Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Szymon Pawłowski wrócił na boisko! Lech wygrał sparing z Amkarem

włącz .

Lech Poznań – Amkar Perm 2:0. To był dziwny mecz, bo w Lechu zagrała głównie młodzież, ogromną przewagę w posiadaniu piłki i tworzeniu groźnych sytuacji mieli Rosjanie, ale Lech mógł wygrać jeszcze wyżej. Dawid Holman wykorzystał tylko jeden rzut karny, drugiego spudłował. Gola zdobył Dariusz Formella. Przekonaliśmy się, że Lech ma szeroki skład i mocne zaplecze, a 18-letni Krystian Sanocki pokazał talent i wielkie możliwości.

Lech rozpoczął sparing w składzie, który trudno nazwać choćby zbliżonym do podstawowego: Gostomski – Bednarek, Kadar, Cernomordijs, Douglas – Sanocki, Drewniak, Serafin, Holman, Formella – Sadajew. Drużyna ma rozegrać dwa mecze kontrolne w dwa dni, oba przeciwko niezłym rywalom, więc trener w tym pierwszym postawił na młodzież. Biorąc pod uwagę skład, Lech od początku radził sobie całkiem dobrze, w miarę sprawnie operował piłką. Były i błędy, a popełniali je nie juniorzy, ale zawodnicy doświadczeni, tacy jak Kadar i Drewniak.

Rosyjska drużyna jest jedną ze słabszych w tamtejszej ekstraklasie, ale gra się tam na poziomie wyższym niż w Polsce, kluby są wielokrotnie bogatsze. W Amkarze wystąpił znany z Legii Janusz Gol, niedawno odszedł stamtąd inny były legionista Jakub Wawrzyniak. Rosjanie przeprowadzili już na początku kilka groźnych akcji, łatwo przedostając się pod pole karne Lecha, nie zakończonych jednak celnymi strzałami.

Nadspodziewanie dzielnie poczynał sobie ambitny, aktywny, dynamicznie atakujący Sanocki. Mógł strzelić gola, gdyby Holman celnie podał mu piłkę. To nie było jedyne nieudane zagranie Węgra, który mylił się raz po raz. Gol, jaki Lech niespodziewanie zdobył w 19 minucie, był zasługą właśnie Sanockiego. Po jego szybkim rajdzie i dobrym podaniu sfaulowany w polu karnym został mało wcześniej widoczny Sadajew. Rzut karny mocnym strzałem wykorzystał Holman. Piłka otarła się o poprzeczkę.

Amkar starał się jak najszybciej odrobić straty. Zamykał Lecha na polu karnym, bił rzuty rożne, oddawał strzały, kilka razy dobrze interweniował Maciej Gostomski. Lech prawie nie istniał w tym fragmencie gry, ale kiedy pojawiła się okazja do kontry, wyprowadził ją. Na przebój poszedł Dawid Holman, a gdy wydawało się, że stworzy groźną sytuację, młodego Węgra faulem taktycznym powstrzymał Janusz Gol, specjalista od takich zagrań, o czym przekonaliśmy się oglądając jego popisy w lidze polskiej.

To była jedyna ofensywna akcja Lecha w ciągu dobrego kwadransa. Dopiero tuż przed końcem po serii dobrych podań przedostał się pod bramką Rosjan. I powinno być 2:0, znów dzięki Sanockiemu, sfaulowanemu w polu karnym. Tym razem Holman „jedenastki” nie potrafił wykorzystać. Znów trafił w poprzeczkę, ale piłka nie wpadła do bramki lecz wyszła w pole. W ten sposób raczej wyleczył trenera Skorżę z pomysłu powierzenia mu funkcji etatowego wykonawcy rzutów karnych. Ostatnie minuty pierwszej połowy to już miażdżąca przewaga Amkara. Kilka razy wyrównanie było o włos, choć ostatnia dobra akcja należała do kontrującego Lecha. W dobrej pozycji znalazł się Sadajew. Powinien był uruchomić Formellę, ale uwikłał się w pojedynki z obrońcami, wygonił się na bok boiska, jedynym efektem był rzut rożny. Obrona Lecha mogła odpocząć, a Sadajew wdać się w przepychanki i awantury z rodakami.

Drugą połowę Lech zaczął z Kotorowskim na bramce, który zastąpił Gostomskiego. Rosjanie dokonali większej liczby zmian, a zespół mają tak liczny, że dla części graczy zabrakło numerów na koszulkach. Gra toczyła się nadal pod ich dyktando, Lech odżywał w ataku tylko chwilami. Po jednej takiej akcji, w 52 minucie, padł drugi gol. Lewą stroną boiska szarżował Sadajew. Wpadł w pole karne, biegł wzdłuż linii końcowej, celnie wycofał do Formelli, ten zaś oddał mocny strzał z pierwszej piłki, po którym bramkarz bronił nieskutecznie. Po kwadransie zszedł z boiska Serafin, ale nie zastąpił go żaden z doświadczonych graczy, lecz rówieśnik Marcin Gawron. Obrazu gry to nie zmieniło, Lech był ciągle głęboko cofnięty, a kiedy przedostał się z piłką na środek boiska, niemal natychmiast ją tracił.

Lech grał z poświęceniem w obronie. Dobre umiejętności defensywne pokazał nawet skrzydłowy Sanocki, desperacko głową wybijał piłkę Holman, dwoił się i troił Cernomordijs. W 67 minucie Kotorowski odważną interwencją zapobiegł pewnej utracie bramki, choć przy tym ucierpiał i potrzebował medycznej pomocy. Wrócił jednak do gry. Niespodzianka czekała obserwatorów w 70 minucie. Na boisko wszedł rekonwalescent – Szymon Pawłowski. To bardzo dobra wiadomość dla kibiców Lecha – czołowy gracz Kolejorza jest już zdrowy. Zobaczyliśmy też Kownackiego i Kamińskiego. Z boiska zeszli Cernomordijs, Sanocki i Formella.

Zmiany te nie poprawiły gry Lecha. Prowadził, ale ciągle dużą przewagę miał Amkar. Obrońcy Kolejorza desperacko wybijali piłki z własnego pola bramkowego, kilka razy świetnymi paradami popisał się „Kotor”. Groźny rzut wolny w okolicy narożnika pola karnego sprokurował Gawron, na szczęście Rosjanin strzelił niecelnie. W kolejnej akcji Lech mógł dobić Rosjan, gdy przed polem karnym piłkę wyłuskał i przeprowadził rajd Sadajew. Po serii zwodów podał Kownackiemu, ten jednak był w niewygodnej pozycji i strzelił nad bramkę.

Gra stawała się coraz ostrzejsza. Turecki sędzia rozdał wiele żółtych kartek, a tuż przed końcem wyrzucił z boiska jednego z Rosjan po brutalnym faulu na Marcinie Gawronie. Po ostatnim gwizdku Lech mógł się cieszyć ze zwycięstwa. Zasłużonego? Z pewnością tak, skoro zdobywał gole, a powinno być ich nawet więcej. Potem jeszcze obie drużyny zabawiły się w wykonywanie rzutów karnych. Rosjanie wygrali 6:5. Z Lechitów spudłował tylko Gostomski. Podobnie jak wcześniej Holman, obił poprzeczkę.