Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Legia wreszcie pokonana!

włącz .

W obecności ponad 41 tysięcy szalejących ze szczęścia kibiców Lech rzucił odwiecznego rywala na kolana. Wynik – tylko 2:1. Szkoda, że nie udało się wygrać dużo wyżej. Były na to wielkie szanse, bo mecz, po niemrawej pierwszej połowie, gdy nerwy paraliżowały ruchy poznańskich piłkarzy, w drugiej ułożył się dla Kolejorza fantastycznie.

Miało być inaczej. Kibice z Poznania liczyli, że uda się zdominować Legię od pierwszych minut, stwarzać dobre sytuacje bramkowe, którąś wykorzystać. Piłkarze Lecha zaczęli jednak ten mecz sparaliżowani, zdenerwowani, kompletnie nic im nie wychodziło, mnożyły się proste błędy. Co najgorsze – jednym z najczęściej mylących się był Jasmin Burić. Podawał piłkę rywalom, popełniał kiksy, gubił się.

Obawialiśmy się, że Legia, której wystarczy utrzymać wysoką punktową przewagę nad Lechem do końca rozgrywek, zagra defensywnie, zmusi Lecha do stosowania ataku pozycyjnego, w którym jest zupełnie bezradny. Nic takiego nie nastąpiło. Goście zagrali ofensywnie, próbowali atakować w każdej sprzyjającej sytuacji, łatwo przedostawali się pod bramkę Lecha. Kolejorz lubi takich przeciwników, ma wtedy dużo przestrzeni, może stosować swój ulubiony szybki atak. Okazji do skarcenia w ten sposób Legii było kilka. W innej sytuacji udałoby się, tym razem jednak piłkarze Lecha mieli nogi powiązane strachem, nie wychodziło im proste rozegranie piłki.

Najczęściej piłkę tracił Kownacki, który nie pokazał ani jednego przyzwoitego zagrania, a gdyby trochę dojrzalej się zachował, mógł kilka razy znaleźć się w dobrej sytuacji. Doświadczeni obrońcy Legii łatwo sobie z nim radzili, przestawiali go, zostawiali bez piłki. W pierwszych 45 minutach łatwo było poznać, który zespół ma doświadczenie i duże obycie w futbolowym świecie, a który póki co ma tylko wysokie aspiracje. Mecz nie był pięknym widowiskiem, niewiele się działo ciekawego.

Druga połowa zaczęła się podobnie. Lech nadal walczył nie tylko z Legią, ale i własnymi nerwami. Tak było przez kwadrans. Potem okazało się, że gospodarze mają w składzie indywidualności potrafiące zmienić oblicze meczu. Barry Douglas posłał piłkę do na odległość kilkudziesięciu metrów do Hamalainena. Ten czuł się tego wieczoru bardzo dobrze. Znalazł się w fantastycznej sytuacji. Oddał strzał, jednak Arkadiusz Malarz, bramkarz Legii wybiegł przed pole karne i uratował sytuację, ale tylko na chwilę. Natychmiast ujrzał czerwoną kartkę, bo bronił ręką. Rzut wolny jak zwykle doskonale wykonał Douglas, nierozgrzany Kuciak był bez szans.

Publiczność oszalała z radości, a piłkarzom Lecha od tego momentu przestały trząść się łydki. Nabrali pewności siebie, bo nie dość, że prowadzili, to mieli liczebną przewagę. Wykorzystywali ją mądrze rozgrywając piłkę, zmuszając Legię do biegania, starali się ją skarcić kolejnym szybkim atakiem. Po kilku minutach powiodło się to, gdy wspaniale rozegrali piłkę Linetty i Hamalainen. Fin wyszedł sam na sam i pokonał Kuciaka. Wydawało się, że mecz jest rozstrzygnięty, a jeżeli cokolwiek się zmieni, to liczba strzelonych przez zwycięzców bramek. I rzeczywiście okazji było bez liku. Najlepsze zmarnował Pawłowski, ciągle kompletnie bez formy. Bliski szczęścia był solidnie grający, ale rzadko podający kolegom Sadajew.

Niespodziewanie mecz zrobił się nerwowy, gdy osłabionej Legii kilka minut przed końcem meczu wyszedł błyskawiczny atak i gola zdobył Kucharczyk. Emocje narastały, bo goście zwietrzyli szansę na uratowanie punktu, a Lech starał się wyprowadzać kontry. Dużo więcej okazji stworzyli gospodarze. Sędzia przedłużył mecz aż o 7 minut. W tym czasie działo się ciekawiej niż w całej pierwszej połowie, ale wynik już się nie zmienił, co pełny stadion przyjął wybuchem ogromnej radości – po trzech latach Lechowi udało się ograć Legię. Jeżeli czołowi zawodnicy Kolejorza odzyskają formę, a wyleczy się Jevtić, szanse na tytuł są duże. Legia pokazała w Poznaniu, jak łatwo ją pokonać. Straci jeszcze wiele punktów.

Lech Poznań – Legia Warszawa 2:1 (0:0).

Douglas (66.), Hamalainen (70.) – Kucharczyk (84.)

Żółte karki - Paulus Arajuuri, Gergo Lovrencsics, Szymon Pawłowski - Ivica Vrdoljak, Michał Kucharczyk, Michał Żyro

Czerwona kartka – Arkadiusz Malarz

Widzów 41,5 tysiąca.

Lech: Jasmin Burić - Tomasz Kędziora, Paulus Arajuuri, Marcin Kamiński, Barry Douglas - Łukasz Trałka (73. Tamas Kadar), Karol Linetty - Gergo Lovrencsics (63. Szymon Pawłowski), Dawid Kownacki (83. Dariusz Formella), Kasper Hamalainen - Zaur Sadajew.

Legia: Arkadiusz Malarz - Bartosz Bereszyński, Inaki Astiz, Jakub Rzeźniczak, Tomasz Brzyski - Tomasz Jodłowiec, Ivica Vrdoljak - Michał Kucharczyk, Michał Masłowski (65' Dusan Kuciak), Michał Żyro (90' Guilherme) - Ondrej Duda.