Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Męczarnie przy Bułgarskiej. Wyszarpali awans

włącz .

2 maja na Stadionie Narodowym Lech zmierzy się z Legią. Kibiców czekają wielkie emocje, zapowiada się piękny wyjazd, ale niewiele brakowało, byśmy obeszli się smakiem. Lech grał w obu meczach przeciwko Błękitnym Stargard tak nieudolnie, że udało mu się wyeliminować drugoligowca po męczarniach, kosztem dużego wysiłku, kilku urazów. Do kompromitacji brakowało niewiele.

Nie dość, że Lech zblamował się w pierwszym meczu półfinałowym, to rewanż zaczął się dla niego tragicznie. Co prawda osiągnął wyraźną przewagę, zepchnął przeciwnika do obrony, ale z prowadzonych z rozmachem ataków nic nie wynikało. Kownacki i Hamalainen fatalnie pudłowali, a ten pierwszy powinien otworzyć mecz na samym początku. Brakowało klasycznego napastnika, do którego można byłoby zagrywać piłki. Nie dość, że nic nie wychodziło w ataku, to jeszcze gorzej było w obronie. Niecelne podanie głową Keity, fatalna postawa Arajuuri’ego, który dał się ograć jak dzieciak i goście umiejętnie wykończyli piękną kontrę.

Stadion zatrząsł się, gdy podskoczyły co najmniej 3 tysiące kibiców Błękitnych. Przybyli do Poznania kilkudziesięcioma autobusami, mocno wspierali swą drużynę, darowali sobie trąbki i kołatki. Podobnie jak ich drużyna, niczym nie ustępowali wielu klubom z ekstraklasy. Wydawało się wtedy, że jest po meczu, bo teraz Lech musiał strzelić co najmniej trzy gole, by marzyć o przedłużeniu szans na awans, a w ataku nie wychodziło mu kompletnie nic. W dodatku drużyna stosowała taktykę, w której lubuje się od dawna – wymieniała w nieskończoność podania w środku boiska, wycofywała piłkę do bramkarza. Goście czyhali na przejęcie piłki, by wyprowadzić jeszcze jedną, decydującą z pewnością kontrę.

Błękitni dowiedli, że grają ambitnie i składnie, z wielką determinacją i odwagą, ale brakuje im doświadczenia. Kosakiewicz, który miał już żółtą kartkę, ostro sfaulował rozpędzonego Trałkę i wyleciał z boiska. „Złodzieje!” – skandowali wyrobieni piłkarsko kibice ze Stargardu. Podejrzewali spisek przeciwko ich drużynie. Lechowi grało się od tego momentu łatwiej. Jeszcze w pierwszej połowie zadał dwa skuteczne ciosy. Arajuuri zrehabilitował się za błąd przy stracie bramki zamieniając piękną główką na gola dokładne podanie Douglasa po rzucie wolnym. Tuż przed końcem połowy gola zdobył Dariusz Formella.

Do drugiej połowy Lech przystąpił z nadzieją, że osłabiony liczebnie i słabnący fizycznie z każdą minutą zespół ze Stargardu pęknie. Mijały jednak minuty, Lech atakował bezproduktywnie, rosła nerwowość na trybunach, kibice gwizdali po kolejnych podaniach w szerz boiska, wściekali się po marnowanych dobrych okazjach bramkowych, nieudolnie wykonanych rzutach rożnych. Sytuacja poprawiła się po wejściu na boisko Jevticia (zastąpił zakrwawionego po starciu w polu karnym Pawłowskiego) – to był jedyny zawodnik Lecha, który potrafił rozprowadzić akcję, przytrzymać piłkę w ataku, podać na wolne pole. Kwadrans przed końcem meczu udało się wreszcie zdobyć trzeciego gola, gdy dobrze głową strzelił Kownacki.

Mimo rosnącej przewagi Lech w regulaminowym czasie nie zdobył decydującego gola. Trzeba było czekać aż do dogrywki, gdy udało się rzucić walczących ze skurczami piłkarzy Błękitnych na kolana (dosłownie). Hamalainen wykorzystał wreszcie jeden z niezliczonych rzutów rożnych, potem swego drugiego gola dorzucił Kownacki. Publiczność wściekała się, gdy Lech przestał atakować i starał się trzymać piłkę daleko od własnej bramki. Goście grali niezwykle ambitnie, starali się iść do przodu przy każdej okazji, jakby ciągle jeszcze wierzyli w awans. Po ostatnim gwizdku padli na murawę kompletnie wyczerpani. Skutki 120 minut walki będą czuć długo, podobnie zresztą jak piłkarze Lecha, których już w niedzielę czeka trudny mecz z Koroną Kielce.

Lech Poznań – Błękitni Stargard 5:1 po dogrywce (2:1, 3:1)

Bramki: 0:1 Piotr Wojtasiak (19.), 1:1 Paulus Arajuuri (34.), 2:1 Dariusz Formella (44.), 3:1 Dawid Kownacki (74.), 4:1 Kasper Hamalainen (100.), 5:1 Dawid Kownacki (106.)

Żółte kartki: Dawid Kownacki, Muhamed Keita, Dariusz Formella, Darko Jevtić - Łukasz Kosakiewicz.

Czerwona kartka: Łukasz Kosakiewicz (za drugą żółtą)

Widzów: 18.461

Lech: Maciej Gostomski - Tomasz Kędziora, Marcin Kamiński, Paulus Arajuuri, Barry Douglas - Łukasz Trałka, Karol Linetty (73. Vojo Ubiparip) - Szymon Pawłowski (55. Darko Jevtić), Muhamed Keita (27. Dariusz Formella), Kasper Hamalainen - Dawid Kownacki.

Błękitni: Marek Ufnal - Łukasz Kosakiewicz, Maciej Liśkiewicz, Tomasz Pustelnik, Ariel Wawszczyk - Wojciech Fadecki (95. Sebastian Inczewski), Rafał Gutowski, Bartłomiej Poczobut, Bartosz Flis, Piotr Wojtasiak (67. Radosław Wiśniewski) - Robert Gajda (31. Patryk Baranowski).