Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Fińskie zwycięstwo Kolejorza

włącz .

Kibice, którzy znów nadspodziewanie licznie mimo ostatnich rozczarowań zjawili się na stadionie, w cenie jednego mogli obejrzeć aż dwa mecze. O tym pierwszym, czyli o 45 minutach przed przerwą chcieliby jednak jak najszybciej zapomnieć. W drugiej połowie najpierw zaczęły padać race, rzucane na boisko z sektora gości, a potem gole. Na szczęście tylko dla Kolejorza, który rozegrał najlepszą połowę w tym roku i pewnie, choć zbyt nisko pokonał naiwnie, optymistycznie grający Śląsk Wrocław.

O grze piłkarzy Lecha w pierwszej połowie najlepiej świadczy statystyka fauli. Popełnili zaledwie cztery przewinienia, z czego aż trzy Karol Linetty, jedyny walczący piłkarz w niebieskiej koszulce. Pozostali markowali grę. Znów zawodził Szymon Pawłowski, słaby fizycznie, łatwo tracący piłki albo posyłający je ponad bramkę. Hamalainen snuł się po boisku, nieźle jak zwykle grał Trałka, a Dawid Kownacki, grający jako środkowy napastnik, nie miał szans poradzić sobie z silnymi, sprawnymi, zdecydowanie interweniującymi obrońcami Śląska.

Drużyna z Wrocławia przystąpiła do meczu tak, jakby przyjechała po swoje. Postanowiła stłamsić Lecha, wybić mu piłkę z głowy. Zastosowała ostry pressing. Obrońcy gospodarzy nie mogli już „konstruować” akcji w ulubiony sposób, czyli wymieniać dziesiątki podań w stylu ja do ciebie, ty do mnie. Śląsk natychmiast nacierał na piłkarza będącego przy piłce, zmuszał do wycofywania jej do bramkarza lub bezładnego wybijania do przodu. Przy każdym Lechicie, do którego podawali koledzy, błyskawicznie pojawiało się dwóch-trzech interweniujących rywali. Szczęście dla Kolejorza, że posiadający optyczną przewagę goście nie stwarzali groźnych sytuacji bramkowych. Lech był jeszcze bardziej bezzębny.

To był ryzykowny sposób gry Śląska, rzadko która drużyna wytrzymuje tak agresywną postawę do końca spotkania, konsekwencją intensywnego pressingu prędzej lub później jest utrata sił. Na początku drugiej połowy Śląsk znów próbował zdominować Lecha, ale z biegiem czasu mecz stawał się coraz bardziej wyrównany. Potem Kolejorz wyraźnie przyspieszył, zaatakował z rozmachem, bo miał na to dużo miejsca, a goście nie potrafili dotrzymać mu kroku. Po przerwaniu meczu na kilka minut z powodu głupiego zachowania fanów Śląska to Lech zaczął grać agresywnie, a przy tym szybko i składnie. Kilka akcji spaliło na panewce z powodu niedokładności w zagraniach. Po kilku minutach Lech strzelił pięknego gola, gdy mierzone podanie Douglasa w efektowny sposób, z pierwszej piłki, wykorzystał Hamalainen.

Nic nie było jeszcze przesądzone, bo piłkarze Śląska ciągle byli groźni. Szybko rzucili się do odrabiania straty, a to bardzo ucieszyło piłkarzy Lecha. Nareszcie znaleźli przestrzeń do swojego ulubionego rozgrywania akcji na pełnej szybkości. Stworzyli mnóstwo idealnych sytuacji bramkowych. Albo strzelali wprost w bramkarza, albo minimalnie niecelnie. Udało się zdobyć jeszcze tylko jednego gola, a znów asystentem był Douglas. Idealnie dośrodkował z rzutu wolnego, a Arajuuri popisał się pięknym wyjściem do piłki i celnym strzałem głową, idąc w ślady kolegi z reprezentacji Finlandii. To był bardzo dobry mecz obrońcy. Niezrażeni goście wciąż ambitnie atakowali, Machaj trafił nawet w poprzeczkę po rzucie wolnym, a Lech kontrował.

Nareszcie zobaczyliśmy takiego Pawłowskiego, jakiego podziwialiśmy w ubiegłym roku. Był nie do zatrzymania dla obrońców, mijał ich zwodami, obsługiwał kolegów, trafił w słupek. Rozegrał się też Hamalainen. W drugiej połowie mecz był pięknym widowiskiem, głównie dzięki naiwności odważnie atakujących piłkarzy Śląska. Ich sposób gry był wodą na młyn dla rozpędzającego się z każdą minutą Lecha. Jak tłumaczyli przedstawiciele sztabu szkoleniowego z Wrocławia, tamtejsi zawodnicy nie są wyrachowani, uczeni są gry dla publiczności. I zagrali dla publiczności – poznańskiej, która przeżywała radość, bo dystans do Legii udało się zmniejszyć o połowę.

Lech Poznań – Śląsk Wrocław 2:0 (0:0)

Bramki: 1:0 Kasper Hamalainen (57.), 2:0 Paulus Arajuuri (84.)

Sędziował Marcin Borski z Warszawy

Widzów 22.175

Lech: Maciej Gostomski - Tomasz Kędziora, Marcin Kamiński, Paulus Arajuuri, Barry Douglas - Łukasz Trałka, Karol Linetty - Gergo Lovrencsics (72. Dariusz Formella), Kasper Hamalainen (92. Niklas Zulciak), Szymon Pawłowski (88. Muhamed Keita) - Dawid Kownacki.

Śląsk: Mariusz Pawełek - Piotr Zieliński, Piotr Celeban, Mariusz Pawelec, Krzysztof Ostrowski - Tomasz Hołota, Krzysztof Danielewicz (73. Thomas Hateley) - Robert Pich (73. Milos Lacny), Marco Paixao, Flavio Paixao - Mateusz Machaj (85. Kamil Dankowski).