Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Wyjazdowa klątwa trwa. Lech znów bez zwycięstwa

włącz .

W meczu rozegranym na krakowskim kartoflisku padł bezbramkowy remis. Po beznadziejnie słabej pierwszej połowie w drugiej Lech się rozegrał, był drużyną lepszą. Nie wygrał nie tylko dlatego, że miał pecha. Przede wszystkim dlatego, że na wyjazdach ciągle jest bezzębny. Sadajewowi nie udało się rozegrać drugiego kolejnego dobrego spotkania, Hamalainenowi i Pawłowskiemu daleko do normalnej formy.

Maciej Skorża zapowiadał duże zmiany w składzie twierdząc, że musi się przyjrzeć jak największej liczbie piłkarzy, zanim trzeba będzie wybrać tych najlepszych na najtrudniejsze mecze. Tymczasem spośród zawodników grających z Ruchem nie wystawił tylko Jakuba Serafina. Zadebiutował za to Arnaud Djoum i pokazał się z dobrej strony. Lech będzie miał z niego pożytek. W pierwszej połowie był jedynym autorem celnego strzału, a za drugim razem, gdy miał jeszcze lepszą sytuację, spudłował. Grał pewnie, popisywał się w odbiorze, w przeciwieństwie do kolegów nie popełniał błędów.

W pierwszej połowie widowisko było kiepskie. Owszem, było zacięte, piłkarze obu drużyn starali się jak najszybciej przerywać akcje rywala, nie dawać mu swobody, dużo było walki wręcz, nieczystych zagrań. Składnych akcji jednak prawie nie widzieliśmy. Duży wpływ na to miał stan boiska, które tylko początkowo optycznie nieźle się prezentowało, ale wystarczyło, by piłkarze chwilę po nim pobiegali a przestało nadawać się do gry. Jego stan z minuty na minutę pogarszał się.

W tej sytuacji Lechowi nie mogły wychodzić szybkie akcje, bezradni byli skrzydłowi. Pawłowski, jak przyznał trener Skorża gra ostatnio po to, by mógł jak najszybciej wrócić do formy, a jest to zawodnik potrafiący zapewniać zwycięstwa. Na stadionie Cracovii niczego jeszcze zapewnić nie mógł. Tracił kolejne piłki, niecelnie podawał. Gdy się rozpędził i minął jednego przeciwnika, zatrzymywał się na drugim. Zanim Pawłowski wróci do formy, Lechowi może przepaść wiele cennych punktów. Keita, który wszedł w drugiej połowie, był dużo lepszy. Równie marnie jak Pawłowski spisywał się Hamalainen, który nie może dojść do siebie mimo iż o tej porze roku nie dokucza mu alergia.

Cracovia próbowała grać po swojemu, nieustępliwie i ładnie dla oka, jednak i jej boisko na to nie pozwalało. Potrafiła jednak kilkoma podaniami zbliżyć się do pola karnego Lecha, wrzucić tam piłkę, przez co powstawało zamieszanie. Obrońcy mieli problemy nie tylko z wyprowadzeniem, ale nawet byle jakim wybiciem piłki. Arajuuri  przegrywał pojedynki ze słabszymi fizycznie rywalami, nie czuł dystansu. Grał asekuracyjnie, bał się podawać do przodu, wolał zatrudniać Gostomskiego.

Po przerwie Lech wreszcie pokazał, że zależy mu na zwycięstwie. Więcej było agresji w grze, szybciej udawało się odbierać piłkę, dłużej przy niej się utrzymywać, przede wszystkim jednak widzieliśmy groźne strzały. Dobrze uderzył Hamalainen, do dużego wysiłku bramkarza Cracovii zmusił Lovrencsics, ale najładniejszą akcję meczu przeprowadzili Kędziora i Sadajew. Ten pierwszy fantastycznie dośrodkował, napastnik wzbił się w powietrze i uderzył głową, ale piłka trafiła w poprzeczkę. Potem jeszcze odbiła się od Hamalainena i na samej linii złapał ją bramkarz.

Cracovia odgryzała się, bywała groźna, na szczęście obrońcy Lecha rozegrali się i potrafili zlikwidować w zarodku każde zagrożenie. Nawet Arajuuri demonstrował wreszcie zwrotność i siłę. Lech w tym meczu był lepszy i groźniejszy, co nikogo w Poznaniu nie pociesza. To jeszcze nie jest drużyna, którą stać na walkę o najwyższe cele. Zawodników zdolnych do gry jest wielu, ale żaden z tych najważniejszych nie prezentuje jeszcze formy z jesieni. Wiosną wszystko miało się poprawić. Nic takiego nie nastąpiło, progresu nie widać. W pierwszych trzech meczach przepadły aż cztery punkty. Jak zwykle – na wyjazdach.

Cracovia – Lech Poznań 0:0

Żółte kartki: Kapustka, Covilo, Diabang, Jendrisek - Sadajew

Lech: Gostomski – Kędziora, Arajuuri, Kamiński, Douglas – Lovrencsics (84. Formella), Trałka, Djoum, Hamalainen (77. Kownacki), Pawłowski (59. Keita) – Sadajew

Cracovia: Pilarz – Żytko, Sretenović, Polczak – Nykiel, Covilo (70. Wdowiak), Kapustka (84. Dąbrowski), Marciniak, Budziński (60. Jendrisek), Diabang – Rakels.