Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech nokautuje i wciąż jest liderem

włącz .

Śląsk Wrocław to ostatnio ulubiony przeciwnik Kolejorza, który uwielbia drużyny zostawiające mu dużo miejsca na wyprowadzanie szybkich ataków. Goście rzucili się na Lecha chcąc go zaskoczyć pressingiem i nieustanną ofensywą. Nadziali się na trzy szybkie, nokautujące ciosy, po których już się nie podnieśli. W drugiej połowie mecz się wyrównał, bo Lech odpuścił, jakby nie chciał dobijać rywal.

Już po kilku minutach Śląsk mógł prowadzić. Zagrał tak samo, jak kilka dni wcześniej Jagiellonia, która zamknęła Lecha przed polem karnym, nękała go atakami. Po fatalnej stracie piłki w środku pola przez Linetty’ego w sytuacji sam na sam znalazł się Flavio Paixao, ale nie potrafił pokonać Buricia. Lech ograniczał się do mało przemyślanego wybijania piłek, długo nie potrafił przejąć inicjatywy. Wreszcie mu się to udało i od razu zrobiło się groźnie pod bramką Pawełka. Jagiellonia zagrała defensywnie, czyhając na kontry, czego Lech nie lubi. Śląsk otworzył się, jakby się prosił, by go skarcić.

W kilkanaście minut padły trzy bramki. Pawłowski w świetny sposób dośrodkował do Kownackiego, a ten zdobył gola głową. Śląsk rzucił się do odrabiania strat, a Lech tylko na to czekał. Drużyna z Wrocławia zawsze gra ofensywnie, także na wyjazdach, co ją drogo kosztuje. Ojcem drugiego gola był Sadajew, który fantastycznie, prostopadle podał do Pawłowskiego, a ten pokonał Pawełka. Potem skrzydłowy Lecha przechwycił piłkę po błędzie gości, mając przed sobą tylko bramkarza przerzucił nad nim piłkę pięknym lobem.

Było właściwie po meczu, mimo iż Śląsk nie zamierzał się poddawać i wciąż szedł do przodu. Przy innym wyniku Lech próbowałby go skarcić z większym przekonaniem, teraz – aż do końca meczu – starał się szanować piłkę, jakby nie chciał tracił sił na ofensywę. Wolał je tracić na szarpaninę w środku boiska. Zawodnicy obu drużyn popełnili mnóstwo błędów, łatwo tracili piłkę, co wynikało z mokrego boiska i braku koncentracji.

Druga połowa nie była już tak pasjonującym widowiskiem. Śląsk miał optyczną przewagę, zamykał Lecha na polu karnym. Obrońcy Kolejorza (zwłaszcza Kamiński) nie potrafili wybić piłki, popełniali błąd za błędem, tym razem na szczęście bez konsekwencji. Nie udawało się przenoszenie akcji na połowę przeciwnika. Dopiero kiedy wszedł na boisko Jevtić, pojawiły się i okazje dla Lecha. Wspaniałym podaniem uruchomił Formellę, który także był w tym meczu zmiennikiem, ale młody skrzydłowy przegrał pojedynek z bramkarzem. Pod koniec meczu Darek znów nie wykorzystał sytuacji sam na sam.

Lech Poznań – Śląsk Wrocław 3:0 (3:0)

Widzów 15 tys.

Sędziował Tomasz Musiał

Bramki: 1:0 Dawid Kownacki (13.), 2:0 Szymon Pawłowski (17.), 3:0 Szymon Pawłowski (28)

Lech: Jasmin Burić - Tomasz Kędziora (82. Luis Henriquez), Marcin Kamiński, Paulus Arajuuri, Barry Douglas, Łukasz Trałka, Karol Linetty, Dawid Kownacki (66. Dariusz Formella), Kasper Hamalainen (74. Darko Jevtić), Szymon Pawłowski, Zaur Sadajew.

Śląsk: Mariusz Pawełek – Paweł Zieliński, Piotr Celeban, Tomasz Hołota, Dudu Paraiba, Thomas Hateley, Flavio Paixao, Mateusz Machaj (46. Peter Grajciar), Robert Pich (84. Konrad Kaczmarek), Milos Lacny (46. Karol Angielski), Marco Paixao.