Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Wreszcie wyjazdowe zwycięstwo Lecha!

włącz .

Ciągle w grze Kolejorza występującego na obcym boisku widać niepewność, powtarzają się odwieczne błędy w defensywie, kłopoty z wykorzystywaniem stałych fragmentów gry. Tym razem oprócz tego była i ambicja, pojawił się wreszcie pomysł na grę. Dzięki temu Lech pokonał w Bełchatowie GKS 2:1 zapewniając sobie chwilowe liderowanie w tabeli, a kibicom miłe święta. Klasą dla siebie byli Łukasz Trałka i Zaur Sadajew.

Jedyną korzyścią z blamażu Lecha w Stargardzie była zupełnie inna postawa drużyny w kolejnym meczu wyjazdowym. Nareszcie przystąpił do gry tak, jak powinien zawsze – na poważnie. Nie było odpuszczania, podawania w poprzek boiska wtedy, gdy trzeba i gdy nie trzeba. Była walka, zaangażowanie i nadspodziewanie dobra, dojrzała postawa młodego Jakuba Serafina (na zdjęciu). Grał prawie tak dobrze, jak czołowa postać linii środkowej Lecha – Trałka. W dodatku, gdyby zachował trochę zimnej krwi, mógł w pierwszej połowie strzelić gola. Dwukrotnie źle trafił w piłkę.

Byłaby to druga bramka Kolejorza, bo najpierw piękną akcję Hamalainena, który był silniejszy i dużo szybszy od obrońcy, wykończył Keita. Goście grali wtedy dojrzale w defensywie i efektywnie w ataku, gdzie prym wiódł górujący nad wszystkimi siłą, techniką, dojrzałością Zaur Sadajew. Szkoda, że nie zawsze go takiego oglądamy. Ofensywni gracze Lecha często zmieniali pozycje, podawali na wolne pole, celnie dośrodkowywali. Były i normalne dla Lecha błędy, takie jak niecelne podania, wycofywanie piłki do bramkarza, który kierował ją na aferę, na pewną stratę. Na szczęście to były tylko momenty. Przewaga w pierwszej połowie należała do Lecha, szczególnie po zdobyciu bramki.

Początkowo GKS próbował grać bardzo szybko, nie przetrzymywać piłki w środku pola,wyprowadzać kontry. Kilka razy piłkarze Lecha dali się na to nabrać, ale gospodarze byli niedokładni, brakowało im ostatniego podania. W pierwszej połowie nie oddali ani jednego celnego strzału. Po przerwie Marek Zub, mający doskonałe wspomnienia z meczów przeciwko Lechowi, wzmocnił atak, wpuścił na boisko Bartosza Ślusarskiego. Efekty przyszły szybko, GKS uzyskał niewielką przewagę, atakował energicznie, choć ciągle chaotycznie.

Gdyby na początku drugiej połowy Lech dobił gospodarzy, mecz byłby rozstrzygnięty. Dwukrotnie szanse na to miał Hamalainen. Najpierw uderzył niecelnie po podaniu Formelli, potem bramkarz zdołał odbić jego strzał. W tym momencie zaczął się zmierzch Lecha. Mnożyły się niecelne podania, proste straty, nie wszystkim się chciało podejmować walkę, startować do spornych piłek. Bełchatów zwietrzył szansę, atakował coraz śmielej, oddał pierwszy celny strzał, na szczęście wprost w Gostomskiego. Bramkarz odbił też drugi celny strzał, ale już kolejny trafił do bramki Lecha. Fatalnie zachowała się obrona gości, a zwłaszcza Douglas.

Wydawało się, że koszmary Lecha wracają, że ten mecz można, nawet przy lepszej grze niż w poprzednich meczach, przegrać. Bardzo szybko udało się jednak wykorzystać stały fragment – podawał Douglas, celnie głową uderzył Arajuuri i Lech znów prowadził. Po chwili powinien podwyższyć wynik, po profesorskich zagraniach Sadajewa, najlepszego piłkarza na boisku, strzałach Hamalainena i Formelli, któremu wyszedł wspaniały, celny wolej. Bramkarz gospodarzy był na posterunku, wybił zmierzającą „pod ladę” piłkę.

Widać było brak pewności w grze Lecha. Drużyna zbyt często przegrywała na wyjazdach, by teraz iść po trzy punkty jak po swoje. Miała na szczęście przeciwko sobie jednego z najsłabszych obecnie w lidzie przeciwników. Bełchatów poniósł czwartą porażkę z rzędu. A Lech – choć nie chce się w to wierzyć – wygrał w tym sezonie na obcym boisku dopiero trzeci raz. Nie mógł wystąpić w optymalnym składzie, ale stworzyło to szanse coraz dojrzalszemu Serafinowi i Zulciakowi, który zadebiutował na boisku ekstraklasy.

GKS Bełchatów – Lech Poznań 1:2 (0:1)

Bramki: Wroński (71.) - Keita (26.), Arajuuri (74.)

Żółte kartki: Mójta, Małkowski – Trałka, Douglas

GKS: Zubas – Zbozień, Baranowski, Telichowski, Mójta – Baran (83. Witasik) – Michał Mak, Wacławczyk (46. Ślusarski), Komołow (68. Wroński), Małkowski – Piech.

Lech: Gostomski – Kędziora, Arajuuri, Kamiński, Douglas – Trałka, Serafin (84. Kadar) – Formella (89. Zulciak), Hamalainen, Keita (75. Pawłowski) – Sadajew.