki w środku boiska, błyskawiczne podawanie jej do Hamalainena, Formelli, Pawłowskiego, Thomalli, którzy próbowali kontrować. Po takiej właśnie akcji w idealnej sytuacji znalazł się Thomalla, ale haniebnie spudłował.

Od niepamiętnych czasów rzut rożny dla przeciwników to duże prawdopodobieństwo straty przez Lecha bramki. Kolejorz nie byłby sobą, gdyby nie pozwolił sobie na to nawet w tak ważnym meczu. Brakowało koncentracji, nikt nie przeciął podania, piłka trafiła do Langa, a ten z bliska pokonał Buricia. Nic nie było jeszcze stracone, bo Lech błyskawicznie wyrównał, też zresztą po rzucie rożnym. Wybita poza pole karne piłka trafiła do Pawłowskiego, a ten mocno uderzył w poprzeczkę. Piłka odbiła się już za linią bramkową i wyszła w pole, gdzie Thomalla dopełnił formalności. Uznano go za strzelca gola, który powinien być przyznany Pawłowskiemu.

W tym momencie zaczął się najlepszy okres gry Lecha. Bazylea przeważała, groźnie atakowała, ale każdy przechwyt piłki kończył się szybką kontrą. Niestety, za każdym razem brakowało wyrachowania, Hamalainen i Thomalla podejmowali bardzo złe decyzje. Grająca na europejskim poziomie drużyna wykorzystałaby te okazje i objęła prowadzenie. Druga połowa była słabsza w wykonaniu Lecha, a po fatalnej interwencji Kędziory, który w polu karnym przewrócił wychodzącego na czystą pozycję zawodnika i zobaczył czerwoną kartkę, gra się posypała. Co prawda rzut karny Burić fantastycznie obronił, ale jego koledzy z defensywy popełniali katastrofalne błędy, które dwukrotnie zakończyły się stratą bramki. Douglas i Kadar, którzy rozdawali Szwajcarom hojne prezenty, wiedzą już, dlaczego zarabiają w Lechu a nie w znacznie lepszym klubie.

Austriak Marc Janko, który wszedł na boisko w drugiej połowie, pokazał, jak groźnym i solidnym jest napastnikiem. Jak zauważył po meczu Maciej Skorża, takiego nie ma w całej polskiej lidze. Z naszej ekstraklasy sprowadzony został do Lecha napastnik Marcin Robak, który wszedł na boisko w drugiej połowie, by zademonstrować, jaka jest różnica między klasą zawodników FC Basel i Lecha Poznań. Piłkarze Kolejorza starali się grać ambitnie. Przegrali z kretesem, bo okazali się słabsi. To nie ich wina, że trafili na tak dobrego przeciwnika. To „zasługa” ludzi z klubu, który nie reagowali na następujące rok po roku kompromitacje pucharowe i trwonienie współczynnika wypracowanego w Europie przez poprzedników.

Lech Poznań – FC Basel 1:3

Bramki: Pawłowski (35.) – Lang (34.), Janko (78.), Calla (90+2)

Żółte kartki: Thomalla, Linetyy, Kadar

Czerwone kartki: Kędziora – Xhaka

Widzów: 25 tysięcy

Lech: Jamin Burić – Tomasz Kędziora, Tamas Kadar, Marcin Kamiński, Barry Douglas – Łukasz Trałka, Karol Linetty – Dariusz Formella (69. Kebba Ceesay), Kasper Hamalainen (75. Gergo Lovrencsics), Szymon Pawłowski – Denis Thomalla (55. Marcin Robak).

FC Basel: Tomas Vaclik – Michael Lang, Mathias Daniel Hoegh, Marek Suchy, Behrang Safari – Zdravko Kuzmanović (87. Mohamed Elneny), Taulant Xhaka – Birkir Bjarnason, Luca Zuffi, Shkelzen Gashi (75. Davide Calla)– Donald Breel Embolo (62. Marc Janko).