Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Antyfutbol przy Bułgarskiej

włącz .

Wielkie szczęście, że już po meczu przeciwko Zniczowi w Pruszkowie Lech miał awans do półfinału Pucharu Polski w kieszeni. Gdyby trzeba było strzelać gole głęboko cofniętemu przeciwnikowi, mogłaby się powtórzyć kompromitacja z eliminacji do Ligi Europy. Bezradność Lecha w ataku pozycyjnym jest zdumiewająca. Godne krytyki jest lekceważenie publiczności. Młodym piłkarzom nie za bardzo chciało się grać.

W Poznaniu wszyscy od dawna żyją niedzielnym meczem z Legią. Spotkanie przeciwko Zniczowi potraktowane zostało jako formalność. Trzeba było ten mecz po prostu rozegrać oszczędzając czołowych zawodników, sprawdzając zaplecze wyjściowej jedenastki, dając szansę pokazania się tym piłkarzom, którzy rzadko mają taką możliwość. Jeżeli chcieli dowieść, że zasługują na częstsze występy w podstawowym składzie, to ponieśli fiasko. Zaprezentowali się wcale nie lepiej niż drugoligowcy.

Przez pierwszy kwadrans gra toczyła się wyłącznie w środku boiska. Głęboko cofnięty Znicz próbował Lechowi przeszkadzać w konstruowaniu akcji, ale nie musiał tego robić, bo takich akcji nie było. Piłkarze w niebieskich strojach z reguły podawali do najbliższego kolegi albo wycofywali piłkę. Nawet nie trudzili się, by zagrać odważnie. To był żałosny pokaz antyfutbolu. Pierwsze niegroźne kopnięcie piłki w kierunku bramki, które od biedy można nazwać celnym strzałem, widzieliśmy po pół godzinie.

Po przerwie, oprócz wejścia na boisko Jana Bednarka w miejsce Marcina Kamińskiego, nie zmieniło się nic. Trzeba podziwiać publiczność za niezwykłą cierpliwość. Trudno było oglądać to „widowisko” bez złości i niecierpliwości. Jeżeli ktokolwiek starał się demonstrować coś więcej niż podania w poprzek boiska, to Dawid Holman. Starał się też Formella, ale kiepsko mu to wychodziło. Kompromitująco słabo wypadł Keita. Młody Jakub Serafin to kolejny piłkarz, który nie wykorzystał okazji. Nie podejmował ryzyka, stosował same bezpieczne zagrania, z których drużyna nie miała najmniejszej korzyści.

Kiedy piłkarzom Lecha zaczął w oczy zaglądać wstyd, trochę przyspieszyli akcje. Wykazywali brak zgrania, mnożyły się nieporozumienia. Sukces przyniosła dopiero jedna z ostatnich akcji, gdy błysnął młody Sanocki. Przeprowadził błyskawiczny rajd, ciekawie podał do Formelli, a ten miał szczęście, bo piłka po jego uderzeniu trafiła w słupek i wpadła do bramki. Ten gol niczego kibicom nie wynagrodził. Mają nadzieję zobaczyć w niedzielę innych piłkarzy, a przede wszystkim inną drużynę.

Lech Poznań – Znicz Pruszków 1:0 (0:0)

Bramka Dariusz Formella (88.)

Lech: Jasmin Burić - Kebba Ceesay, Marcin Kamiński (46. Jan Bednarek), Tamas Kadar, Luis Henriquez - Arnaud Djoum, Jakub Serafin - Dariusz Formella, Muhamed Keita, David Holman (66. Vojo Ubiparip), Dawid Kownacki (61. Krystian Sanocki).

Znicz: Oliwer Wienczatek - Marcin Rackiewicz, Arkadiusz Jędrych, Piotr Gurzęda, Michał Kucharski - Igor Biedrzycki - Krzysztof Kopciński Adam Dobosz (82. Artur Januszewski), Piotr Tomczyk, Mateusz Pielak (71. Bartosz Żurek) - Patryk Kubicki (58. Daniel Nawrocki).