Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Sadajew załatwił Lechowi półfinał Pucharu Polski

włącz .

Mecz był dla Lecha nadspodziewanie ciężki, ale tylko do momentu, w którym z ławki rezerwowych podniósł się Zaur Sadajew. W kilka minut zamienił remis na trzybramkowe prowadzenie, dwa gole sam strzelił, pozbawił drugoligowców złudzeń. Szkoda tylko, że znów trzeba się było wstydzić za niepewnych i niemrawych obrońców, ale i tak rewanż będzie formalnością.

Trener Maciej Skorża zapowiedział, że dokona kilku zmian w składzie drużyny w stosunku do ostatniego spotkania ligowego. Zastrzegł jednak, że rewolucji nie będzie. A jednak była. Posłał do boju dziewięciu nowych graczy, w tym kilku takich, którzy w tym roku nie zagrali jeszcze w meczu o stawkę. Zastępujący Tomka Kędziorę Kebba Ceesay nie pokazywał się na boisku przez rok. Miejsce w drużynie zachowali jedynie Łukasz Trałka i Marcin Kamiński.

Początek meczu był taki, jakiego można było się spodziewać. Lech był przy piłce, rozgrywał ją z namaszczeniem, rzadko przyspieszając, a Znicz bronił się za podwójną gardą próbując szybkich wyjść po przechwyceniu piłki. Przypadków takich było niewiele, a w posiadaniu miażdżącą przewagę miał Lech. Tyle, że niewiele z tego wynikało. Goście najczęściej podawali do tyłu, a pod naciskiem rywali także do bramkarza. Przypominało to styl z czasów Bakero.

Przewaga była duża, ale bezproduktywna aż do 17 minuty, gdy sytuacyjny, ale mierzony strzał oddał Karol Linetty. Na pozycji spalonej przebywał kompletnie w tym meczu niewidoczny Ubiparip, stanął jednak nieruchomo sygnalizując, że nie bierze udziału w akcji. Piłka przeleciała obok niego i wpadła przy słupku do bramki. Wydawało się, że uspokoi to Lecha, gra zrobi się ciekawsza. Zachowywał się jednak tak, jakby już awansował do półfinału. Przestał walczyć. Do głosu doszli ambitni drugoligowcy i kilka razy poważnie zagrozili Buriciowi. Biernie zachowywali się obrońcy, a szczególnie Kamiński, choć i Kadar popełniał niezrozumiałe błędy.

Przewaga Lecha w posiadaniu piłki stopniała, gdy piłkarze Znicza stwierdzili, że czołowy polski klub nie jest groźny, można go przycisnąć. To powinna być woda na młyn dla gości, mogli spróbować gry z kontry. Nie spróbowali, bo to wymagałoby przyspieszenia, a oni koniecznie chcieli grać jednym tempem. Gdyby przeciwnik był groźniejszy, błyskawicznie straciliby prowadzenie Trzeba było na to poczekać do drugiej połowy. Nieźle poczynał sobie Keita, mógł zdobyć gola uderzeniem z rzutu wolnego z 30 metrów. Zbyt często jednak się podpalał i tracił piłkę, strzelał z nieprzygotowanych pozycji.

Dobry mecz rozgrywali Ceesay i żywiołowy Formella. Nie popisał się za to Kownacki notujący stratę za stratą, a zwłaszcza Ubiparip. Dzielnie walczył Linetty, po przerwie jednak już nie wyszedł na boisko. Zastąpił go Djoum. Dla Karola był to pierwszy występ w tym roku. Zrobił swoje. Szkoda, że w jego ślady nie poszli koledzy, a zwłaszcza obrońcy. Pozwolili Zniczowi przyjąć piłkę w polu karnym, odegrać głową, oddać celny strzał, wyrównać. Fatalnie zachowali się Hanriquez i obaj środkowi obrońcy.

Po chwili mogło być jeszcze gorzej. Gospodarze znów weszli w pole karne jak po swoje, dobrze rozegrali piłkę, która trafiła tylko w słupek. Obrońcy znów nie podjęli interwencji. Znicz wykonywał dużo stałych fragmentów gry, bo sędzia Wajda na nic nie pozwalał Lechowi, a Zniczowi na wszystko. Za każdym razem pod bramką Buricia było groźnie. Gospodarze uwierzyli w siebie, a Lech ciągle był niemrawy, przestraszony. Można było strzelić gola po kontrze w wykonaniu Kownackiego. Piłka niestety trafiła do Ubiparipa, a ten żałośnie spudłował.

Serb długo już nie pograł. Zastąpił go Sadajew i już pierwsza jego akcja przyniosła gola Lechowi. Po szybkim rajdzie dośrodkował, piłka trafiła na drugą stronę pola karnego, dopadł do niej Formella i celnie uderzył. Darkowi ta bramka należała się. Natomiast Sadajew znów pokazał, jaka jest różnica między nim a Ubiperipem – podanie Trałki strzałem z bliska zamienił na trzeciego gola. A po minucie zdobył czwartego. Błyskawicznie załatwił Lechowi trzybramkowe prowadzenie, czyli awans

Ostatnie 10 minut Znicz grał w osłabieniu, gdy Górski, najlepszy napastnik gospodarzy w głupi sposób zrewanżował się Trałce za faul. Niczego to nie zmieniło, wydawało się, że Lech nie chce dobijać rywala. Dopiero w ostatniej minucie po szybkiej kontrze Pawłowski podał do Keity, a ten zdobył gola. Cieszy awans do półfinału, martwi fatalna postawa defensywy, dającej się ogrywać nastolatkom grającym w drugiej lidze. Ilość nie przełożyła się na jakość.

Znicz Pruszków – Lech Poznań 1:4 (0:1)

Jędrych (49) - Linetty (16), Formella (63), Sadajew (65, 67), Keita (90+3')

Żółte kartki: Niewulis – Trałka
Czerwona kartka: Górski (80. za kopnięcie rywala)

Bigajski – Niewulis, Jędrych, Gurzęda, Kucharski - Rackiewicz, Biedrzycki, Tomczyk (79. Chrzanowski), Nawrocki (68. Banaszewski), Grudniewski (68. Żurek) - Górski

Burić – Ceesay, Kadar, Kamiński, Henriquez – Formella (72. Pawłowski), Trałka, Linetty (46. Djoum), Kownacki, Keita – Ubiparip (60. Sadajew)