Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Wygrali. Przez kwadrans byli liderem

włącz .

Lech zrobił swoje. W Bielsku-Białej nie zachwycił, wyraźnie się oszczędzał, przez długie minuty snuł się po boisku, ale pewnie wygrał. Legia choć przegrywała z Pogonią, to odrobiła straty i utrzymała pozycję lidera. Kolejorz pokazał, że ma szeroki skład, jednak może liczyć tylko na swych podstawowych, najbardziej kreatywnych piłkarzy. Bez nich nie potrafiłby wygrać nawet z przeciętnym Podbeskidziem.

W meczu, klub mógł zadecydować o wyjściu na pozycję lidera, trener – w perspektywie sobotniego finału Pucharu Polski – dokonał aż siedmiu zmian w stosunku do poprzedniego spotkania. Z powodu urazów nie mogli zagrać Arajuuri i Lovrencsics, na ławce zasiedli najlepszy pojedynku ze Śląskiem Szymon Pawłowski (na zdjęciu), Karol Linetty, strzelec pierwszego gola Kasper Hamalainen, Dawid Kownacki. Do osiemnastki nie załapał się Barry Douglas. Trener dał szansę Djoumowi, Kadarowi, Keicie. Na pozycji rozgrywającego pokazał się Jevtić, do ataku wrócił Sadajew.

To wcale nie był słaby skład, ale dużo bardziej imponująco wyglądała ławka rezerwowych Lecha. Siedzieli na niej zawodnicy, którzy pomogliby odnieść zwycięstwo w meczu z każdym przeciwnikiem, o ile byliby odpowiednio zmotywowani. Wyższość techniczna graczy z Poznania nie podlegała dyskusji, jednak początkowo nie przekładało się to nie tylko na wynik, ale nawet na tworzone sytuacje bramkowe. Sadajew nie dość, że grał słabo, to był osamotniony, rzadko otrzymywał dobre podania, za to często gubił piłkę. Raz jednak celnie podał z prawej strony do Formelli, wykorzystując świetne rozegranie Jevticia, młody skrzydłowy strzelił z powietrza, ale trafił w obrońcę.

Podbeskidzie grało dokładnie tak, jak tego trzeba się było spodziewać – siłowo, długimi podaniami, bez zabawy w rozgrywanie piłki. Po każdym rzucie wolnym, nawet wykonywanym z połowy boiska, piłka była kierowana przez Iwańskiego w pole karne Lecha, gdzie trwała walka w powietrzu i w parterze. To były niebezpieczne sytuacje, w takiej szamotaninie mogła paść przypadkowa bramka. W pierwszej połowie obrońcy, w tym Kadar spisywali się bez zarzutu.

Piłkarze Lecha grali inaczej niż gospodarze, starali się utrzymywać piłkę w środku pola, ale nie zbliżało ich to do pola karnego. To była taktyka bezproduktywna. Brakowało piłkarza potrafiącego połączyć środkową linię z atakiem, szybko rozegrać piłkę. Keita niezłe zagrania pokazywał tylko w bezpiecznej odległości od bramki przeciwnika. Jevtić przeprowadził kilka niezłych akcji, ale notował też wiele prostych strat, gubił się w starciach z twardo walczącymi góralami. Zdeterminowani gospodarze wygrywali zresztą bezpośrednie pojedynki nie tylko z nim, ale i z jego kolegami. Nie było widać, że Lechowi bardzo zależy na zwycięstwie. Grał spokojnie, piłką, wymieniał podania, jakby zależało mu tylko na przetrwaniu, na posiadaniu piłki.

W przerwie trener Skorża stwierdził, że taki skład zespołu to droga do nikąd. Poprawił jakość swej drużyny zdejmując Keitę i Djouma, wprowadzając Pawłowskiego i Hamalainena. Gra Lecha nabrała dynamiki natychmiast, już jedna z pierwszych akcji przyniosła zmianę wyniku. Pawłowski podał do Formelli, któremu w opanowaniu piłki pomógł obrońca. Wyście na pozycję, pewny strzał i Lech wreszcie objął prowadzenie. Wbrew oczekiwaniom – nie poszedł za ciosem. Po prostu przestał grać, oszczędzał się, nie podejmował walki, głupio wybijał piłki na aut, prokurował groźne stałe fragmenty gry. Mógł stracić gola po którejś z wieku wrzutek w pole karne, szczęśliwie piłka trafiła tylko w poprzeczkę.

Lech przetrwał w ten sposób z korzystnym wynikiem przez prawie całą drugą połowę, broniąc się, markując grę. W samej końcówce stać go jednak było na zadanie decydującego ciosu, gdy Pawłowski po rajdzie przez całe boisko idealnie obsłużył Hamalainena, ten zwiódł bramkarza i strzelił swego gola w sezonie nr 10. Jeżeli celem trenera było wygranie jak najmniejszym nakładem sił, uzyskał absolutny sukces. To rozgrzesza żenująco słabą przez większość spotkania grę.

Podbeskidzie Bielsko-Biała – Lech 0:2 (0:0)

Bramki: Formella (48.), Hamalainen (88.).

Żółte kartki: Śpiączka, Kołodziej – Kamiński, Keita, Jevtić.

Sędziował Szymon Marciniak.

Podbeskidzie: Zajac - Górkiewicz, Kolcak, Konieczny (79. Kołodziej), Mazan - Sokołowski, Lenartowski, Iwański, Chmiel - Śpiączka (46. Cisse), Korzym (62. Demjan).

Lech:Gostomski - Kędziora, Kamiński, Kadar, Henriquez - Djoum (46. Hamalainen), Trałka - Formella, Jevtić (63. Linetty), Keita (46. Pawłowski) – Sadajew.