Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech zbyt słaby by wygrać w Łęcznej

włącz .

Śrubując rekordy w liczbie remisów nie można zdobyć mistrzostwa kraju. Trudno będzie nawet załapać się do strefy pucharowej. Lech nie ma teraz żadnego argumentu świadczącego o wyższości nad ligowym słabeuszem. Drużyna gra znacznie gorzej niż jesienią, na wygrywanie meczów zwyczajnie jej nie stać. Kluczowi zawodnicy są bez formy. Brakuje piłkarza wyrastającego ponad ligową przeciętność.

Lech zaczął mecz tak, jakby zależało mu tylko na tym, by za bardzo się nie zmęczyć. Nie widać było tego, co publicznie obiecał trener Maciej Skorża – determinacji, twardej walki o zwycięstwo. Nie było też jakości. Składająca się z przeciętnych zawodników, ale dobrze zorganizowana drużyna z Łęcznej nie pozwalała na nic ekipie podobno walczącej o mistrzostwo Polski. Oglądaliśmy to, co zwykle – mnóstwo niecelnych podań, bezmyślne przerzuty w miejsca, gdzie nie ma żadnego kolegi z drużyny, nieporadność w ofensywie, niepewność w obronie.

Pierwszy raz od kilku miesięcy od pierwszych minut zagrał Darko Jevtić. Nie spełnił nadziej trenera, jeszcze go na to nie stać. Notował najwięcej prostych strat, dawał się ogrywać piłkarzom zupełnie anonimowym. Kompletnie niewidoczny był Hamalainen, w pierwszej połowie tylko statystował. Kownacki próbował walczyć, wychodzić na czyste pozycje, ale 18-latek nie jest jeszcze graczem, na którym można oprzeć ofensywę. Jeszcze mnie pożytku było po drugiej stronie boiska z Lovrencsicsa. Zaur Sadajew, czyli właściwie jedyny środkowy napastnik w drużynie, w dziecinny sposób symulował faul, przez co wykluczył się z gry w następnym meczu. Czeka nas jeszcze jeden remis?

Mnóstwo bramek Lech w tym sezonie traci po stałych fragmentach gry, zwłaszcza rzutach rożnych. Uzdrowienie tej słabości przekracza możliwości sztabu szkoleniowego. W Łęcznej w ten sposób Lecha ukarał Górnik. Do piłki nieporadnie wybitej poza pole karne dopadł Białorusin Filip Rudik i zdobył ładnego gola. Dopiero wtedy Lech pokazał trochę energii, próbował przycisnąć, jak najszybciej doprowadzić do wyrównania. To się nie może udać, gdy brakuje strzałów, wyjścia zawodników na dobre pozycje, a wrzucanie piłki w pole karne jest wodą na młyn dla solidnego bramkarza.

Lechowi udało się jednak wyrównać jeszcze w pierwszej połowie. Tym razem to on dobrze wykonał rzut rożny, co w tym sezonie nie jest bynajmniej normą. Piłkę przejął Sadajew i lekkim, spokojnym strzałem lewą nogą umieścił ją w siatce. Do drugiej połowy Lech mógł przystąpić z nadziejami. Uwierzył, że można strzelać gospodarzom bramki, nawet kiedy nie jest się w formie i trudno konstruować sensowne akcje ofensywne.

Chcąc jednak zaskoczyć obronę przeciwnika, nie można atakować jednym tempem, statycznie, a do tego łatwo tracić piłkę, seriami przegrywać bezpośrednie pojedynki z dużo bardziej ruchliwymi piłkarzami Górnika. Widać było, że Lech nastawiony jest na grę do przodu, ale kompletnie nic mu nie wychodziło. Wszystkim piłkarzom Lecha brakowało jakości. Wszyscy są w bardzo kiepskiej dyspozycji, a w najgorszej gracze ofensywni. Żaden piłkarz w białej koszulce nie wykazał wyższości nad tytanami futbolu z Łęcznej.

Górnik umiejętnie paraliżował kiepskie ofensywne próby Lecha. Starał się wyprowadzać kontry, co nie było trudne po niecelnych podaniach i prostych stratach Lechitów. Kilka razy, gdyby nie dobrze interweniujący Maciej Gostomski, gospodarze mogli objąć prowadzenie. To był jedyny gracz Kolejorza, który nie popełniał błędów. W drużynie marzącej o dogonieniu Legii, ale nie wykazującej w tym wielkiej determinacji, absolutnie nikt nie wykazał się czymkolwiek pozytywnym.

Wyrównany mecz dwóch drużyn grających na porównywalnym poziomie zakończył się zasłużonym remisem. To sygnał dla kibiców Kolejorza: nie liczcie na nas. W tym sezonie na wiele nas nie stać.

Górnik Łęczna – Lech Poznań 1:1 (1:1)

Sędziował Tomasz Musiał.

Widzów ok. 5 tys.

Bramki: Rudik (20.) – Sadajew (45.+1.)

Żółte kartki: Cernych, Szmatiuk, Mierzejewski, Nowak - Sadajew, Jevtić

Górnik: Prusak – Mierzejewski, Bielak, Bozić (46. Nikitović), Mraz – Szmatiuk, Rudik (74. Burkhardt) – Bonin, Nowak, Cernych – Razulis (70. Hasani).

Lech: Gostomski – Kędziora, Arajuuri, Kamiński, Henriquez – Trałka, Jevtić – Lovrencsics (63. Formella), Hamalainen, Kownacki – Sarajew (77. Ubiparip).