Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech wymęczył zwycięstwo nad Olimpią Grudziądz

włącz .

Nie było to porywające widowisko, a typowy sparing. Olimpia Grudziądz grała ambitnie i twardo, traktując mecz z mistrzem Polski prestiżowo, nie przebierając w środkach i nie oszczędzając kości rywala. Znajdujący się w trakcie przygotowań do sezonu Lech nie pokazał wiele ze swych walorów. Żaden piłkarz Kolejorza nie błysnął, wyróżnił się tylko strzelec obu goli Dawid Kownacki. Dzięki niemu Lech pokonał pierwszoligowca 2:1

Lech przystąpił do tego meczu w zmienionym składzie w porównaniu do poprzedniego sparingu. Trener Maciej Skorża mógł już skorzystać z kadrowiczów, ale ciągle czeka na piłkarzy leczących się. Jeden z nich – Darko Jevtić – zasiadł już na ławce rezerwowych. W bramce znów stanął Maciej Gostomski. Obronę stanowili Ceesay, Dudka, Kamiński i Kadar. Defensywnymi pomocnikami byli Trałka i Tetteh. Na „dziesiątce” zagrał Karol Linetty, z boku boiska pojawili się Kownacki i Pawłowski, a na szpicy ustawiony został Robak.

Niewiele ciekawego się działo w pierwszych minutach tego meczu. Gra toczyła się głównie w środku boiska, aż Lechowi udało się zagrozić Olimpii, gdy Szymon Pawłowski przejął prostopadłe podanie, oddał dobry, ale minimalnie niecelny strzał. Podobną akcję Lech pokazał po kilku minutach. Piłkę ładnie przejął Robak, jednak strzału oddać mu się nie udało. Chwilę potem do przodu z piłką pobiegł Trałka, Lech szybko, choć nieskutecznie rozegrał piłkę w polu karnym.

Po piłkarzach Lecha było widać, że znajdują się w trakcie mocnych treningów i dopiero przed nimi szukanie świeżości i szybkości. Brakowało im dynamiki, szwankowała dokładność podań. Olimpia Grudziądz mogła więc w pierwszej połowie czuć się jako równorzędny przeciwnik. Po pół godzinie czuła się nawet lepszą. Zamknęła Lecha w jego polu karnym, egzekwowała kilka rzutów rożnych, po jednym z nich nastąpiło nieudane wyjście z bramki Gostomskiego, który zderzył się z Tettehem, a piłka wpadła do opuszczonej bramki.

Lech nadal grał źle, niezbornie, ratował się faulami, gdy Olimpia wychodziła do szybkich ataków. Więcej miało to wspólnego z bezradnością niż z grą agresywną i ambitną. Niewiele brakowało, by mistrz Polski stracił drugiego gola. Obrona łatwo dała się ograć, w ostatniej chwili piłkę sprzed pustej bramki wybił Kamiński. Źle to wyglądało. Jeżeli ludzie ze sztabu szkoleniowego Sarajewa oglądali ten mecz, to z pewnością z uśmiechem.

Tuż przed przerwą Lechowi udało się wyrównać, po składnej akcji całego zespołu. Piłka po wielu podaniach przemieszczała się od środka boiska na lewe skrzydło, otrzymał ją Robak, posłał wzdłuż bramki, a Kownacki nie miał żadnych problemów z umieszczeniem jej w pustej bramce.

W drugiej połowie w zespole Lecha nastąpiły zmiany. Thomalla zastąpił Robaka, Holman Linettego, pojawił się też Douglas, który jednak nie zagrał na swojej nominalnej pozycji, lecz jako skrzydłowy, w miejsce Pawłowskiego. Gostomskiego zastąpił młody Mateusz Lis. Znów zaczęło się źle, Olimpii udał się szybki atak, mocno uderzona piłka minęła jednak bramkę Lisa. Po chwili Lech przeprowadził kontrę. Ładnie akcję rozprowadził Holman. Po dośrodkowaniu Douglasa w polu karnym Olimpii powstało duże zamieszanie, piłka odbiła się od poprzeczki.

Nie minął kwadrans drugiej połowy a Lech wyszedł na prowadzenie. Piłka trafiła na lewą stronę do Dudki, ten podał do Douglasa, a precyzyjne dośrodkowanie Szkota efektownym strzałem głową wykorzystał Kownacki. Mecz zrobił się nerwowy, pierwszoligowcy nie przebierali w środkach, mnożyły się faule i złośliwości, sędzia rozdawał żółte kartki. Na ostatnie 20 minut pojawił się na boisku Serafin, w miejsce Trałki wszedł Jevtić, pokazali się też Drewniak, Bednarek i Wilusz.

Gra była rwana, ambitni pierwszoligowcy dużo biegali, próbowali stosować pressing, a Lech nie mógł z tym sobie poradzić. Tylko raz powstało zagrożenie pod bramką Olimpii, gdy Holman znalazł się w dobrej sytuacji i technicznym strzałem chciał przelobować bramkarza, jednak zagrał niedokładnie.