Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Złamali Jagiellonię w ostatnich minutach

włącz .

Lech męczył się niemiłosiernie przez 85 minut usiłując zdobyć bramkę w meczu przeciwko Jagiellonii. Jej opór został przełamany w samej końcówce spotkania, i to dwa razy, a można było pogrążyć ją jeszcze bardziej. Mimo zwycięstwa, które pozwoliło zająć pozycję wicelidera, trener Lecha ma o czym myśleć. Kluczowi zawodnicy są bez formy, brakuje kreatywności w ataku, pewności w obronie.

W pierwszej połowie meczu Jagiellonia nie oddała ani jednego strzału. Nastawiła się głównie na wybijanie Lecha z uderzenia, uciekając się do tak „wyszukanych” sposobów, jak symulowanie ciężkich urazów, po których piłkarzom gości trzeba było udzielać pomocy. Bramkarz gości ku narastającemu oburzeniu publiczności i przy kompletnej beztrosce sędziego Tomasza Musiała opóźniał wybijanie piłki, kradł sekundy składające się na długie minuty.

Trzeba przyznać, że Jagiellonia bardzo dobrze opanowała sztukę bronienia dostępu do własnej bramki. Nie pozwalała Lechowi na wiele, pomocnicy nie mieli pomysłu na rozegranie piłki, brakowało dośrodkowań, szybkich wejść w pole karne. Nic dziwnego, że pierwszą groźną akcję stworzył Sadajew dopiero po pół godzinie gry. Potem celny i mocny strzał oddał Karol Linetty. Bardzo szybko Kolejorz stracił Lovrencsicsa, którego po starciu w polu karnym odwieziono do szpitala z urazem głowy. Na szczęście nic poważnego mu się nie stało. Zastąpił go ambitnie grający, czyniący postępy, zasługujący na częstsze pokazywanie się na boisku Darek Formella.

I w pierwszej, i w drugiej połowie doskonale spisywał się Linetty, choć starał się uważać na siebie, nie szarżować, jest bowiem po kontuzji. Uratował Lechowi mnóstwo piłek, wykonał wiele bardzo dobrych podań. Nieźle spisywał się grający w drugiej połowie Keita. Sadajew walczył, próbować podawać i oddawać strzały, być groźny. Obrońcy Jagiellonii radzili z nim sobie jednak. Z biegiem czasu mecz się otworzył. Goście nastawili się już nie tylko na żelazną obronę, ale i na szybkie kontrataki. Kilkakrotnie, gdyby trochę dokładniej rozegrali piłkę, mogli Lecha skaleczyć i znów odnieść wyjazdowe zwycięstwo z czołową drużyną naszej ligi. Obrona Lecha popełniła kilka żenujących błędów, ale tym razem jej się upiekło.

Wydawało się, że w tym spotkaniu nie padnie żadna bramka. Lech próbował atakować ambitnie, ale brakowało pomysłu na rozegranie akcji, ostatniego podania, strzałów nie oddawał nawet często to zwykle czyniący Szymon Pawłowski. Aż nadeszła 86 minuta. Lech jak zwykle rozgrywał piłkę po obwodzie, znów brakowało celnego podania lub odważnego wejścia w pole karne. W tym meczu zawodnicy Lecha częściej podawali do tyłu niż do przodu, ale raz się to opłaciło. Wycofaną piłkę przejął Barry Douglas i oddał mierzony strzał z dystansu. Trafił idealnie wprawiając publiczność w euforię.

Wydawało się, że goście rzucą się do odrabia strat, a tu niespodzianka – Lech przechwytywał wszystkie piłki i kierował je wreszcie do przodu. Wspaniale w pole karne wpadł Dawid Kownacki, po serii zwodów znalazł się w idealnej pozycji i uderzył. Zrobił wszystko tak, jak trzeba i to prawdziwy cud, że bramkarz zdołał jakimś sposobem zatrzymać piłkę. Niezrażony Lech dalej nacierał. W polu karnym powalony został Pawłowski, a jedenastkę pewnie na gola zamienił ten, co powinien to robić zawsze – Tomek Kędziora.

Lech Poznań Jagiellonia Białystok 2:0 (0:0)

Bramki: Douglas 86, Kędziora 89 (z rzutu karnego)

Sędziował Tomasz Musiał.

Widzów ponad 18,5 tysiąca

Żółte kartki: Szymon Pawłowski, Paulus Arajuuri, Łukasz Trałka - Filip Modelski, Michał Pazdan

Lech: Maciej Gostomski - Tomasz Kędziora, Paulus Arajuuri, Marcin Kamiński, Barry Douglas - Łukasz Trałka, Karol Linetty, Gergo Lovrencsics (20 Dariusz Formella) , Szymon Pawłowski, Kasper Hamalainen (Muhamed Keita 65) - Zaur Sadajew.

Jagiellonia: Krzysztof Baran - Filip Modelski, Igors Tarasovs, Sebastian Madera, Łukasz Tymiński - Michał Pazdan, Rafał Grzyb - Nika Dzalamidze (56 Mateusz Piątkowski), Karol Mackiewicz, Maciej Gajos - Patryk Tuszyński.