Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Super Lech z kolejnym trofeum!

włącz .

Wspaniałe widowisko przy Bułgarskiej. Piękna, miejscami porywająca gra Lecha. Dużo słabsza Legia, która tylko momentami nawiązywała walkę, padła na kolana. Ku radości 40 tysięcy fanów piłkarze Lecha wygrali 3:1 i wznieśli Superpuchar Polski, czego kibice Legii już nie widzieli. Najpierw domagali się od swojej drużyny lepszej gry, a po trzecim golu demonstracyjnie opuścili stadion żegnani gwizdami i drwinami przez kibiców niebiesko-białych.

Doskonałą dyspozycję Lecha było widać szczególnie na początku meczu, gdy grał z rozmachem, na pełnej szybkości, nie dawał rozwinąć skrzydeł Legii, która przyjechała tu wyleczyć frustrację po przegraniu mistrzostwa. Pierwszy gol padł już po kilku minutach tego świetnego, emocjonującego meczu, a zdobył go strzałem z dystansu Tomasz Kędziora. Legia rzuciła się do ataku i była o włos od odrobienia straty. Nie dość, że nie wykorzystała dobrej sytuacji, to niebawem straciła drugiego gola, strzelonego z bliska, po pięknej akcji Kolejorza, przez innego obrońcę – Marcina Kamińskiego.

Bardzo dobrze od początku grał Szymon Pawłowski, ale klasą dla siebie był Hamalainen, nie do zatrzymania przez legionistów. Nie wszyscy piłkarze Lecha weszli już na wysoki poziom gry. Obrońcy lepiej spisywali się w ofensywie niż pod własną bramką. Kadar zastępujący Arajuuri’ego doskonałe interwencje przeplatał niezrozumiałymi kiksami. Słabo tym razem wypadł Kownacki. Debiutujący w Lechu w meczu o stawkę Marcin Robak był zwykle o co najmniej jedno tempo spóźniony, by przyjąć piłkę i stworzyć zagrożenie. Oddał tylko jeden, niecelny strzał, na samym początku.

Nowy napastnik był jedynym pozyskanym latem piłkarzem, który zagrał od początku. Po przerwie zastąpił go Thomalla, wcale nie gorszy, a z pewnością szybszy, ze zmysłem do gry kombinacyjnej. On też oddał jeden niecelny strzał. Wszedł też na boisko Dudka. Trener Skorża dokonał pięciu zmian, a rozpędzony Lech ciągle grał tak dobrze, że aż nie chciało się wierzyć, iż to dopiero inauguracja sezonu. Legia robiła wszystko, by wyrównać, ale na wiele jej nie było stać, mimo iż jej trener też dokonał wielu zmian. Co więcej, wściekle atakujący warszawiacy narażali się na kontry. Po jednym z przechwytów Linetty miał idealną okazję. Będąc sam na sam zamiast strzelić lekko, nad bramkarzem, huknął mocno i niecelnie. Po chwili się zrehabilitował i pięknym golem zakończył wspaniały, błyskawiczny atak Lecha.

Właśnie wtedy kibice z Warszawy – podobno pierwszy raz w historii – wściekli na swych piłkarzy opuścili stadion, żegnani gwizdami i śpiewami: „Trójka do zera, Kolejorz żegna frajera”. Triumf Lecha był całkowity, nie zmąciła go nawet strata bramki, oczywiście jak zwykle po rzucie rożnym, w doliczonym czasie gry. Trzeba przyznać, że goście wykonywali wiele stałych fragmentów, po których piłkarze Lecha nieźle i skutecznie sobie radzili. Tylko ten jeden raz dali się zaskoczyć, co mogło być skutkiem tyle przypadku, co niepotrzebnej utraty koncentracji. Po meczu trener Henning Berg, który nie po raz pierwszy w ostatnich miesiącach przegrał z Lechem, zdobył się wreszcie na gratulacje i przyznanie, że jego zespół był gorszy, uległ całkowicie zasłużenie.

Lech Poznań – Legia Warszawa 3:1 (2:0)

Bramki: Kędziora (12), Kamiński (35), Linetty (87) - Żyro (90+2)

Żółte kartki: Barry Douglas, Marcin Robak, Tamas Kadar – Jakub Rzeźniczak

Widzów: 40.088

Lech: Jasmin Burić – Tomasz Kędziora (Keeba Ceesay 67), Marcin Kamiński, Tamas Kadar, Barry Douglas – Łukasz Trałka, Karol Linetty – Dawid Kownacki (Dariusz Dudka 79), Kasper Hamalainen (Darko Jevtić 67), Szymon Pawłowski (Dariusz Formella 45) – Marcin Robak (Denis Thomalla 45)

Legia: Dusan Kuciak - Łukasz Broź, Jakub Rzeźniczak, Igor Lewczuk, Tomasz Brzyski - Tomasz Jodłowiec, Michał Pazdan (Dominik Furman 63) – Guilherme (Michał Żyro 63) , Adam Ryczkowski (Ondrej Duda 45), Michał Kucharczyk (Michał Masłowski 74) - Nemanja Nikolić (Marek Saganowski 82)