Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Sprowadzeni na ziemię

włącz .

Tylko przez osiem dni Lech mógł się czuć liderem tabeli i prawie mistrzem Polski. Zwycięstwo przy Łazienkowskiej, które sprawiło nam tyle radości, okazało się nic nie warte. Jagiellonia szybko obnażyła słabość pretendenta do tytułu. Ma to, o czym „fachowo” budowana drużyna Kolejorza może tylko pomarzyć: świetnie zgraną, szczelną obronę i silnego, przebojowego, skutecznego napastnika.

Goście rzucili się na Lecha od samego początku. Przez cztery minuty nie pozwolili mu dotknąć piłki, wyściubić nosa poza własną połowę. Ostry pressing, dobre rozegranie piłki, siła fizyczna, wygrywanie indywidualnych pojedynków – z tym wszystkim gospodarze nie potrafili sobie poradzić. Potem jednak przejęli inicjatywę i to oni zamknęli Jagiellonię, ale już nie na jej połowie, ale w polu karnym. Czasami w ważnym meczu można spudłować w dobrej sytuacji raz lub dwa razy, ale Lech żenujących pudeł zaliczył w pierwszej połowie co najmniej pięć. Mógł sobie zapewnić zwycięstwo.

Jagiellonia była doskonale przygotowana do tego meczu taktycznie. Kiedy świetnych szans bramkowych nie wykorzystali słabiutki Sadajew i wystawiony na skrzydle Hamalainen, mecz się wyrównał. „Jaga” nie pozwalała Lechowi na rozwinięcie skrzydeł, czyhała w środku pola na jakikolwiek błąd piłkarza z Poznania, by błyskawicznie przejąć piłkę i wyprowadzić groźną kontrę. Kilka razy, po indywidualnych błędach Kędziory trzeba się było ratować faulami, za które sędzia rozdawał żółte kartki. Wszyscy w Polsce wiedzą, jak na wyjazdach gra Jagiellonia. Także Lech był do tego przygotowany, ale kompletnie sobie z tym nie radził.

Po przerwie Sadajew nie wyszedł na boisko. Zastąpił go Dawid Kownacki, który już po kilku minutach dobijając piłkę po "bilardzie" w polu karnym dał Lechowi prowadzenie. Wydawało się, że trener Michał Probierz znów nie wygra w Poznaniu, a był to jego trzynasty mecz przy Bułgarskiej. Tym razem wszystko ułożyło się po jego myśli, w czym największa zasługa piłkarzy Lecha. Popełniali fatalne błędy w środku pola. Po kolejnym, gdy katastrofalnie pomylił się Szymon Pawłowski a obrona dała się łatwo ograć, piłka trafiła do Patryka Tuszyńskiego, który dał swej drużynie prowadzenie.

Kolejne minuty meczu to kopia finału Pucharu Polski. Lech dobrze się spisywał do momentu utraty prowadzenia, a kiedy rywal wyszedł na prowadzenie, właściwie się poddał, nie podjął już walki. Potwierdziło się, że jest mentalnie słaby, nie radzi sobie z presją. Kandydat do gry w Europie tak się nie zachowuje. Nie pomogli mu wprowadzeni na boisko Keita i Formella, a mecz zamknął rzut wolny sprzed pola karnego w wykonaniu Macieja Gajosa. Oszukał Buricia strzałem obok muru i klęska Kolejorza stała się faktem.

Doprowadziło to do spłaszczenia tabeli, bo i Legia nie wygrała we Wrocławiu, pozostaje na drugim miejscu. Tak grająca drużyna z Białegostoku nie jest bez szans na tytuł. W środę gra w Warszawie i warto jej życzyć sukcesu. Natomiast Lech wcale nie ma zagwarantowanego miejsca w pucharach. Jest zbyt słaby, by przynieść radość swoim kibicom. Zapowiadała się bardzo wysoka frekwencja na meczu z Jagiellonią. Z dużej chmury mały deszcz, przyszło raptem 22,5 tysiąca fanów. Pozostali zostali w domach. Być może spodziewali się kolejnego zawodu. Ich ulubieńcy tyle razy w tym sezonie sprawiali im przykrość, że znów trzeba się było liczyć z zimnym prysznicem, bynajmniej nie za sprawą niepewnej pogody.

Lech Poznań – Jagiellonia Białystok 1:3 (0:0)

Bramki:  1:0 Dawid Kownacki (51.) 1:1 Patryk Tuszyński (60.), 1:2 Patryk Tuszyński (67.), 1:3 Maciej Gajos (83.).

Żółte kartki: Tamas Kadar, Darko Jevtić, Muhamed Keita

Widzów: 22,5 tysiąca

Lech: Jasmin Burić - Tomasz Kędziora, Marcin Kamiński, Tamas Kadar, Barry Douglas - Łukasz Trałka, Karol Linetty - Darko Jevtić (69. Dariusz Formella), Kasper Hamalainen, Szymon Pawłowski (64. Muhamed Keita) - Zaur Sadajew (46, Dawid Kownacki).

Jagiellonia: Bartłomiej Drągowski - Filip Modelski, Sebastian Madera, Michał Pazdan, Jonatan Straus - Taras Romanchuk, Rafał Grzyb - Przemysław Frankowski (57. Nika Dzalamidze), Maciej Gajos (91. Łukasz Tymiński), Karol Mackiewicz (90. Igors Tarasovs) - Patryk Tuszyński.