Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Kompromitacja w Bydgoszczy

włącz .

Wyrzucony z Lecha Mariusz Rumak, dysponujący naprędce zbudowaną, ratującą się przed spadkiem drużyną, ograł zespół podobno mądrze budowany, walczący o najwyższe cele. Oprócz Sadajewa, każdy piłkarz Kolejorza był gorszy od gracza Zawiszy. Lech nie jest ligowym potentatem. Sztabowi szkoleniowemu udało się zniszczyć wszystko, co jesienią nieźle funkcjonowało.

Były trener Lecha dobrze wiedział, jak zneutralizować dawnych podopiecznych, zresztą wiedzą to już wszyscy. Wystarczy pozbawić ich swobody, możliwości szybkiego rozgrywania piłki, siedzieć na nich. I rzeczywiście byli bezradni, nic im nie wychodziło od samego początku, a postawę Pawłowskiego trzeba określić jako żałosną. Trudno zrozumieć upór trenera wystawiającego go w każdym meczu, czyli osłabiającego własną drużynę. Mecze mistrzowskie nie służą do odbudowywania formy.

Lech nie radzi sobie w tym sezonie na wyjazdach i jest w tym zadziwiająco konsekwentny. Zagubiony Maciej Skorża nie ma pojęcia, jak sobie poradzić z tą bolączką. Szczególnie fatalnie Kolejorzowi idzie, gdy nie ma w składzie Łukasza Trałki. W Bydgoszczy zastąpił go Djoum, co było jedyną zmianą w stosunku do poprzedniego meczu. Jedyną, ale tragiczną, bo Belg nie istniał na boisku, najpierw w przenośni, potem dosłownie. Tracił piłki, nie przechwycił ani nie odzyskał żadnej, nie czuł dystansu, głupio faulował. Szybko złapał dwie zasłużone kartki i osłabił drużynę.

Kolejny raz przekonaliśmy się, że Lech jest bezradny przy stałych fragmentach gry. Po rzutach rożnych piłka zawsze spadała na głowę piłkarzy Zawiszy, pod jedną i drugą bramką. Kiedy kontuzjowanego Arajuuriego zastąpił Kadar, było jeszcze gorzej. Po jednym z rzutów rożnych obaj stoperzy przysnęli i Lech nie dość, że był liczebnie osłabiony, to jeszcze łatwo stracił bramkę. Próbował atakować, jednak bez pomysłu. Jedynym groźnym dla przeciwnika zawodnikiem był Sadajew.

Po przerwie Pawłowski już nie grał. Zastąpił go Formella. Grając przeciwko Zawiszy, Lech nie powinien mieć problemów z pokonaniem go nawet w osłabieniu. Ale nie taki Lech, jakiego oglądamy po przerwie zimowej. Drużyna jest w rozsypce, zachowuje się na boisku tak, jakby to ona była naprędce stworzoną zbieraniną. O ile w pierwszej połowie widzieliśmy kilka groźnych akcji Lecha, to po przerwie niemal w ogóle, szczególnie po zejściu z boiska Sadajewa, na szczęście bez żółtej kartki. Dopiero kilka minut przed końcem Lovrencsivcs uderzył w poprzeczkę a fatalne pudło zanotował Hamalainen. Rumak jest w czepku urodzony.

A Zawisza grał tak, jakby to on rozdawał w lidze karty. Całkowicie obnażył słabość gości. Nie ma usprawiedliwienia dla bezradności Lecha. Trener nie ma prawa tłumaczyć się kompletnym brakiem formy kluczowych piłkarzy. Przecież nie kto inny, jak właśnie on przygotowywał ich do rundy wiosennej.

Zawisza Bydgoszcz - Lech Poznań 1:0 (1:0)

Bramka: Barisić 32.

Żółte kartki: Drygas, Mica, Ziajka – Djoum, Douglas

Czerwnona kartka: Djoum (za dwie żółte)

Zawisza: Sandomierski – Ziajka, Micael, Marić, Wójcicki – Alvarinho (70. Kamiński), Drygas (46. Predescu), Miga, Majewski, Pawłowski (85. Alaverdashvili) – Barisić

Lech:  Gostomski – Kędziora, Kamiński, Arajuuri (23. Kadar), Douglas – Lovrencsics, Djoum, Linetty, Hamalainen, Pawłowski (46. Formella) – Sadajew (60. Kownacki)