Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech szczęśliwie pokonał słabego Zawiszę

włącz .

Ślub Luisa Henriqueza kosztował jego kolegów z drużyny i kibiców Lecha dużo nerwów. Obrońca uczcił zawarty dzień wcześniej związek małżeński bramką, co ucieszyło go tak bardzo, że zdjął koszulkę wiedząc, że zobaczy za to żółtą kartkę. Po przerwie ujrzał jeszcze jedną i osłabił zespół. Lechowi szczęśliwie udało się przetrwać szturm ligowego „potentata” i szczęśliwie zwyciężając 3:2 awansować z 11. miejsca w tabeli aż na 5.

  No images found.

Przez pierwsze 20 minut Zawisza Bydgoszcz, wspierany przez liczną, świetnie dopingującą grupę kibiców, zupełnie nie istniał. Lech swobodnie atakował. Pierwszego gola zdobył Bartosz Ślusarski, występujący tym razem od początku meczu, mając za partnera w ataku Ubiparipa. „Ślusarz” dopełnił formalności, bo idealnie obsłużył go grający na prawej obronie Hubert Wołąkiewicz. Zapachniało wysokim zwycięstwem, tym bardziej, że po kwadransie wynik podwyższył Hanriquez, po dobrym podaniu Pawłowskiego.

Zamiast kolejnych bramek dla Lecha mecz nagle zrobił się wyrównany, bo Lech sam sobie robił problemy. Mnożyły się niecelne podania, zmarnowane akcje, nieprzemyślane rozegrania. Zawiszy udało się złapać kontakt, gdy naciskany (być może nieprzepisowo) Kotorowski złapał piłkę już za końcową linią, a gola po rzucie rożnym strzelił Masłowski. Mogło być jeszcze gorzej. Lech nie potrafił się odnaleźć, a goście zaatakowali śmielej i groźnie strzelali.

Nie jest to drużyna artystów, raczej solidnych rzemieślników, ale obdarzonych bardzo dobrymi warunkami fizycznymi. Duże wrażenie robili rośli i mocno zbudowani obrońcy, a Francuz Herold Goulon wyglądał tak, jakby pomylił dyscypliny sportowe. Piłkarze Lecha odbijali się od niego, gdy próbowali odebrać mu piłkę, szczególnie drobny Daylon Claasen. Zawodnik z RPA zadebiutował w tym meczu. Okazało się, że szybko i sprawnie operuje piłką, potrafi przyspieszyć grę, wyjść na pozycję, zanotował jednak i sporo prostych strat piłki. Zapewnił Lechowi zwycięstwo. Przejął nie do siebie adresowane podanie Wołąkiewicza, znalazł się sam przed bramkarzem i pokonał go z zimną krwią. Trudno o lepszy debiut.

Zrobiło się więc 3:1 i wydawało się, że jest po meczu, jednak była to dopiero 52. minuta, a wkrótce drugą żółtą kartkę zobaczył Henriquez. I obraz meczu zupełnie się odmienił, bo Lech natychmiast stracił koncept. Dał się zamknąć przeciętnej drużynie na swojej połowie, nie potrafił wyprowadzić kontrataku, bezładnie wybijał piłkę na oślep. Klasowa drużyna nie zachowuje się w ten sposób. Zawisza szybko odrobił część strat, po kolejnym stałym fragmencie gry. Rzut wolny egzekwowany był z ostrego kąta. Obrońcy Lecha spodziewali się dośrodkowania, tymczasem Łukasz Skrzyński posłał w kierunku bramki mocną piłkę, która minęła wszystkich i zatrzymała się w siatce.

Na domiar złego Lech stracił jeszcze jednego zawodnika. Sędzia, pan Paweł Raczkowski pokazał zawodnikom Lecha aż 6 żółtych kartek. Zawodników Zawiszy traktował ulgowo, mimo iż nie przebierali oni w środkach. Mocno kopnięty Łukasz Teodorczyk powinien był zejść z boiska, by nie pogłębiać urazu. Wszystkie zmiany były jednak już wykorzystane. Sztab medyczny kilkakrotnie doprowadzał go do jako takiego stanu i na własne życzenie "Teo" dotrwał do końca meczu, by nie osłabiać drużyny jeszcze bardziej. Dużego zagrożenia dla Zawiszy stanowić w tej sytuacji nie mógł. Złapał zresztą kontrowersyjną kartkę, gdy otrzymał sygnał, że może zza linii wejść na boisko, ale sędzia stwierdził, iż zgody na to nie było.

Koniec meczu kosztował kibiców Lecha dużo nerwów. Atakujący Zawisza miał kilka dobrych okazji bramkowych. Trochę lepsza drużyna prawdopodobnie wywiozłaby z Bułgarskiej wszystkie punkty. Grający ambitnie Kolejorz ciągle zaufania swoją grą nie budzi. Dobrze, że mamy dwutygodniową przerwę w rozgrywkach, być może uda się choć trochę poprawić formę drużyny.

Dzięki temu, że do Poznania przyjechała liczna grupa kibiców Zawiszy, wieczór przy Bułgarskiej był emocjonujący. Także fani Kolejorza zachowywali się fantastycznie wspierając drużynę w najtrudniejszych momentach. Bez ich dopingu mecz byłby wydarzeniem bez porównania smutniejszym. Potrzeba dużo złej woli, by postawić zarzuty, że stanowili zagrożenie, bo stali na schodach. Z wzorową postawą kibiców kontrastowały siejące groźę komunikaty informujące o obowiązujących przepisach, jakby ktoś zapomniał, że mecz to impreza służąca rozrywce, a nie wszczynaniu represji wobec tych, co płacą za bilety.

Lech Poznań - Zaiwsza Bydgoszcz 3:2 (2:1)

Bramki: 1:0 Ślusarski (4), 2:0 Henriquez (18), 2:1 Masłowski (33), 3:1 Claasen (52), 3:2 Skrzyński (66)

Widzów: 19.393

Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)

Żółte kartki: Wołąkiewicz, Henriquez, Kamiński, Teodorczyk, Kotorowski - Skrzyński, Masłowski

Czerwona kartka: Henriquez (55-za dwie żółte)

Lech: Krzysztof Kotorowski - Hubert Wołąkiewicz, Marcin Kamiński, Manuel Arboleda, Luis Henriquez - Szymon Pawłowski, Łukasz Trałka, Kasper Hamalainen, Daylon Claasen (77. Gergo Lovrencsics) - Vojo Ubiparip (62. Szymon Drewniak), Bartosz Ślusarski (71. Łukasz Teodorczyk)

Zawisza: Wojciech Kaczmarek - Igor Lewczuk, Andre Micael, Łukasz Skrzyński, Sebastian Ziajka - Herold Goulon (73. Paweł Strąk), Sebastian Dudek (90. Piotr Kuklis) - Jakub Wójcicki, Michał Masłowski, Piotr Petasz (63. Luis Carlos) - Bernardo Vasconcelos