Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Pojechali z nadziejami. Z czym wrócą?

włącz .

Sympatycy Lecha okolicznościowym transparentem pożegnali piłkarzy opuszczających we wtorek Bułgarską. Drużyna wróci dopiero po sobotnim finale Pucharu Polski. Zanim zmierzy się z Legią, czeka ją w Bielsku-Białej ostatni w rundzie zasadniczej mecz ligowy. Nie grozi jej spadek na trzecie miejsce w tabeli, ale ciągle są szanse na zajęcie pierwszego, co może pomóc zdobyć tytuł. Kibice wierzą w podwójny triumf Kolejorza nad Legią.

No images found.

Od czasu, gdy Lechowi udało się uniknąć blamażu w półfinale Pucharu Polski, w Poznaniu mówi się wyprawie piłkarzy i tysięcy fanów na Stadion Narodowy. Niezależnie od tego Kolejorz ze zmiennym szczęściem, a raczej ze zmiennym zaangażowaniem walczy w lidze. Ciągle są szanse na wyprzedzenie Legii na samym finiszu rundy zasadniczej. W pierwszym meczu rundy dodatkowej pierwsza drużyna zmierzy się z drugą na własnym boisku. Jeżeli Legia zgubi punkty w meczu z prowadzoną przez Czesława Michniewicza Pogonią, a Lech pokona na wyjeździe Podbeskidzie, spotkanie to odbędzie się przy Bułgarskiej. To będzie gratka dla fanów i milionowy zysk dla klubu, nie wspominając już o zwiększeniu szans na mistrzowski tytuł.

Trener Maciej Skorża przyznaje, że choć najważniejsze jest dobre przygotowanie się do najbliższego meczu ligowego, to nie uniknie się rozmów o finale Pucharu Polski, choćby z powodów logistycznych. Drużyna wprost ze Śląska uda się do Warszawy, by spokojnie przygotować się do finału. Trener daje sobie 60 procent szans na wyprzedzenie Legii w lidze. – Wierzę, że Pogoń w Warszawie łatwo skóry nie sprzeda, a my odniesiemy dopiero czwarte wyjazdowe zwycięstwo w sezonie. Nie możemy więc stracić koncentracji, żyć już sobotnim meczem. Gdyby Legia straciła punkty, a my też, trudno byłoby to sobie darować – mówi trener.

Twardo grające Podbeskidzie nigdy dla Lecha nie było wygodnym przeciwnikiem. Tym razem rywal będzie szczególnie zmotywowany, bo w wypadku zwycięstwa może uratować sezon miejscem w pierwszej ósemce. Remis nic nie da żadnej z drużyn. Lechowi nie będzie pomagać fatalny, sprzyjający grze długimi podaniami stan murawy na nowym stadionie w Bielsku-Białej. Lubujący się w takim stylu gospodarze stracili parę środkowych obrońców, więc raczej nie nastawią się na destrukcję, spróbują zaatakować. Lech lubi tak grających przeciwników. Przekonał się o tym ostatnio Śląsk. Po tamtym meczu wiemy już, na co stać Lecha. Pytanie tylko, czy potrafi powtórzyć półgodzinny koncert z soboty.

Trener Skorża po nieszczęsnym meczu z Koroną wie już, że wystawianie co trzy dni tej samej „jedenastki” to nie jest dobry pomysł. Gdyby nawet chciał wypuścić do boju ten sam skład, co ostatnio, to nie ma na to szans, bo kontuzja wyklucza z gry Lovrencsicsa, który naciągnął mięsień i borykającego się z urazem stopy Arajuuri’ego. Jest szansa, że wyzdrowieją przed finałem. Trener chce w środę dać szanse także piłkarzom, którzy do tej pory rzadko pojawiali się na boisku, aby mogli potwierdzić przydatność do drużyny. Cieszy się z powrotu zawodnika stanowiącego o sile ofensywnej drużyny – Szymona Pawłowskiego. Czy jednak skrzydłowy, który miał utrudnione przygotowania do sezonu i długo łapał formę potrafi zagrać trzy dobre mecze w tydzień?

Lech i Podbeskidzie to zespoły, które tracą najwięcej bramek po stałych fragmentach gry. Lech jednak potrafi w ten sposób gole także zdobywać. Ma w składzie Douglasa, którego dwie asysty dały zwycięstwo nad Śląskiem. Szkot potrafi też zdobywać piękne gole po rzutach wolnych. – Takie strzały trenowałem od dziecka. Gdy już byłem piłkarzem, często zostawałem po treningach, by nad tym pracować. Asysty nie są tak ważne i spektakularne jak zdobywanie bramek, ale dają mi satysfakcję. Koledzy wiedzą, w które miejsce poślę piłkę, a ja się cieszę, że mogą podawać naszym dobrze grającym głową obrońcom – mówi Barry Douglas.