Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech słaby ale zwycięski. Ruch pokonany

włącz .

Po pierwszej połowie można było prowadzić trzema golami i mieć spotkanie pod kontrolą. Druga w wykonaniu Lecha to koszmar. Pozwolił się zdominować przedostatniej drużynie w tabeli, trzeba było drżeć o wynik do ostatnich sekund. To jeszcze nie jest Kolejorz, na którego czekamy. To jeszcze nawet nie jest drużyna z jesieni. Formy szukają nie tylko zawodnicy wracający po kontuzjach. Tylko kilku zagrało na przyzwoitym poziomie.

Trener Maciej Skorża wymienił dużą część drużyny, która zagrała w Szczecinie. W podstawowej jedenastce wybiegli rekonwalescenci Szymon Pawłowski i Zaur Sadajew. Temu pierwszemu dużo jeszcze brakuje do formy z jesieni. Trener przyznał, że wystawił go właśnie dlatego, by formy tej szukał przed najważniejszymi meczami. Natomiast Zaur pokazał się z doskonałej strony, walnie przyczynił się do zwycięstwa, tym razem z nikim się nie kłócił, skupiał się na grze. Bardzo dobrej grze.

Największą jednak niespodzianką w składzie był występ od pierwszych minut Jakuba Serafina. Trener postąpił odważnie nie wystawiając Djouma ani innego doświadczonego gracza. U boku Trałki, który miał problemy ze zdrowiem, a jednak był do dyspozycji, zagrał debiutant. Pokazał kilka bardzo dobrych akcji. Pierwszy gol był jego zasługą. Zachował się jak klasyczny rozgrywający. Posłał długą piłkę na skrzydło do Lovrencsicsa, a ten tak podał Sadajewowi, że Czeczen zdobył z bliska łatwą bramkę. Potem Serafin kilka razy jeszcze dobrze podawał, ale zanotował też mnóstwo strat, przegrywał pojedynki. Jego domena to podania do przodu, gorzej mu idzie w defensywie.

W pierwszej połowie Ruch miał niewiele do powiedzenia. Próbował zagrażać Lechowi, ten jednak grał pewnie, spokojnie, długo utrzymywał się przy piłce, wykorzystywał każdą okazję do ataku. Po faulu na Sadajewie miał rzut karny. Wykonujący go Marcin Kamiński strzelił niestety nieudolnie, dał bramkarzowi szansę łatwej obrony. Całe szczęście, że Lech przeprowadził potem kolejną akcję skrzydłem, a podanie Tomka Kędziory strzałem głową zamienił na gola Kasper Hamalainen. W ten sposób Lech do przerwy prowadził tylko 2:0. Jak się okazało, to nie było dużo, bo zdobył trzy punkty z wielkim trudem. Nie potrafił zdominować rywala.

Druga połowa to bowiem zupełnie inna gra Ruchu, który tuż po wznowieniu miał dobrą okazję do zdobycia gola, potem jeszcze nie raz zmuszał do interwencji Gostomskiego. Lech próbował się odgryzać niemrawymi kontrami. Zwykle kończyły się nieudanym zagraniem lub prostą stratą Pawłowskiego lub Hamalainena. Widząc, co się dzieje, trener posłał na środek boiska nominalnego środkowego obrońcę – pozwolił zadebiutować Tamasowi Kadarowi. Nie odmienił on gry Lecha, w środku pola nadal panoszył się Ruch. Po przechwycie piłki i szybkiej akcji gości Lovrencsics popełnił faul na polu karnym. W przeciwieństwie do „Kamyka”, Starzyński potrafi wykorzystywać „jedenastki” i zrobiło się bardzo niebezpiecznie.

Do końca trzeba było bać się straty dwóch punktów. Aż się prosiło, by wyprowadzić jedną i drugą kontrę, spokojnie rozegrać piłkę, pokonać wysoko Ruch. To było ponad siły niedzielnego Lecha, choć wprowadzeni na boisko Kownacki, a potem Formella bardzo się starali. Po końcowym gwizdku sędziego ponad 16 tysięcy kibiców mogło odetchnąć z dużą ulgą i liczyć, że może jednak Lech odzyska formę, zgubioną gdzieś w trakcie zimowych przygotowań. Klasę zespołu poznaje się po tym, że wygrywa nawet kiedy jest słaby. W meczu z Ruchem Kolejorz był bardzo słaby, ale zwyciężył.

Lech Poznań – Ruch Chorzów 2:1 (2:0)

Bramki: Sadajew (6), Hamalainen (24) – Starzyński (78 po rzucie karnym)

Widzów 16.672

Lech: Maciej Gostomski - Tomasz Kędziora, Paulus Arajuuri, Marcin Kamiński, Barry Douglas - Łukasz Trałka, Jakub Serafin (65. Tamas Kadar) - Gergo Lovrencsics, Szymon Pawłowski (85. Dariusz Formella), Kasper Hamalainen - Zaur Sadajew (70 Dawid Kownacki),

Ruch: Matus Putnocky - Martin Konczkowski, Rafał Grodzicki, Piotr Stawarczyk, Roland Gigolaev (88. Mateusz Kwiatkowski) - Łukasz Surma, Bartłomiej Babiarz - Jakub Kowalski (46. Paweł Oleksy), Filip Starzyński, Marek Zieńczuk - Grzegorz Kuświk