Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech rywala nie lekceważy

włącz .

Opinia władz Lecha i sztabu szkoleniowego jest jednoznaczna. O ile wyjazd drużyny do Bośni nie sprawi logistycznych problemów, to po względem sportowym FK Sarajewo jest najtrudniejszym przeciwnikiem, na jakiego Kolejorz mógł trafić. – Obserwujemy ligi bałkańskie, więc sporo wiemy o tym zespole, znamy tamtejszych piłkarzy. Jesteśmy faworytem, ale łatwo z pewnością nie będzie – ocenia wiceprezes Piotr Rutkowski.

O powadze, z jaką Lech podchodzi do dwumeczu z Bośniakami, świadczy zamiar pogłębiania wiedzy na temat klubu z Sarajewa. Zamierza obserwować jego mecze sparingowe, a nawet treningi, analizować skład. – Najważniejsze jednak to skupić się na sobie, starać się utrzymać formę z końca poprzedniego sezonu. Jeżeli to się powiedzie, nie musimy bać się nikogo – twierdzi Piotr Rutkowski. Planów na temat ewentualnego wzmocnienia drużyny nie zdradza. – To losowanie do niczego nas nie zainspirowało – mówi.

Kadra Lecha po sezonie topnieje liczebnie, kilku ważnych piłkarzy rozpocznie sezon z opóźnieniem z powodu kontuzji, nikt nie wie, czy w klubie pozostaną Sadajew i Linetty. – Z pewnością zdążymy skompletować skład, decyzja Sadajewa nie ma wpływu na nasze plany transferowe – twierdzi wiceprezes Lecha sugerując, że jeżeli Czeczen nie zjawi się w Poznaniu, a Marcin Robak nie zdąży się wyleczyć, to Lech nie zostanie bez napastników. Mówi też, że Lechowi nie powinny się już zdarzyć takie pucharowe kompromitacje, jak w dwóch poprzednich sezonach. – To jest tylko futbol, z wszystkim trzeba się liczyć, ale teraz mamy inny zespół. Zdobył doświadczenie, dojrzał do mistrzostwa Polski, do rywalizacji podejdzie poważnie, bo jednak FK Sarajewo to inny kaliber niż Stjarnan i Żalgiris – dodaje wiceprezes Lecha.

Skauci Lecha monitorują od dawna drużynę obecnego mistrza Bośni. W Lechu grał sprowadzony stamtąd Haris Handzic. Pod obserwacją znajdują się tacy obecni gracze, jak napastnik Leon Benko. Asystent Macieja Skorży, Tomasz Rząsa, który grał w lidze serbskiej zwraca uwagę na cechy wolicjonalne, z jakich słyną drużyny z Bałkanów. Nigdy tam nie jest łatwo o zwycięstwo. – Jak na drugą rundę eliminacyjną, jest to przeciwnik bardzo wymagający, twardy, charakterny, wymagający od nas posłużenia się wszystkimi umiejętnościami piłkarskimi – twierdzi. Pracując w Cracovii, sprowadził do Polski zawodnika FK Sarajewa, Bojana Puzigacę. Dziś ten gracz znów jest piłkarzem mistrza Bośni.

– Obserwujemy rywala, ale skupiamy się na naszych przygotowaniach do sezonu, które właśnie się zaczęły. Liczymy, że do gry wrócą piłkarze kontuzjowani, że cała drużyna po obozie przygotowawczym w Gniewinie dojdzie do formy i będzie gotowa do starcia z Bośniakami. Mamy wystarczająco dużo atutów w grze ofensywnej i defensywnej, by sobie z nimi poradzić – mówi Tomasz Rząsa.

Klub z Sarajewa ma czerwono-białe barwy. Został założony w 1946 roku. Swoje mecze rozgrywa na największym obiekcie w kraju, mieszczącym ok. 30 tys. osób stadionie olimpijskim w stolicy Bośni. Jest to obiekt wielofunkcyjny, z bieżnią lekkoatletyczną i trybunami usypanymi z ziemi. Prawdopodobnie kibice Lecha otrzymają półtora tysiąca wejściówek na spotkanie rozgrywane 14 lub 15 lipca. Do Sarajewa najłatwiej będzie się dostać samochodami, autokarami, lub samolotem przez Berlin. Po tygodniu odbędzie się rewanż przy Bułgarskiej.