Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Tajne gierki przy Bułgarskiej

włącz .

Środowy trening Lecha miał być otwarty dla mediów. Sztab szkoleniowy zastrzegł jednak, że tylko przez 25 minut, bo zarządził gierkę treningową, a nie chce pomagać przeciwnikom w rozszyfrowaniu taktyki drużyny. Jakby ktokolwiek nie wiedział, że gwarancją sukcesu w meczu z Lechem jest zmuszenie go do ataku pozycyjnego. Taktyka nie ma znaczenia. Gdy rywal mądrze ustawi się na swojej połowie, ślamazarny Lech jest bezradny.

W sobotę Lech zmierzy się u siebie ze Śląskiem Wrocław. Co zrobić, żeby tym razem nie zgubić punktów? Tomasz Rząsa, asystent trenera Maciej Skorży zapewnia, że analitycy Lecha nie próżnują i prowadzą obserwacje gry najbliższego przeciwnika. Lech będzie do sobotniego meczu przygotowany. Pracuje też nad poprawą stałych fragmentów gry w obronie, by nie stracić w ten sposób kolejnych bramek. Piłkarze grający w Lechu wiedzą, jak duża jest presja kibiców. Tymczasem niektórzy z nich, jak Muhamad Keita twierdzą, że źle się z tym czują, że lepiej, by presji nie było. I że to nieprawda, że zespół traci punkty, skoro w dwóch ostatnich meczach zdobył aż dwa.

– Skoro Muhamad twierdzi, że nie jest gotowy grać pod presją, to musi nad tym popracować. W Lechu zawsze jest presja. Tu wychodzi się na boisko po to, by grać o trzy punkty, a nie by zremisować lub jak najniżej przegrać – komentuje asystent trenera Lecha. Paulus Arajuuri zapewnia natomiast, że Lech nie ma problemów z mentalnością. – Ostatnie mecze zremisowaliśmy i to nie jest dobre, ale graliśmy o pełną pulę. Wiosna w naszym wykonaniu nie jest zła. Musimy teraz wygrać ze Śląskiem, to będzie ważny mecz – mówi obrońca Lecha.

Natomiast Tomasz Rząsa przyznaje, że Lech trochę przyhamował w decydującej fazie rozgrywek. – Liczyliśmy na komplet zwycięstw w ostatnich spotkaniach. Była euforia i wydawało się, że prześcignięcie Legii to tylko kwestia czasu. Tymczasem mamy już 4 punkty straty – mówi. Dlaczego Lech nie stwarza dobrych sytuacji bramkowych? Tomasz Rząsa nie zgadza się, że Lech nie potrafi atakować pozycyjnie. W Łęcznej grał bardzo dobrze, wywarł presję na Górniku, choć popełniał i błędy. – Do 30-40 metra przed bramką Górnika wszystko wyglądało bardzo fajnie. Brakowało jednak przełożenia tego na okazje bramkowe. Zawodnicy dużo biegali, ale nie wtedy i nie tak, jak trzeba. Analizujemy to, pokazujemy im, co robili źle – twierdzi.

Dlaczego zespół akurat teraz zgubił formę? – Przede wszystkim formę stracili piłkarze kluczowi, od których jesienią zależała jakość gry w ataku, tacy jak Pawłowski i Jevtić – mówi asystent trenera Skorży. Problemy z dyspozycją mają też inni, choćby Hamalainen, który rozgrywał zimą dobre sparingi, a wiosną wyszedł mu tylko jeden mecz – przeciwko Legii.

– Próbowaliśmy zaatakować pozycję lidera, ale nam się nie udało. To nie znaczy, że coś nam wiąże nogi, paraliżuje – zapewnia obrońca Marcin Kamiński. – Nie myślimy zresztą o tym, jaką zajmiemy aktualnie pozycję. Chcemy zdobywać punkty. Nie udawało nam się to ostatnio, remisowaliśmy w słabym stylu, nie stwarzaliśmy sobie wielu sytuacji. To nasz mankament, musimy nad nim pracować. Powinniśmy kreować o wiele więcej okazji bramkowych – dodaje piłkarz przecząc twierdzeniom Tomasza Rząsy o dobrej grze Lecha w ataku w ostatnich spotkaniach.