Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Piłkarze Lecha marzą o mistrzostwie. Wytrzymają ciśnienie?

włącz .

Tego, co dzieje się między Legią a Lechem nie można nazwać wyścigiem po tytuł. To raczej konkurs o nazwie: „Kto zmarnuje więcej szans niż my?”. Lechowi łatwo byłoby wyprzedzić rywala, gdyby nie brak formy ważnych piłkarzy. Ostatnio do grona tych, co zawodzą dołączyli bramkarze. Sztab trenerski nie widzi jednak sensu dokonywać rewolucji. Krzysztof Kotorowski raczej nie ma szans na powrót do bramki.

Przed Lechem wyjątkowy okres. W kwietniu i na początku maja czekają go kluczowe mecze. Jeśli je wygra, odniesie wielki, podwójny sukces. Trzeba trzykrotnie zwyciężyć w lidze i liczyć, że Legia potknie się choć raz, bo to pozwoli zająć lepszą pozycję przed rundą dodatkową, grać u siebie. Trzy dni po ostatnim meczu ligowym w Bielsku Białej, czyli 2 maja trzeba zagrać w finale Pucharu Polski. Kolejnym rywalem też będzie Legia, już w rundzie dodatkowej. Najpierw jednak, już w tę niedzielę, trzeba wygrać w Łęcznej, co nie będzie łatwym zadaniem, bo Górnik gra u siebie bardzo dobrze, regularnie punktuje.

– Ta drużyna jest teraz w trochę słabszej dyspozycji niż jesienią, gdy w Poznaniu sprawiła nam dużo problemów, ale pamiętajmy, jak dobrze spisuje się na własnym boisku. Jesteśmy przygotowani na ciężką walkę – zapowiada Dariusz Żuraw, asystent Macieja Skorży. Sztab Lecha zna atuty Górnika i wie, jak przeciwstawić im własne, by udowodnić, że Kolejorz jest lepszym zespołem.

Piłkarze Lecha trenowali w czwartek w ograniczonym składzie. Część zawodników otrzymała wolne, niektórzy spędzili czas w siłowni. Osobno trenowali Karol Linetty i Muhamad Keita. Do meczu w Łęcznej mają być jednak w pełni sił, a wtedy wydarzy się rzecz w Lechu nie notowana od niepamiętnych czasów – wszyscy piłkarze będą zdrowi, zdolni do gry. Trener będzie miał więc duży komfort, ale sen z powiek spędza mu brak formy czołowych graczy. – Nie ukrywam, że daleko mi do tego, co pokazywałem jesienią. Ostatnio nawet straciłem miejsce w składzie. Ławka jest wygodna, ale nie chcę tam zbyt długo siedzieć. Liczę, że wrócę do formy i do gry. Przed nami wiele jeszcze ważnych spotkań – mówi Szymon Pawłowski.

Dotychczas bramkarze Lecha rzadko zawodzili, ale ostatnio i oni wydają się mieć kryzys formy. Burić nie popisał się w Stargardzie, a Gostomski popełnił fatalny błąd w meczu z Koroną, po którym Lech stracił bramkę, choć na jego szczęście sędzia też się pomylił i prawidłowego gola nie uznał. Kibice wspominają ostatni mistrzowski sezon Lecha, gdy na decydujące mecze wszedł do bramki Kotorowski i spisywał się doskonale. – Każdy ma prawo do błędu, a „Gostkowi” tak poważny zdarzył się dopiero pierwszy raz. Nie mamy zamiaru robić rewolucji, przeprowadzać radykalnych zmian – twierdzi Andrzej Krzyształowicz pytany, czy w obecnej sytuacji „Kotor” ma szansę na grę. Zwraca też uwagę, że pojawi się kolejny problem, gdy i zmiennik popełni błąd. Znów trzeba będzie dokonywać zmiany?

A co na to doświadczony bramkarz Kolejorza? – Trenuję przez cały czas i jestem gotowy wejść do bramki – zapewnia „Kotor”. – Nic mi nie dolega, jestem do dyspozycji. Moi koledzy spisują się jednak bardzo dobrze, więc zmiana w bramce jest mało prawdopodobna. Wszystkim nam zależy, by po kilku latach przerwy sięgnąć po mistrzostwo. Koledzy, którzy tu przyjeżdżają z zagranicy chwalą atmosferę panującą na stadionie, doping kibiców, ale nie wyobrażają sobie, co w mieście będzie się dziać, jeżeli odniesiemy sukces. Staram się im to uzmysłowić. To są moje ostatnie chwile z wyczynowym futbolem, bardzo bym chciał coś takiego jeszcze przeżyć.